Norka nie do końca chyba zdawała sobie sprawę z popularności jaką Erik cieszył się wśród wszystkich czarodziejów. Dla niej był po prostu przyjacielem z dzieciństwa, który zawsze stał gdzieś obok. Nie sądziła, że ludzie aż tak bardzo łakną jego towarzystwa, szczególnie, że sama miała go na co dzień, kiedy tylko go potrzebowała zawsze znajdywał dla niej czas. Może bardziej powinna docenić to, że własnie tak było?
Zauważyła jego zdziwienie, kiedy wspomniała o tym, że Brenna prosiła ją, aby go licytowała. - No co, nie chciała, żebyś został na lodzie, nawet rozsądne to było z jej strony.- Sama w życiu nawet by nie pomyślała o tym, żeby dołączyć do jakiejkolwiek licytacji, nie stać ją było na takie głupoty. Szczególnie, że przecież dopiero co otworzyła klubokawiarnie, to zeżarło jej całe fundusze. - Dobre podejście, w sumie każdemu od czasu do czasu dobrze robi takie zastanawianie się nad swoimi czynami, Ty też mógłbyś czytać to, co Ci podrzuca uniknąłbyś zaskoczenia.- Gdyby tylko przeczytał wszystkie informacje, to uniknąłby zaskoczenia, a niby Erik zawsze był taki idealny - jak widać i on nie miał czasu na wszystko.
Nie sądziła, że jej pytanie o to, kto wygrał licytację tak go rozproszy. Obserwowała przyjaciela, który to prawie się potknął, nie było to dla niego typowe, to musiało być przez to, co powiedziała. Próbowała tylko zrozumieć dlaczego. - Eliott Malfoy, to jakiś bogaty syn swoich rodziców?- Próbowała jakoś połączyć kropki, jednak szło jej to nie najlepiej. Nie interesowała się specjalnie polityką, ani nie miała znajomych wśród tych bogatych rodzin. Nie miała zielonego pojęcia skąd go zna, jednak to imię i nazwisko obiło jej się już o uszy. - Właścicielka kasyna, to też brzmi dobrze, chociaż nie wiem, po co jej Ty, może chciała z Ciebie zrobić tymczasowego niewolnika?- Wzruszyła ramionami. Nie znała tych osób, nie wiedziała więc co o tym wszystkim myśleć, nie miała też pojęcia dlaczego tak bardzo chcieli spędzić czas z Erikiem. Trwała wojna, więc obawiała się najgorszego, w końcu Erik wspierał słuszną stronę konfliktu. - Kawiarnia, właściwie niesamowicie dobrze.- Rozchmurzyła się trochę. - Salem jest najlepszy, każdy chce zobaczyć gadającego kota, czasem mam wrażenie, że moje pączki to tylko dodatek.- Nie, żeby specjalnie w to wierzyła, była bowiem pewna, że kto raz zasmakuje jej wypieków, ten na pewno do niej wróci. Skromność. - Trochę się ostatnio zastanawiałam nad tym, czy nie powinnam sobie zorganizować kogoś, kto by doglądał cukierni wieczorami. Wiesz, jak jest. Ludzie piją, dużo piją. Niby na razie nie było żadnej bójki, ale czuję, że to nieuniknione.- Zupełnie nie wierzyła w to, że ktoś byłby w stanie respektować ją, jeśli zaczęłaby uspokajać towarzystwo.
- Teren nie współpracuje, to się skup!- Sama Figg rozglądała się bardzo uważnie po okolicy, nie zamierzała przegapić żadnego jajka. - To by była dopiero trauma! Cieszę się, że zamierzasz do tego nie dopuścić! - Ruszyła przed siebie, nadal przyglądała się otoczeniu, gdy usłyszała entuzjazm Erika. - No, nareszcie! Oby tak dalej.- Może jeszcze mają szansę na wygraną.
Fioletowe pole - dookoła siebie nie widzisz żadnych jajek. (5+4+4=14 pole; 1 jajko)
[Opis]
Jak na złość panna Figg nie mogła zlokalizować kolejnego jajka. - Nie wiem Erik, może ktoś już je wszystkie wyzbierał?