22.11.2022, 12:44 ✶
- Spokojnie, Nora, miotły dziecięce latają najwyżej pół metra nad ziemią i chyba mają zaklęcie zabezpieczające – zaznaczyła Brenna. Na razie to było „chyba”, bo rzecz jasna przed podarowaniem chrześnicy takiego prezentu Longbottom zamierzała się tego dowiedzieć. Oraz wielu innych rzeczy, z dużym prawdopodobieństwem doprowadzając sprzedawcę do załamania nerwowego, które być może potem wynagrodzi fakt, że kłopotliwa klientka przynajmniej wyciągnie sakiewkę. – Och, tych pomysłów jestem pewna. Za parę lat będziesz musiała uważać, bo jeśli Mab wymyśli na przykład, żeby wujek Erik kupił jej własną salamandrę, to on zaraz przyjdzie z salamandrą. Patrząc po tym, jak ty świetnie sobie z nim radzisz, wystarczy, że wda się w ciebie.
Zerknęła na brata z rozbawieniem, po prawdzie nawet dopuszczając do siebie myśl, że to kupno salamandry było możliwe. Brenna lubiła myśleć, że sama zachowa trochę więcej rozsądku. (I trzeba było przyznać, że salamandry dziecku nie sprawi, ale jeżeli już to przyjdzie pewnego dnia oznajmiając, że potrzebuje najnowszej miotły sportowej, domku na drzewie albo kociołka ze złota, istniała całkiem spora szansa, że Brenna bez zastanowienia popędzi do sklepu.)
- Przejmowałabym władzę nad światem, braciszku – odparła beztrosko na pytanie, co do tego, kim by się stała, gdyby urodziła się w innej rodzinie. Choć rzecz jasna, w wieku szczenięcych lat dwudziestu dwóch, absolutnie nie wierzyła, że mogłaby być kimś innym. – Albo… odpowiadałabym na pytanie Nory każdemu, kto by chciał albo nie chciał słuchać. Otóż Nobby Leach mógłby chcieć zajmować się sportami mugoli, bo pośród nich się wychował. A jak pokazują liczne badania, pierwsze lata dziecka są kluczowe dla jego rozwoju – oznajmiła tonem specjalistki, pochylając się przy tym, by pocałować Mabel w czubek głowy. Gdy ta się urodziła, Brenna wcale nie zamówiła kilka podręczników. Mugolskich i czarodziejskich. Wcale, ale to wcale. – Ekscytował się wtedy piłką dwunożną, czy jak to się zwie, nie quidditchem, kibicował Anglii i te emocje zostały z nim na zawsze. Ponieważ pozwalamy dzieciom z mugolskich rodzin utrzymywać kontakty z rodzicami, miał z tym regularną styczność… może jego ojciec zabrał go na mecz reprezentacji i był bardzo smutny, gdy im nie szło, może jego wuj postawił duże pieniądze na wygraną Anglii... aż uznał, że może trochę im pomoże…
Urwała, zmieniając pozycję na kocu i przy okazji ręką zagradzając drogę Mabel, która najwyraźniej uznała, że pora zacząć poznawać świat. Dziewczynka zagruchała w proteście, przeciwko takiemu ograniczaniu jej wolności osobistej.
- Na szczęście jestem z Longbottomów, więc jak słyszę bzdury o Mistrzostwach Świata, mówię tylko, że chyba ich porąbało, bo tak jakby nasz Minister ma za dużo rzeczy na łbie, żeby jeździć jak głupi za jakąś mugolską drużyną i czarować piłkę – dokończyła z radosnym uśmiechem kogoś, kto gdyby urodził się w rodzie Blacków albo Malfoyów, mógłby pewnie na stanowisku specjalistki od PR Voldemorta za parę lat udowadniać, że te wszystkie akty terroru można trochę ograniczyć, bo przecież łatwo przejmą władzę legalnie, niech tylko dadzą jej przygotować parę wywiadów.
