06.01.2024, 01:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.01.2024, 01:35 przez Umbriel Degenhardt.)
Umbriel głośno wypuścił powietrze nosem. Dźwięk zdradził go w tym, że w reakcji na jej słowa musiał powstrzymać lekki śmiech - bo to było trochę zabawne, ta wiara w jego teorie i opinie, chociaż tak naprawdę nie istniał powód, który narzucałby mu rolę eksperta. Istniało wciąż wiele rzeczy, o których nie miał pojęcia, których w nawet minimalnym stopniu nie rozumiał - nie śmiał jednak dopytywać jak zapatrywała się na to jego żona - obecny stan rzeczy mu pasował. Prawdę mówiąc, chociaż nie miał porównania (wszak to było jego pierwsze małżeństwo), wydawało mu się, że ktoś ciągle drążący w jego wypowiedziach, podważający jego słowo, mógł okazać się skrajnie irytujący. Z drugiej strony - jakże ciekawym uczuciem była irytacja - mógłby jej od czasu do czasu ulec choćby i po to, aby palce dotykające klawiszy fortepianu zagrały na nim melodię w rytm bicia jego poddenerwowanego serca.
- A zataiłaś przede mną mugolską rodzinę? - Zapytał nieco zadziornym tonem, unosząc w górę brew, ale widząc i słysząc jej zmieszanie (nie dało się go nie wyczuć, no, chyba że by się było ślepym, ewentualnie jeżeli się z nią nie mieszkało w jednym domu od kilku długich lat) nie mógł zbyć jej jedynie potencjalnie nietrafionym żartem. Poza tym tego typu dowcipy brzmiały w jego ustach wyjątkowo drętwo - trochę tak, jakby wcale nie żartował, chociaż kąciki jego ust i oczu zaszczycił delikatny uśmiech.
- Uważaj po prostu, z kim się widujesz. Nie wiadomo, w jaki sposób to się rozwinie, a jeżeli spotkasz się sama z osobą na ich czarnej liście, to możesz oberwać rykoszetem tylko dlatego, że znajdziesz się w złym miejscu o nieodpowiednim czasie. Według jego postulatów nie jesteśmy obiektem nienawiści nawet jako imigranci, ale nie zdziwiłbym się, gdyby kiedyś stało się to problemem. - Starał się podejść do tego z rozwagą, którą miał utracić na przestrzeni kilku najbliższych miesięcy. Gdyby Umbriel potrafił spojrzeć w przyszłość i zobaczył to, co miało się z nim dopiero wydarzyć, zdziwiłby się pewnie. Dla Umbriela z przyszłości wszystko, co zdarzyło się po jego wystąpieniu w Luminares było naturalną, zrozumiałą koleją rzeczy. Nawet kiedy nie zdawał sobie z tego sprawy w pełni, w jego duszy rozbrzmiewała ciemność - do stania się nią w pełni potrzebował tylko i wyłącznie okazji.
- Cóż, w takim razie wybierzemy się tam wspólnie. - Nie zaprotestował w żaden sposób, ani nie rzucił choćby drobną myślą dotyczącą ewentualnego odwołania swojego zbliżającego się wielkimi krokami wystąpienia. - Gdyby cokolwiek się tam wydarzyło, wystarczy, że powiesz prawdę. - I z taką informacją ją zostawił. A czym była prawda? Że była dlatego wydarzenia niejako tłem - żoną artysty zaproszonego na miejsce, jej prywatna opinia nie miała większego znaczenia - Lavinia nie okazałaby się problemem ani dla popleczników tegoż szaleńca, ani dla stróżów prawa przypominających biesiadnikom o tym, że przemoc zawsze spotka się z ich oporem.
- A zataiłaś przede mną mugolską rodzinę? - Zapytał nieco zadziornym tonem, unosząc w górę brew, ale widząc i słysząc jej zmieszanie (nie dało się go nie wyczuć, no, chyba że by się było ślepym, ewentualnie jeżeli się z nią nie mieszkało w jednym domu od kilku długich lat) nie mógł zbyć jej jedynie potencjalnie nietrafionym żartem. Poza tym tego typu dowcipy brzmiały w jego ustach wyjątkowo drętwo - trochę tak, jakby wcale nie żartował, chociaż kąciki jego ust i oczu zaszczycił delikatny uśmiech.
- Uważaj po prostu, z kim się widujesz. Nie wiadomo, w jaki sposób to się rozwinie, a jeżeli spotkasz się sama z osobą na ich czarnej liście, to możesz oberwać rykoszetem tylko dlatego, że znajdziesz się w złym miejscu o nieodpowiednim czasie. Według jego postulatów nie jesteśmy obiektem nienawiści nawet jako imigranci, ale nie zdziwiłbym się, gdyby kiedyś stało się to problemem. - Starał się podejść do tego z rozwagą, którą miał utracić na przestrzeni kilku najbliższych miesięcy. Gdyby Umbriel potrafił spojrzeć w przyszłość i zobaczył to, co miało się z nim dopiero wydarzyć, zdziwiłby się pewnie. Dla Umbriela z przyszłości wszystko, co zdarzyło się po jego wystąpieniu w Luminares było naturalną, zrozumiałą koleją rzeczy. Nawet kiedy nie zdawał sobie z tego sprawy w pełni, w jego duszy rozbrzmiewała ciemność - do stania się nią w pełni potrzebował tylko i wyłącznie okazji.
- Cóż, w takim razie wybierzemy się tam wspólnie. - Nie zaprotestował w żaden sposób, ani nie rzucił choćby drobną myślą dotyczącą ewentualnego odwołania swojego zbliżającego się wielkimi krokami wystąpienia. - Gdyby cokolwiek się tam wydarzyło, wystarczy, że powiesz prawdę. - I z taką informacją ją zostawił. A czym była prawda? Że była dlatego wydarzenia niejako tłem - żoną artysty zaproszonego na miejsce, jej prywatna opinia nie miała większego znaczenia - Lavinia nie okazałaby się problemem ani dla popleczników tegoż szaleńca, ani dla stróżów prawa przypominających biesiadnikom o tym, że przemoc zawsze spotka się z ich oporem.
they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me