– Możesz, ale otwórz okno i chuchaj na zewnątrz, bo mi firanki przejdą smrodem fajek – odpowiedziała przysuwając się do niego tak jak pan Flynn powiedział i cicho mruknęła z zadowolenia. Strachu nie było, smutku nie było, była po prostu głupiutka gra i spokój. To czego jej brakowało i to, co zostało tu zachwiane jakiś czas temu. Gdy Alex wspomniał o akrobacjach zgięła jeden palec, zostało siedem. Jej mina odrobine zrobiła się nadąsana, bo czuła na karku panikę i zimną, straszliwą przegrane.
– Nie umiesz nawet zrobić jajecznicy? Z czego ty żyłeś w tym Londynie? – prychnęła patrząc na Flynna, gdy wspomniał o gotowaniu. Jak to możliwe, że on w ogóle chodził, okradał tam sklepy ze słodyczami? W sumie był chudy. Założyła ręce na piersi i cicho westchnęła, ale zgięła kolejny palec.
– Nigdy przenigdy nie wyrzucono mnie z baru – zerknęła na nich podejrzliwie. Była pewna, że byli w takiej sytuacji. Mieli jakieś ze czterdzieści lat i na bank nie raz wpadli w jakieś pijackie bójki. Znała ich na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że byli mocno porywczy.
6