• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent

[24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
04.01.2024, 23:36  ✶  

Zdradzę ci nie-sekret, który drążył całą ludzkość, że człowiek to egoista. Istota z natury stworzona na wyzysk, pasożytniczo pożerająca tę planetę, choć katalogowali nas jako ssaka. Dziwne. Laurent miał kiedyś piękny ogród. Pełen słoneczników, konwalii, frezji i żonkili. Rosły tu stokrotki i kończyny, szemrała woda i śpiewał cicho kos. Miejsce święte. Sacrum. Idylla przechadzała się tu z wiatrem, który głaskał satynowe płatki kwiatów i porywał je do tańca. Spodobałoby Ci się tutaj. Nie było nocy. Nie było czarnej krwi. Zostawialiśmy te pyszne myśli, twoje pakty podpisane z Diabłem, opary drogich cygar i brzmienie lodu w whiskey. To był kiedyś wielki ogród. Zapraszał do spacerowania po jego alejkach i odpoczywania na trawie pod kasztanowcami i dębami. Kwiaty rosły w swoich rządkach i chwiały się w ślicznych donicach wyrwanych z greckich akropolis. Tak, jak na obrazie, jak z obrazu! Tych ciągle przywoływanych, tych kochanych, tych wsadzanych w ramki na ścianach i przez nas przywoływanych - bo uwielbianych. Wiesz, co było potęgą tych obrazów?

Pozostawały niezmienne.

Mijał czas, zmieniały właścicieli, przenosiły się na inne ściany i ciągle były takie same. Jeśli tylko dobrze je przechowywałeś, dobrze zabezpieczyłeś, to nie traciły nawet ani krztyny koloru. Ale ten ogród nie był obrazem. Obiecane sacrum, nawiedzone przez człowieka, pochłonęło to, co najbardziej ludzkie. Stało się profanum. Ponieważ, widzisz, ludzkiej istocie nie wystarczył jeden podarowany słonecznik ani nawet ich bukiet. Nie zadowalali się sadzonką paprosi, która miała przynieść im szczęście ani paroma irisami o niebieskim kolorze. Widzieli te kwiaty - i chcieli ich więcej. Więcej, więcej, więcej. Zbiegali z alejek, wpadali między kwiaty, rwali je i deptali. Jeden. Drugi. Piętnasty. Zamierał uśmiech wraz z kolejnymi zniszczonymi kawałkami tego ogrodu. Bo każdy chciał coś dla siebie. Coś urwać, coś uszczknąć, a w końcu - chcieli jak najwięcej. Przecież to pozostawiało taką słodycz na języku móc powiedzieć mój, by na drugi dzień odepchnąć w drugą stronę. Zrobiłbyś to? Panie szarlatanie, Arlekinie z dzwoneczkami tańcującymi w rytmie kroków - zrobiłbyś? Och, ten selkie z rumieńcem na twarzy i uśmiechem wyciągałby swoje nogi i ramiona, pływając w złocie i rozmiłowanym uśmiechu. W dźwięk tego krótkiego słowa - mój. Bo to wcale nie było takie anielskie. Wcale nie było takie bezgrzeszne.

Pragnął tych spojrzeń, które niezmiennie kochałyby jego obraz.

Drogi Kasjuszu,
Do serca wezmę, co już powiedziałeś,
Co masz powiedzieć, wysłucham cierpliwie.

Bo człowieka to była, w istocie, nie gwiazd wina.

Perseusz spojrzał na swojego palca, a Laurent powędrował wzrokiem za nim. Co tam widział? Albo czego nie widział, a co spodziewał się znaleźć? Pierścionek zaręczynowy, czy ślubny, to przecież nie ten kierunek, nie to miejsce. A ślub dopiero miał nastać - z tą, która tu rządziła. Blondyn jednak zastanawiał się, czy to było zwykłe wybiegnięcie spojrzeniem? Bo o ślubie wiedział tyle, co nic. Toć i sam przeniósł wzrok na własną dłoń. W istocie - z pierścionkami. Lubił biżuterię, bo w swej małej, próżnej niedoskonałości - kochał złoto. Mógł jak smok spać na ich kopcach, tak bardzo nie chcąc się z nim rozstawać w nadmiarze. Złoto więc tam znalazł, w które chciałby go przybrać Perseusz, ale po czerwonej nici nie było nawet śladu. Amaterasu pozostawała ślepa, a Tsukuyomi zbyt zajęta swą wędrówką. Do jakiego boga mogliby się zwrócić, szukając sensu swego życiorysu? Powodu wspólnego połączenia?

