Wyjaśnienie wujaszka było jak najbardziej słuszne. Wiedziała, że przekopywanie utwardzonej ziemi bywało trudne, a nie chciała, aby też Frank sobie coś naderwał, czy przesilił i musiał pół wakacji spędzić poturbowany z jakimś temblakiem. Pokiwała więc energicznie głową. Wolała zdecydowanie, aby Frank był zdrowy i dał się wyciągać na jakieś wielkie, epickie eskapady po lasach i innych miejscach, które niekoniecznie miały być dla nich bezpieczne.
Gdy Dora zaczęła pokazywać Potterowi jak obsługiwać grabie zachichotała cicho. Wspomnienie miotły do Quidditcha oraz doprecyzowanie przez nią, że to w sumie jednak na odwrót było dla niej zabawne, ale w jej oczach można było zobaczyć podziw, że dziewczyna miała tyle cierpliwości do tłumaczenia jak pracować w ogródku.
– Dasz radę Jimi – odparła Alice i złapała za drugie grabie kiwając przy tym do Franka, że nie ma problemu. Ruszyła za wujkiem z grabiami zgarniając przekopane zielsko i chwasty do jakiegoś pojemnika. Czuła jak po chwili na jej czole pojawiają się kropelki potu i jedynie wierzchem dłoni je zgarniała. – Dora, masz coś do picia? – zapytała w końcu odstawiając na bok grabie. – Może z Frankiem przyniesiemy zimnej wody albo lemoniady, co? – zaproponowała zerkając na swojego przyjaciela. – James może nam pomóc jakby co – nie chciała ujmować chłopakom na honorze, ale podejrzewała, że oni również mogli być zmęczeni, więc byłaby to idealna okazja do tego, aby na chwilę usadzić pupy na jakimś krześle w zimnym pomieszczeniu.