Cel! Gdy Milo wspomniał o marszu bez wahania zgodziła się w nim uczestniczyć. Przede wszystkim dlatego, że uważała iż magiczna społeczność powinna szanować każdego obywatela – nawet jeśli nie posługiwali się magią. Wiedzieli o niej, znali jej podstawy, więc nie powinno im się ograniczać dostępu do świata, w którym żyły ich rodziny, czy też przyjaciele. Była całkowicie podekscytowana, że będzie mogła zrobić coś dobrego, będzie mogła wesprzeć swojego przyjaciela i jednocześnie brata, bo tak właśnie go traktowała. Z zadowoleniem dodawała magii do transparentów i pomagała Felixowi zszywać materiały.
Gdy wróciła do swojej przyczepy padła na łóżko delikatnie wykończona. Spała zaledwie trzy godziny, bo mimo wszystko podniecenie wydarzeniem, które było tak blisko było silniejsze, więc nic dziwnego, że dziewczyna od rana krzątała się po swojej kuchni i szykowała jedzenia jak dla wojska. Narobiła kanapek, ciast i przede wszystkim zrobiła ogrom zimnej lemoniady do termosów chłodzących. Napakowała to do swojego koszyka bez dna i wyszła poszukać chłopaków. Ubrała na siebie żółtą, zwiewną sukienkę w kwiaty. Miała cienkie ramiączka i sięgała wyżej kolan. Do tego w podobnym kolorze ubrała trampki, aby było jej wygodnie iść na marszu. Włosy spięła w wysokiego kucyka, który podrygiwał rytmicznie, gdy tylko poruszała się w ten swój skoczny wesoły sposób.
Z daleka machała już do nich, gdy tylko ich dostrzegła.
– Hej, wybaczcie, że tak późno jestem. Zrobiłam nam trochę jedzenia, kanapek i ciast. Zrobiłam też trzy termosy zimnej lemoniady. W razie czego będzie można poczęstować też inne osoby, które będą na marszu – wyrzuciła z siebie i podeszła do Felixa natychmiast poprawiając mu włosy, bo były w okropnym nieładzie. – Dopiero wstałeś?