04.01.2024, 11:41 ✶
Brenna czasem podejrzewała, że tolerancja Vincenta na jej osobę wynikała z tego, że przy pierwszym spotkaniu się pobili i byli wtedy jeszcze gówniarzami, czasem – że po prostu nie traktuje jej jak istoty ludzkiej, tylko wrzuca do tego samego worka, w którym trzymał magiczne stworzenia. Nie, żeby jakoś to Longbottom przeszkadzało. Poza tym rzadko obserwując go pomiędzy innymi czarodziejami, bo jednak zwykle widywali się w okolicznościach w rodzaju „wleźmy do lasu”, „spróbujmy coś sobie nawzajem połamać” i tak dalej, podejrzewała, że z tym nielubieniem ludzi trochę przesadza i puszczała słowa tego typu pomimo uszu.
W to jednak, że tego dziennikarza bardzo, bardzo nie lubi i zaraz gotów rzucić się na niego z pięściami, Brenna była jednak w stanie uwierzyć. Zwłaszcza po tym, co Wepchnęła się więc pomiędzy nich, tak na wszelki wypadek, starając się przy okazji żadnego z nich nie oblać kawą. Bójka na środku magicznego Londynu, pomijając już że nielegalna, to po prostu ściągnęłaby uwagę, a chyba żadne z nich nie chciało, aby ktoś przypadkiem zrobił zdjęcie czy coś…
– Proszę napisać, że Abraham Lincoln bardzo docenia Ministrę Magii – oświadczyła bez mrugnięcia okiem, trochę nawet rozbawiona wizją tego, jak czarodzieje mugolskiego zareagują na taką deklarację. (Nie to, że w istocie dziennikarz miał napisać o Abrahamie Lincolnie. Opisując sytuację pomylił nawet to fałszywe nazwisko, co chyba najlepiej świadczyło o tym, że Prorok Codzienny zupełnie schodził na psy.) – Teraz przepraszamy, straszliwie się spieszymy – powiedziała z naciskiem. Dziennikarz zerknął najpierw na nią, potem na Prewetta, i chyba coś w postawie tego drugiego wreszcie go przekonało, że warto sobie iść. Ostatecznie pewnie pomogło i to, że Vincent nie był jakoś szczególnie rozpoznawalny.
– Zjedz ciasteczko, Sherwood, bo zaczynasz gwiazdorzyć – zakpiła nieco, podsuwając Vincentowi pod nos opakowanie z ciastkami. – Prasie lepiej za bardzo nie podpadać, bo jutro mogą napisać coś w stylu, że w New Forest źle traktuje się zwierzęta. Albo gorzej, wyobraź sobie, że bardzo, bardzo takiego wkurwiłeś i jutro na pierwszej stronie masz artykuł: Vincent Prewett, jeden z dziedziców fortuny Prewettów szuka żony, kandydatki proszone są o stawienie się w rezerwacie Prewettów w tę sobotę z formularzami z wiekiem, wzrostem i zawodem oraz zdjęciem, na podstawie których zostanie przeprowadzona pierwsza selekcja...
Brenna niektórych przedstawicieli prasy szczerze szanowała, innych najchętniej utopiłaby w kałuży. Z konieczności jednak załatwiając czasem z nimi pewne rzeczy przy okazji akcji charytatywnych zdążyła się nauczyć, że obchodzić się z nimi trzeba ostrożnie. Chociaż rzecz jasna to o szukaniu żony to była po prostu jedna z jej absurdalnych historyjek.
W to jednak, że tego dziennikarza bardzo, bardzo nie lubi i zaraz gotów rzucić się na niego z pięściami, Brenna była jednak w stanie uwierzyć. Zwłaszcza po tym, co Wepchnęła się więc pomiędzy nich, tak na wszelki wypadek, starając się przy okazji żadnego z nich nie oblać kawą. Bójka na środku magicznego Londynu, pomijając już że nielegalna, to po prostu ściągnęłaby uwagę, a chyba żadne z nich nie chciało, aby ktoś przypadkiem zrobił zdjęcie czy coś…
– Proszę napisać, że Abraham Lincoln bardzo docenia Ministrę Magii – oświadczyła bez mrugnięcia okiem, trochę nawet rozbawiona wizją tego, jak czarodzieje mugolskiego zareagują na taką deklarację. (Nie to, że w istocie dziennikarz miał napisać o Abrahamie Lincolnie. Opisując sytuację pomylił nawet to fałszywe nazwisko, co chyba najlepiej świadczyło o tym, że Prorok Codzienny zupełnie schodził na psy.) – Teraz przepraszamy, straszliwie się spieszymy – powiedziała z naciskiem. Dziennikarz zerknął najpierw na nią, potem na Prewetta, i chyba coś w postawie tego drugiego wreszcie go przekonało, że warto sobie iść. Ostatecznie pewnie pomogło i to, że Vincent nie był jakoś szczególnie rozpoznawalny.
– Zjedz ciasteczko, Sherwood, bo zaczynasz gwiazdorzyć – zakpiła nieco, podsuwając Vincentowi pod nos opakowanie z ciastkami. – Prasie lepiej za bardzo nie podpadać, bo jutro mogą napisać coś w stylu, że w New Forest źle traktuje się zwierzęta. Albo gorzej, wyobraź sobie, że bardzo, bardzo takiego wkurwiłeś i jutro na pierwszej stronie masz artykuł: Vincent Prewett, jeden z dziedziców fortuny Prewettów szuka żony, kandydatki proszone są o stawienie się w rezerwacie Prewettów w tę sobotę z formularzami z wiekiem, wzrostem i zawodem oraz zdjęciem, na podstawie których zostanie przeprowadzona pierwsza selekcja...
Brenna niektórych przedstawicieli prasy szczerze szanowała, innych najchętniej utopiłaby w kałuży. Z konieczności jednak załatwiając czasem z nimi pewne rzeczy przy okazji akcji charytatywnych zdążyła się nauczyć, że obchodzić się z nimi trzeba ostrożnie. Chociaż rzecz jasna to o szukaniu żony to była po prostu jedna z jej absurdalnych historyjek.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.