Norka właściwie od zawsze była nieco dojrzalsza niż reszta towarzystwa. Nie bez powodu została prefektem. Była najstarsza z rodzeństwa i rodzice dosyć wcześnie wymagali od niej tego, że będzie się nimi zajmować. W szkole również opiekowała się najmłodszymi uczniami, którzy różnie przeżywali rozstanie z rodzicami. Czekała na moment, w którym skończy naukę, bo miał to być czas, w którym będzie mogła zadbać o siebie. Oczywiście nie poszło to po jej myśli, bo będąc na ostatnim roku zaszła w ciążę. Nie podzieliła się tą informacją z nimi na roku, mogła to ukrywać do czasu, aż nie została absolwentem. Na całe szczęście, gdyby ktoś w szkole się dowiedział, chyba by sobie nie poradziła z tym wstydem, który czuła. Miała wtedy wrażenie, że całe życie jej się rozsypało, a wszystkie plany diabli wzięli.
Jakimś cudem, po tym wszystkim udało jej się podążać za swoimi marzeniami. Nie poddała się, zawsze gdzieś z tyłu głowy miała nadzieję, że prędzej, czy później uda się jej otworzyć cukiernię. W między czasie wychowywała Mabel, szkoliła się, aż doszła do tego momentu, że było to możliwe.
Zaśmiała się w głos słysząc komentarz przyjaciela. Grunt, że jeszcze miał w tym wszystkim choć trochę poczucia humoru. Zacisnęła palce na szklance, która stała tuż przed nią. Uniosła ją ponownie do góry i wypiła spory haust. Czuła przyjemne ciepło, które rozchodziło się po jej ciele. - Od tego mnie masz przecież, jeśli trzeba będzie, to wystarczy tylko słowo, a zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby pomóc Ci się spełniać. Nie mogę patrzeć na to, jak się w tym wszystkim męczysz.- Od tego w jej mniemaniu byli przyjaciele, aby sobie pomagać. Miała nadzieję, że prędzej, czy później Fergus zdecyduje się podjąć decyzję, a wtedy będzie stała tuż obok niego gotowa radzić sobie z konsekwencjami, bo jakieś na pewno się pojawią.
- Nie ma się co dziwić, że się boi. Jesteś młody, masz otwarty umysł, nie to co on. Zazdrości Ci tego wszystkiego, bo całe życie przed Tobą, a jego już się kończy. Nie potrafię jednak tego do końca zrozumieć, bo jak na moje to on powinien Cię w tym wszystkim wspierać, powinien się cieszyć z Twoich sukcesów.- Przynajmniej jej się tak wydawało. Nie potrafiła sobie wyobrazić, że w przyszłości zabrania zajmować się czymś Mabel, lub ją ciągle krytykuje dlatego, że mogłaby być lepsza od niej w jakiejś dziedzinie. Dla Figg byłby to powód do dumy - prawdziwy sukces. - Przyprowadź go do mnie, już ja tego dopilnuję, żeby stąd nie wyszedł.- Posłała Ollivanderowi uśmiech. Pomysł nie był może do końca etyczny, jednak czego się nie robiło, aby pomóc przyjacielowi.
Spojrzała na swojego kota, który to leżał cały czas tuż obok zwinięty w kłębek. - Taaaak, Salem pogromca agresorów, no chyba, że śpi.- Spać lubił, a jak już drzemał to cały świat przestawał istnieć, a kot nie reagował na żadne bodźce z zewnątrz. Nie przeszkadzały mu zupełnie podniesione głosy w klubokawiarni. - Nie wiem Fergus. Może ktoś taki, kto by tu przesiadywał, zerkał od czasu do czasu, tak, żeby po nim nie było widać, że jest z ochrony?- Mężczyzna faktycznie miał rację, że wizja potencjalnego ochroniarza może bardziej zaszkodzić, jednak pewniej by się tutaj czuła, gdyby miała kogoś zaufanego do pomocy.