04.01.2024, 03:44 ✶
Septima zastanowiła się dłużej nad słowami Livki - gdyby go znała, to nie groziłaby mu różdżką... trochę kłóciło się to ze spostrzeżeniami Timmy, która przez całe życie spotykała się ze zgoła innymi zachowaniami zarówno pośród dziewcząt jak i chłopców. Płochliwe spojrzenia, pąsowe policzki i to zakłamanie w tonie głosu, którego nigdy nie potrafiła do końca odczytać. Gra pozorów, słówek i rozczłonkowanych w zagmatwaniu zdań kalibru "och nie zauważyłem cię nigdy wcześniej i wcale cię nie znam, chociaż chodzimy ze sobą od siedmiu lat do jednej klasy." Klasyk.
Ale widocznie Quirke była inna niż większość i z tym Timmy nie zamierzała się kłócić.
Odbijała spojrzenie między koleżanką a Selwynem, który ewidentnie nie potrafił odnaleźć się w towarzystwie dwóch młodych kobiet — i uwaga, nawet Ollivanderówna była w stanie do dostrzec.
Jak również i flak, który wyciągnął nagle z kieszeni. Jej buźka aż zapłonęła i to barwą krwistego buraka. A może befsztyka.
— Rety, no jak tak można?! — ręce poleciały ku górze, niczym na ołtarzu boskiej skargi, po czym szybko chlupnęły w starciu z udami. Nie było to eleganckie posunięcie, ale przecież nie mogła się patyczkować w starciu z takim afrontem!
— To powinno być karalne! — kontynuowała nakręcona jak plastikowy bąk krążący po płycie, dorzucając do oburzenia jeszcze kilka zdań o potencjalnym niebezpieczeństwu jakie może spowodować sobie, innym, dzieciom, zwierzątkom, o braku szacunku do rzemiosła, drewna, zawodu, pasji. Zaczynała również kolejne zdanie z prześwitem myśli o własnym ojcu, ale w ostatnią porę się opamiętała, usta zostawiając w niezręcznym rozwarciu.
— Chyba miałaś rację, żeby mu nie ufać, Liv — dodała już na końcu, wieńcząc atak ciemiężnym westchnieniem.
Czy dałoby się w nią tchnąć życie?
Po już ostatnim ciśniętym w Selwyna spojrzeniu z cyklu napraw to, zastanowiła się w końcu nad jego słowami. Nie tymi o żonie, tudzież o siadaniu na niej, ale o zaklęciach i o życiu, które można by w figurę tchnąć...
Zmrużyła konspiracyjnie oczy, wyciągając z kieszeni sukienki różdżkę.
wiem, że za cienki bolek jestem, ale rzucam na rozproszenie
Ale widocznie Quirke była inna niż większość i z tym Timmy nie zamierzała się kłócić.
Odbijała spojrzenie między koleżanką a Selwynem, który ewidentnie nie potrafił odnaleźć się w towarzystwie dwóch młodych kobiet — i uwaga, nawet Ollivanderówna była w stanie do dostrzec.
Jak również i flak, który wyciągnął nagle z kieszeni. Jej buźka aż zapłonęła i to barwą krwistego buraka. A może befsztyka.
— Rety, no jak tak można?! — ręce poleciały ku górze, niczym na ołtarzu boskiej skargi, po czym szybko chlupnęły w starciu z udami. Nie było to eleganckie posunięcie, ale przecież nie mogła się patyczkować w starciu z takim afrontem!
— To powinno być karalne! — kontynuowała nakręcona jak plastikowy bąk krążący po płycie, dorzucając do oburzenia jeszcze kilka zdań o potencjalnym niebezpieczeństwu jakie może spowodować sobie, innym, dzieciom, zwierzątkom, o braku szacunku do rzemiosła, drewna, zawodu, pasji. Zaczynała również kolejne zdanie z prześwitem myśli o własnym ojcu, ale w ostatnią porę się opamiętała, usta zostawiając w niezręcznym rozwarciu.
— Chyba miałaś rację, żeby mu nie ufać, Liv — dodała już na końcu, wieńcząc atak ciemiężnym westchnieniem.
Czy dałoby się w nią tchnąć życie?
Po już ostatnim ciśniętym w Selwyna spojrzeniu z cyklu napraw to, zastanowiła się w końcu nad jego słowami. Nie tymi o żonie, tudzież o siadaniu na niej, ale o zaklęciach i o życiu, które można by w figurę tchnąć...
Zmrużyła konspiracyjnie oczy, wyciągając z kieszeni sukienki różdżkę.
wiem, że za cienki bolek jestem, ale rzucam na rozproszenie
Rzut O 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Krytyczna porazka