Istniało zwierciadło, które mogło pokazać mu więcej niż tylko swoje własne oblicze. Philip tak naprawdę nigdy nie odważył się spojrzeć w jego taflę. Wyjawiona mu prawda wymagała rozwinięcia. O ile kwestia napaści ze strony śmierciożerców była dla niego oczywista, tak Laurent nawiązując do swojej przeszłości, zaszczepił w nim przeświadczenie, że blondyn wpadł w poważne tarapaty. Nieznajomość szczegółów nie pozwoliła mu na okazanie mu jakiegokolwiek wsparcia ze swojej strony. Tyle jedynie mógł zrobić. Nie powie mu wprost, że życie jest niesprawiedliwe a ludzie dobrze wiodące dobre życie bardzo często nie otrzymują należnej im nagrody za swoje przykładne życie. Z jakiegoś powodu przypadało to wyłącznie niegodziwcom, bogaczom i ludziom atrakcyjnym.
O następstwach swoich decyzji, związanych z tym, co zaoferował Laurentowi, będzie się martwić w dniu jutrzejszym. Nie wiedział, co on przyniesie. Nie potrafił przewidzieć tego, czy obudzi się samemu o poranku w swoim łóżku co świadczyłoby jednoznacznie o tym, czego na razie nie zamierzał dopuszczać do głosu tak aby nie zapeszyć. Działał w tym momencie bezinteresownie, nie oczekując jakiejkolwiek nagrody albo nie szukając w tym dla siebie korzyści. Gdyby jego obawy potwierdziłyby się to okazałby się naiwnym głupcem. Dokonał wyboru i będzie musiał żyć z jego konsekwencjami.
Pozwolił na to aby Laurent ułożył głowę na jego udzie. Przeczesywał wciąż palcami dłoni włosy młodszego mężczyzny. Nie mógł spędzić reszty wieczoru na tym podłokietniku fotela, na razie jednak mógł trochę posiedzieć. Wypowiedziane cichym, słabym głosem dziękuje może było odpowiedzią na część swoich obaw.
— Nie puszczę. — Wymruczał to zapewnienie.