04.01.2024, 21:18 ✶
- Chyba tak. Może trochę młodsza i z inną fryzurą? - zastanowiła się Brenna. Gdy Olivia ruszyła ku oknu, by zobaczyć widoki za nimi - a był to ogród, nieco zaniedbany, wskazujący na to, że znajdowały się w jakiejś angielskiej posiadłości, i że właśnie trwała wiosna - sama Brenna przeszła pośpiesznie po pomieszczeniu. Przyglądała się zdjęciom, książkom na półkach, próbując jak najwięcej zapamiętać. - W sumie gdyby tak było, czy nie powinna włożyć tego dziennika w dłoń posągu zamiast fiolki...?
Chciała chyba powiedzieć coś jeszcze, ale świat wokół nich zawirował.
W fiolce było najwyraźniej więcej niż jedno wspomnienie.
Tym razem znalazły się w jakichś ruinach. Chyba wciąż były w Anglii - a jeżeli nie w Anglii, to na pewno na Wyspach Brytyjskich, sądząc zarówno po tym, że chyba znajdowały się przy wejściu do zrujnowanego zamku o dość charakterystycznej architekturze, jak i po roślinach, znajdujących się w pobliżu. Było lato: kilka miesięcy po rozmowie "Jasie" z "Mercy".
Ta pierwsza kobieta je minęła.
Była ubrana w męski strój, na ramionach miała plecak, włosy były nieco dłuższe niż wcześniej i zaplecione w warkocz. W dłoniach trzymała jakieś papiery, może notatki, a może mapę. Rozglądała się po wnętrzu ruin, gdy ostrożnie wchodziła w ich głąb. Brenna zerknęła na Olivię, a potem po prostu podążyła jej śladem. Najpierw przez dziedziniec, potem zaś ku częściowo zawalonemu skrzydłu. Choć nic nie mogło spaść im na głowy, spojrzała nieco podejrzliwie w górę, nim przekroczyła przez wejście - pozbawione drzwi, które pewnie rozpadły się ze starości.
Jasie zatrzymała się w pewnym momencie. Szeptała jakieś zaklęcia, a potem kreśliła po ziemi.
- To chyba pieczęcie? Runy? - zastanowiła się Brenna, stając tuż nad jej głową i patrząc, jak pod wpływem zaklęć najpierw pojawiają się znaki na ziemi, a potem jak Jasie... usuwa je? Przełamuje krąg?
Zalśniły na niebiesko i w podłodze nagle pojawiły się schody wiodące w dół.
– To dopiero – podsumowała Brenna, ostrożnie ruszając za nią po schodach, popękanych i brudnych, na pewno nieuczęszczanych od setek lat. W środku panowała ciemność, którą nieznacznie rozświetlił blask lumos, rzuconego przez kobietę ze wspomnienia. I zarówno ona, jak i Olivia, choć nie widziały dokładnie, co znajduje się w pomieszczeniu, mogły dostrzec coś, czego Jasie chyba nie wyłapała od razu.
W powietrzu unosiła się półprzezroczysta sylwetka. Duch młodego mężczyzny.
Chciała chyba powiedzieć coś jeszcze, ale świat wokół nich zawirował.
W fiolce było najwyraźniej więcej niż jedno wspomnienie.
Tym razem znalazły się w jakichś ruinach. Chyba wciąż były w Anglii - a jeżeli nie w Anglii, to na pewno na Wyspach Brytyjskich, sądząc zarówno po tym, że chyba znajdowały się przy wejściu do zrujnowanego zamku o dość charakterystycznej architekturze, jak i po roślinach, znajdujących się w pobliżu. Było lato: kilka miesięcy po rozmowie "Jasie" z "Mercy".
Ta pierwsza kobieta je minęła.
Była ubrana w męski strój, na ramionach miała plecak, włosy były nieco dłuższe niż wcześniej i zaplecione w warkocz. W dłoniach trzymała jakieś papiery, może notatki, a może mapę. Rozglądała się po wnętrzu ruin, gdy ostrożnie wchodziła w ich głąb. Brenna zerknęła na Olivię, a potem po prostu podążyła jej śladem. Najpierw przez dziedziniec, potem zaś ku częściowo zawalonemu skrzydłu. Choć nic nie mogło spaść im na głowy, spojrzała nieco podejrzliwie w górę, nim przekroczyła przez wejście - pozbawione drzwi, które pewnie rozpadły się ze starości.
Jasie zatrzymała się w pewnym momencie. Szeptała jakieś zaklęcia, a potem kreśliła po ziemi.
- To chyba pieczęcie? Runy? - zastanowiła się Brenna, stając tuż nad jej głową i patrząc, jak pod wpływem zaklęć najpierw pojawiają się znaki na ziemi, a potem jak Jasie... usuwa je? Przełamuje krąg?
Zalśniły na niebiesko i w podłodze nagle pojawiły się schody wiodące w dół.
– To dopiero – podsumowała Brenna, ostrożnie ruszając za nią po schodach, popękanych i brudnych, na pewno nieuczęszczanych od setek lat. W środku panowała ciemność, którą nieznacznie rozświetlił blask lumos, rzuconego przez kobietę ze wspomnienia. I zarówno ona, jak i Olivia, choć nie widziały dokładnie, co znajduje się w pomieszczeniu, mogły dostrzec coś, czego Jasie chyba nie wyłapała od razu.
W powietrzu unosiła się półprzezroczysta sylwetka. Duch młodego mężczyzny.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.