- Chyba... tak. Najwyraźniej. - Nie pomyślał tak dokładnie o ubranie tego w tak... dosadne słowa. Dosadność go często przytłaczała i sprawiała, że wszystko stawało się ostre. A jak ostre to znaczy, że mogło zranić. Pewnie dlatego wszystko ubierał w słowa pełne porównań, szukał delikatności w najbardziej prostych jak i kuriozalnych rzeczach. Śmieszne, bo jeśli o kurioza chodzi to Prewett podnosząc wzrok na to chodzące pióro, które wprawiało go nieco w niepokój, wyobrażał sobie, jak pięknie Perseusz pisze. Jak poeta, jak artysta, bo przecież miał dłonie, którymi mógłby grać na fortepianie. Albo wyjątkowo pieścić skórę. Wyposażony w pazury - czy chciałby drapać? W kły - gryźć? Jeśli jego palce mogły być tak obsydianowe jak jego oczy, czarne jak jego krew, to Laurent był przekonany, że jego własna krew musiałaby być ze złota. Świetlista, by nie mógł tak łatwo zmyć tej krwi. Żeby zakochał się w jej wyglądzie, ale wcale nie chciał jej utaczać. Och, przynajmniej - nie za dużo... - Och... nie byłem tego świadom. - To raczej był magiczny sposób na skupieniu się na czymś. Jak dotąd zarówno Florence jak i, o zgrozo, Flynn, pomogli mu przez to, że pozwolili mu się skupić na czymś innym niż to, co uruchamiało ten piekielny proces jego organizmu. - To dość tragiczne, bo przyznam, że powrót do takich brzydkich nawyków jest nad wyraz kuszący w obecnym czasie. - Uniósł na chwilę kąciki ust, które zaraz opadły z powrotem. Gładko i równo, jak zsuwający się z nieba płatek śniegu roztapiający na skórze. - Widzi pan, jestem w połowie selkie. Słaba głowa do alkoholu jest u nas... gatunkowa. - Zawahał się przed użyciem tego słowa, ale jak inaczej miałby to określić? Rodzinna? - Nic o czym mi wiadomo. Ale mój organizm zawsze był dość słaby. Łatwo choruję. I mocno na mnie działają również eliksiry. - Jego lekarz wręcz czasami w zdumieniu patrzył, jak dziecięce dawki wystarczyły, żeby na niego zadziałać. - Ostatnie przyczynienie się stresu do problemów ze snem sprawiły, że nieco uzależniłem się od eliksirów nasennych. - To też mogło być istotne. Zresztą starał się niczego nie pomijać. To i tak były te najlżejsze zagadnienia, jakie mogliby poruszać. Bo przecież - doczesne. Nie sięgające tam, gdzie, jak to zostało obiecane - miały zostać dotknięte najmroczniejsze zakamarki jego duszy. Nie przeszkadzała mu tutaj ta profesjonalność, która została pokazana, wręcz wbiła w to przeświadczenie, że hej - tak, to jest lekarz. I aż prosiłoby się o dodanie, że niech więc pracuje... ale Laurent nie widział lekarza. Widział człowieka, którego miał czymś obciążyć. I miał wątpliwości, czy powinien.

- Tak poczułem. - Że nie będzie presji, krzyków, że nie będzie podcinania nóg, żeby paść na kolana. Bo jeszcze na tych kolanach gotów był iść przez zaspy śnieżne po bukiet ze słonecznych kwiatów. - Tak. Kocham te kwiaty. - Ciepło zabrzmiało aż w jego głosie, zadźwięczało jak skowronek wśród wiosen. - Wie pan, co najbardziej skłoniło mnie do przyjścia? Nie ataki paniki, nie ten strach przed imperfekcją, nie brak poczucia wartości. - To było właściwie wstydliwe, ale Perseus miał w sobie taki czar... taki urok, że chciał przed nim otworzyć swoje serce, bo chciał mu wierzyć. Chciał wierzyć, że ten cały brud nie sprawi, że przestanie być tym samym sobą, jakim chciał być. - Pierwszy raz w życiu miałem taką myśl, że to niesprawiedliwe. Że przytrafia mi się tyle złych rzeczy, że nie powinno tak być. Poczułem... złość. Frustrację. Poczułem się bardzo brudny z tymi odczuciami. Winny. Wystraszyło mnie to.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (11823), Perseus Black (10053)




Wiadomości w tym wątku
[24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 31.10.2023, 00:05
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 16.11.2023, 13:38
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 16.11.2023, 16:35
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 28.12.2023, 22:33
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 30.12.2023, 00:53
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 02.01.2024, 02:12
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 02.01.2024, 12:43
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 02.01.2024, 22:28
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 03.01.2024, 00:31
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 04.01.2024, 02:52
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 04.01.2024, 13:46
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 04.01.2024, 21:21
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 04.01.2024, 23:36
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 06.01.2024, 22:40
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 07.01.2024, 14:04
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 05.02.2024, 14:19
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 05.02.2024, 19:23
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 21.02.2024, 00:29
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 19.03.2024, 17:31
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 03.04.2024, 20:12
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 04.04.2024, 00:19
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 08.06.2024, 21:46
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Laurent Prewett - 09.06.2024, 14:17
RE: [24.07.1972] My Skin | Perseus & Laurent - przez Perseus Black - 13.06.2024, 11:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa