Wiosna na dobre się już rozgościła w Londynie. Geraldine obudziła się wcześnie tego dnia, udało jej się przekonać Thesa, żeby wyrwał się z nią na sabat. Nie biegali dzisiaj po żadnym lesie. Spędzili razem całkiem miły poranek, zjedli wspólnie śniadanie - co nie zdarzało się zbyt często, bowiem zazwyczaj każde z nich gdzieś pędziło. Dzień ten też był dosyć ważny dla panny Yaxley - skończyła dwadzieścia dziewięć lat. Czy wiele to miało zmienić w jej życiu? Raczej nie, poza tym, że będzie musiała pamiętać o tym, że jest rok starsza. Będzie miała także wymówkę na ewentualne wytłumaczenie, gdyby przesadziła wieczorem z alkoholem.
Gerry ubrała się w luźne, brązowe spodnie, do tego nałożyła na siebie nieco za duży czarny sweter, a na wierzch narzuciła skórzaną, nieco sfatygowaną kurtkę. Włosy wyjątkowo pozostawiła rozpuszczone, niech wiatr je dzisiaj czesze. - Książę, gotowy?- Krzyknęła jeszcze stojąc w drzwiach, w lewej ręce trzymała miotłę. Postanowili skorzystać z tego, że pogoda była nie najgorsza i udać się na miejsce wydarzenia właśnie w ten sposób. Zresztą i Gerry i Thes najczęściej wybierali właśnie ten środek transportu.
Podróż minęła im całkiem szybko, szczególnie, że ścigali się przy tym, na całe szczęście nikt nie spadł z miotły. Dolecieli na miejsce. - Chyba tutaj możemy zaparkować.- Powiedziała do przyjaciela i zostawiła swoją miotłę na stojaku. Miała nadzieję, że zastanie ją tu później... - Jak miotła? Sprawdza się.- Spoglądała na tą Theseusa, bo sama była ciekawa. Wylicytowała mu ją podczas aukcji charytatywnej Longbottomów, nie chciała, żeby okazała się jakimś bublem.
- Jak co roku, jestem umówiona z Theonem na poszukiwanie jajek, jakoś tak wyszło, że trzymamy się tej tradycji od dziecka, wiesz urodziny... jedyna okazja do tego, żebyśmy się spotkali.- Właściwie to od dawna jej i bliźniakowi nie było po drodze, nie miała więc nic przeciwko temu, że kontynuowali tę tradycję, mogli się spotkać, a najważniejsze dla niej było to, że on również się tego trzymał - w jej mniemaniu świadczyło to o tym, że jeszcze siebie do końca nie skreślili. - THES, loteria, idziemy tam!- Zarządziła. Wzięła mężczyznę pod ramię i ruszyli w stronę loterii fantowej - liczyła na to, że uda im się wylosować coś ciekawego.