- Na pewno skarbie, wszystko wróci do normy, pozbędziemy się problemu, obiecuję. - Zapewniła jeszcze swoją kotkę o tym, że to tylko chwilowe. - Dziękuję Lady, za te słowa, jesteś taka słodka! - Miło jej się robiło, kiedy słyszała takie przyjemne słowa od swojej nowej kociej przyjaciółki. - Tylko z rozsądkiem! - Powiedziała jej jeszcze na odchodne, w końcu była jej mamą, musiała mieć pieczę nad tym co robiła.
Panna Figg wgryzła się ze smakiem w babeczkę, którą trzymała w dłoni. Sama je przygotowywała, powinna pamiętać o tym, że kiedy się w nią wgryzie - to cóż, jej patrzenie na świat nieco się zmieni, ale o tym zapomniała - tak bardzo przejmowała się tą skromną prywatką. Już po pierwszym kęsie poczuła, że wypełnia ją jeszcze większa ekscytacja. Nie mogła ustać w miejscu. Miała chęć podzielić się ze wszystkimi swoimi planami, a miała ich sporo. Wcześniej jednak nie sądziła, że póki co warto jest się tym z kimś dzielić, nie był to dobry czas, teraz to się zmieniło. Wydawało jej się, że może osiągnąć wszystko, czego tylko zabraknie. W jej oczach pojawił się błysk, na twarzy jeszcze większy uśmiech, wypiła też jednym haustem zawartość swojego kieliszka - mimo, że damie nie przystawało.
Wtedy podeszła do niej Brenna idealna ofiara - mogłaby jej bez końca mówić o tym, co sobie wymarzyła. Jej pytanie jednak wybiło ją z rytmu. Wiedziała, że czegoś tutaj brakuje, teraz do niej dotarło o co chodziło! - MUZYKA, oczywiście, jak mogłam zapomnieć! Tam przecież stoi szafa grająca! - Magiczna, która mogła grać bez końca. Wiedziała, że za tą chęcią wygibasów mogło stać ciastko, jednak uważała, że to bardzo słuszna uwaga i czas najwyższy, aby zrobiło się tutaj nieco głośniej. Machnęła różdżką, którą miała za pazuchą w stronę urządzenia, aby zaczęło grać, włączyła się piosenka niezbyt taneczna, ale każdy chętny mógł zostać operatorem szafy grającej.
Już otwierała paszczę, aby zacząć mówić Brennie o swoich wielkich planach, kiedy obok nich pojawił się Laurent i poprosił ją na słówko. Oczywiście, że zgodziła się z nim odejść na te kilka kroków, musiała poświęcić każdemu z gości odpowiednią ilość czasu. Nim odeszła rzuciła do Brenny jeszcze krótkie zaraz wracam. Zrobiło się nieco poważniej, gdy Prewett ujął jej dłoń, nie do końca wiedziała, czego powinna się spodziewać. Przyglądała mu się uważnie, nieco wybita z pantałyku. Wtedy wyjął kopertę i bilety, a po chwili wytłumaczył wszystko. Otworzyła usta w zdziwieniu i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę nie wiedząc do końca, co powinna powiedzieć. - Na Merlina, idealnie się składa. Planuję otworzyć kolejne filie cukierni, to wyśmienity pomysł, będę się mogła tak wiele nauczyć! Zostanę najlepszą cukierniczką w Londynie, a może nawet w całej Wielkiej Brytanii! - To chyba oznaczało, że prezent bardzo przypadł jej do gustu, entuzjazm na pewno też zwiększało chwilę wcześniej zjedzone ciastko.
Z tej krótkiej rozmowy z Laurentem wyrwało ją pytanie wujka, który znalazł się obok nich. Nie zdążyła więc poruszyć tematu tego, że ten prezent wydawał się być cholernie drogi, chociaż kusiła ją wizyta w tych cukierniach i aktualnie naprawdę chciała się tam znaleźć, więc nie odmówiła. - Komu, jak komu, ale wujowi nie jestem w stanie zabronić, nie krępuj się i pal ile tylko potrzebujesz. - Nie była jakąś mocną zwolenniczką palenia, sama ledwie kilka razy paliła tytoń i to zawsze kiedy była bardzo mocno pijana.
Zamierzała wrócić do Brenny i porwać ją do tańca, gdy drzwi się otworzyły. Uniosła głowę, aby spojrzeć, kto się w nich pojawił. Uśmiechnęła się promiennie, gdy dostrzegła w nich Elliotta - nie, żeby spodziewała się kogoś innego, bo wszyscy, których zaprosiła byli już w środku, jednak myślała, że może mu coś wypadło. Bardzo szybko przeniosła wzrok w stronę Erika, w końcu nie zaprosiła to Malfoya bez powodu. Chciała tym też sprawić radość swojemu przyjacielowi, właściwie to było ich pierwsze spotkanie po tym pamiętnym Beltane. Ich trójkę połączyła bardzo dziwna więź, a ona chyba pasowała tam trochę jak pięść do nosa, tak jakby miała dwóch chłopaków, albo jej chłopak miał swojego chłopaka? Nie umiała nawet ująć tego w żaden sposób.
- Nigdy nie jest za późno! - Rzuciła z entuzjazmem. Elliott bardzo szybko do niej podszedł. - Ależ urocze! - Rzekła, gdy zauważyła pawie spacerujące po powierzchni prezentu.