Mhm, no dobrze... Przeszło przez głowę kobiety słysząc drugą, zdawkową odpowiedź rzuconą w jej kierunku. Nie chce rozmawiać. W sumie jak większość ludzi na tym świecie, gdzie rozmowa jest jedynie wymaganą kurtuazją, aniżeli czymś, co każdy z nas podejmuje z ochotą. Szczególnie gdy podczas tej komunikacji dochodzi do wymiany nieistotnych informacji, które nijak przełożą się na przyszłe życie, pracę czy naukę. Porozmawianie o pogodzie, wczorajszej kolacji czy planach na wakacje, jest jedynie pustą wymianą zdań, o której każdy zapomina. Podobnie zresztą jest z rozmową na temat własnych uczuć, chęci, marzeń. Mało kogo to tak naprawdę interesuje, a czyjaś atencja jest jedynie iluzją, aby się nam lepiej żyło. Może dlatego Margaret nie lubiła rozmawiać? Choć to myślenie z pewnością jest toksyczne na wielu płaszczyznach, bo czasami jest ta potrzeba wygadania się. - Rozumiem - wyszeptała, gdy wuj potwierdził, że nie jest to wizyta wakacyjna. Przeniosła wzrok na trzymane w ręku kadzidełko, wokół którego palce się jej nieco mocniej zacisnęły.
- Hah, tak, tak, racja. - Uśmiechnęła się, zerkając w podłogę, wypuściwszy nieco powietrza nosem ze zdenerwowania. Chcąc zająć czymś ręce, powoli gładziła palcem po kadzidle, wyczuwając jego chropowatą strukturę pod paznokciem. - Wiem, że to właściwie też Wujka dom, w końcu macie wspólną historię... ale z pewnością podróż potrafiła wykończyć, a miłe ugoszczenie byłoby dobrym gestem z naszej strony. Ale... - Przerwała na chwilę, wzruszając na koniec ramionami i dodając: - Ponoć nigdzie nie ma tak dobrze jak w domu, więc - Więc właściwie to jej się urwał wątek, jaki chciała kontynuować. Coś tam o tym, aby Wujek czuł się jak u siebie. Masło maślane.
Na całe szczęście, choć może niekoniecznie, z tego krótkiego zawieszenia wyrwało ją pytanie. Porozmawiać? Oczy się jej delikatnie rozszerzyły, a serce nieco szybciej zabiło. To widać? Z nieuwagi wbiła paznokieć mocniej w kadzidełko, które pod wpływem siły ułamało się praktycznie w połowie. - Ja... - Otworzyła nieznacznie usta, gdy słowo jej się wyrwało. Mówić, czy uciekać? Zbyć pytanie jak wiele do tej pory w swoim życiu? - Ym... Nie, w zasadzie to... nie chcę się narzucać i marnować Twojego czasu. Z pewnością mógłby Wuj spożytkować go lepiej niż na spędzaniu tego wieczoru ze mną. Czasami po prostu przez ludzką powłokę wydostają się nasze słabości i chęci wyrzucenia tego, co nam siedzi w środku. Po zastanowieniu się jednak nie mają one wiele wspólnego z racjonalnym podejściem do życia. - Wszystko powiedziała właściwie na jednym wdechu, trochę jak ciągnący się monolog. - O, przepraszam, zabrzmiałam zbyt wróżbiarsko. Haha. - Wydusiła z siebie śmiech. Tym razem bardziej sztuczny.
- Ale tak, w końcu nasza rodzina powinna zawsze kierować się umysłem, a nie marzeniami, prawda? Mulciberowie władcy umysłów... Zawsze mi się podobał ten tytuł. - W zasadzie to go nie lubiła. Nie pasowała nigdy do tego tytułu i każdy sobie z tego zdawał sprawę. Nie potrafiłaby panować nad swoim, a co dopiero czyimiś umysłami. Nawet z wróżbiarstwa, możliwego opium dla ludzi, nie potrafiła uczynić swojej sztuki do wpływania na innych. Teraz w zasadzie, po ucieczce z Ministerstwa Magii, ich tytuł władców powoli może odejść w zapomnienie. Zabawne.