Na wyjaśnienia Erika odnośnie możliwych motywacji, tylko raz za razem przytakiwała głową, by na końcu dorzucić jedno stwierdzenie:
- Oczywiście, twierdził, że to z troski o nasze społeczeństwo, bo Leach jest beznadziejnym ministrem. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, Nobby mógłby być całkiem niezłym przywódcą, gdyby ciągle nie rzucano mu kłod pod nogi – westchnęła, na moment odrywając spojrzenie od Mabel i kierując je w górę, ku jasnemu niebu. Słońce przyjemnie przyświecało, wdychała zapach trawy, leżała na kocu z przyjaciółmi i nie była biednym Nobbym Leachem. Czego chcieć więcej od życia?
Zerknęła na brata z rozbawieniem, po prawdzie nawet dopuszczając do siebie myśl, że to kupno salamandry było możliwe. Brenna lubiła myśleć, że sama zachowa trochę więcej rozsądku. (I trzeba było przyznać, że salamandry dziecku nie sprawi, ale jeżeli już to przyjdzie pewnego dnia oznajmiając, że potrzebuje najnowszej miotły sportowej, domku na drzewie albo kociołka ze złota, istniała całkiem spora szansa, że Brenna bez zastanowienia popędzi do sklepu.)
- Przejmowałabym władzę nad światem, braciszku – odparła beztrosko na pytanie, co do tego, kim by się stała, gdyby urodziła się w innej rodzinie. Choć rzecz jasna, w wieku szczenięcych lat dwudziestu dwóch, absolutnie nie wierzyła, że mogłaby być kimś innym. – Albo… odpowiadałabym na pytanie Nory każdemu, kto by chciał albo nie chciał słuchać. Otóż Nobby Leach mógłby chcieć zajmować się sportami mugoli, bo pośród nich się wychował. A jak pokazują liczne badania, pierwsze lata dziecka są kluczowe dla jego rozwoju – oznajmiła tonem specjalistki, pochylając się przy tym, by pocałować Mabel w czubek głowy. Gdy ta się urodziła, Brenna wcale nie zamówiła kilka podręczników. Mugolskich i czarodziejskich. Wcale, ale to wcale. – Ekscytował się wtedy piłką dwunożną, czy jak to się zwie, nie quidditchem, kibicował Anglii i te emocje zostały z nim na zawsze. Ponieważ pozwalamy dzieciom z mugolskich rodzin utrzymywać kontakty z rodzicami, miał z tym regularną styczność… może jego ojciec zabrał go na mecz reprezentacji i był bardzo smutny, gdy im nie szło, może jego wuj postawił duże pieniądze na wygraną Anglii... aż uznał, że może trochę im pomoże…
Urwała, zmieniając pozycję na kocu i przy okazji ręką zagradzając drogę Mabel, która najwyraźniej uznała, że pora zacząć poznawać świat. Dziewczynka zagruchała w proteście, przeciwko takiemu ograniczaniu jej wolności osobistej.
- Na szczęście jestem z Longbottomów, więc jak słyszę bzdury o Mistrzostwach Świata, mówię tylko, że chyba ich porąbało, bo tak jakby nasz Minister ma za dużo rzeczy na łbie, żeby jeździć jak głupi za jakąś mugolską drużyną i czarować piłkę – dokończyła z radosnym uśmiechem kogoś, kto gdyby urodził się w rodzie Blacków albo Malfoyów, mógłby pewnie na stanowisku specjalistki od PR Voldemorta za parę lat udowadniać, że te wszystkie akty terroru można trochę ograniczyć, bo przecież łatwo przejmą władzę legalnie, niech tylko dadzą jej przygotować parę wywiadów.
Na wyjaśnienia Erika odnośnie możliwych motywacji, tylko raz za razem przytakiwała głową, by na końcu dorzucić jedno stwierdzenie:
- Oczywiście, twierdził, że to z troski o nasze społeczeństwo, bo Leach jest beznadziejnym ministrem. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, Nobby mógłby być całkiem niezłym przywódcą, gdyby ciągle nie rzucano mu kłod pod nogi – westchnęła, na moment odrywając spojrzenie od Mabel i kierując je w górę, ku jasnemu niebu. Słońce przyjemnie przyświecało, wdychała zapach trawy, leżała na kocu z przyjaciółmi i nie była biednym Nobbym Leachem. Czego chcieć więcej od życia?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.