04.01.2024, 13:10 ✶
- Jakoś tak, pamiętam tylko świeżość i kwiaty - burknęła, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. Lekko pochyliła głowę, że Avelina mogła dokonać oględzin. Zachciało jej się eksperymentów z szamponami do włosów. To już lepiej żeby sama takie robiła, chociaż akurat wszelkiej maści kosmetyki były dla niej wyjątkowo trudne do zrobienia. To nie były tylko eliksiry: tu liczył się też zapach, konsystencja i działanie. Potrzebna była wiedza i doświadczenie, by robić takie rzeczy. Chociaż, jak pokazywał obecny przypadek, też nie zawsze. Olivia uśmiechnęła się kwaśno.
- Nie ma mowy, nie zbliżę się do niego - wolałabym już na zawsze chodzić z kaktusem na głowie - syknęła, a jej niebieskie oczy pociemniały z gniewu. To, jak bardzo nie lubiła tego typa, to przechodziło ludzkie pojęcie. Nie podejrzewała, że jest w stanie kogoś aż tak nienawidzić. Może i miał jakieś dobre cechy, bo przecież Avelina... go "kochała", a raczej była według niej zauroczona jego wyidealizowanym obrazem. Ale to nie zmieniało faktu, że był dupkiem jakich mało. - Nie, matka powinna coś mieć. Ale nie pokażę się jej w takim stanie. Chyba że...
Kaktus nie był specjalnie wysoki, więc Olivia rozejrzała się i po prostu wzięła z szafy zimową czapkę. Wcisnęła ją ostrożnie na głowę, a potem pokazała Avelinie, by ta się odwróciła. Musiała narzucić na siebie jakieś ubrania z dnia poprzedniego. Zrobiła to szybciej, niż ustawa przewiduje.
- Zejdziemy tylnymi schodami, wejdziemy od zaplecza - powiedziała, chwytając przyjaciółkę za rękę. Pociągnęła ją za sobą - matka już od jakiegoś czasu była w sklepie. Pozostawało się tylko modlić, żeby obsługiwała klientów i nie wchodziła na zaplecze. A raczej: do pracowni.
Olivia otworzyła drzwi i zeszły po schodkach - nie tych prowadzących na zewnątrz, a tych bezpośrednio do pracowni Fiolki. To było bardzo wygodne rozwiązanie, takie mieszkanie nad sklepem. Doceniała to zwłaszcza w chwilach takich jak ta. Szybko znalazły się wśród kociołków, stołów i intensywnego zapachu ziół, świeżych roślin oraz kadzideł. Olivia przeszła do jednej z szafek i wyciągnęła kilka butelek.
- Ta jest na ślimaki, to nie to. Ta na porost korzeni... O, ta na chwasty. Nada się? Mam jeszcze taką, która wyciąga wodę z roślin. I tylko roślin. To chyba go ususzy, co? - pokazywała Avelinie kolejne butelki, dbając o to, by mówić szeptem. Zza drzwi dobiegały odgłosy rozmowy. Ktoś chciał eliksir pieprzowy i jakąś maść z konia. Z konia? Olivia zmarszczyła brwi. Nie, chyba się przesłyszała.
- Nie ma mowy, nie zbliżę się do niego - wolałabym już na zawsze chodzić z kaktusem na głowie - syknęła, a jej niebieskie oczy pociemniały z gniewu. To, jak bardzo nie lubiła tego typa, to przechodziło ludzkie pojęcie. Nie podejrzewała, że jest w stanie kogoś aż tak nienawidzić. Może i miał jakieś dobre cechy, bo przecież Avelina... go "kochała", a raczej była według niej zauroczona jego wyidealizowanym obrazem. Ale to nie zmieniało faktu, że był dupkiem jakich mało. - Nie, matka powinna coś mieć. Ale nie pokażę się jej w takim stanie. Chyba że...
Kaktus nie był specjalnie wysoki, więc Olivia rozejrzała się i po prostu wzięła z szafy zimową czapkę. Wcisnęła ją ostrożnie na głowę, a potem pokazała Avelinie, by ta się odwróciła. Musiała narzucić na siebie jakieś ubrania z dnia poprzedniego. Zrobiła to szybciej, niż ustawa przewiduje.
- Zejdziemy tylnymi schodami, wejdziemy od zaplecza - powiedziała, chwytając przyjaciółkę za rękę. Pociągnęła ją za sobą - matka już od jakiegoś czasu była w sklepie. Pozostawało się tylko modlić, żeby obsługiwała klientów i nie wchodziła na zaplecze. A raczej: do pracowni.
Olivia otworzyła drzwi i zeszły po schodkach - nie tych prowadzących na zewnątrz, a tych bezpośrednio do pracowni Fiolki. To było bardzo wygodne rozwiązanie, takie mieszkanie nad sklepem. Doceniała to zwłaszcza w chwilach takich jak ta. Szybko znalazły się wśród kociołków, stołów i intensywnego zapachu ziół, świeżych roślin oraz kadzideł. Olivia przeszła do jednej z szafek i wyciągnęła kilka butelek.
- Ta jest na ślimaki, to nie to. Ta na porost korzeni... O, ta na chwasty. Nada się? Mam jeszcze taką, która wyciąga wodę z roślin. I tylko roślin. To chyba go ususzy, co? - pokazywała Avelinie kolejne butelki, dbając o to, by mówić szeptem. Zza drzwi dobiegały odgłosy rozmowy. Ktoś chciał eliksir pieprzowy i jakąś maść z konia. Z konia? Olivia zmarszczyła brwi. Nie, chyba się przesłyszała.