Stanley czasami miał wrażenie, że jedyną myślącą istotą w jego najbliższej okolicy współpracowników była, o zgrozo, Brenna. Chcąc, nie chcąc, ta teoria zyskiwała w jego oczach z dnia na dzień coraz więcej, a on sam stawał się jej zagorzałym fanem.
- Tak, chyba. Jeżeli ugryzienie można uznać jako zranienie się to tak. O TO - wskazał Sproutowi wolną dłonią ich nikczemnego zbrodniarza, skrytego w czeluściach doniczki - Nie mam zielonego pojęcia. Przekonamy się zaraz... Nie wiem tylko czy tego nie trzeba by wpierw jakoś przemyć czy coś w ten deseń - odparł zgodnie z prawdą, odbierając od niego kawałek prowizorycznego bandaża. Niby miał tam jakiś podstawowy kurs pierwszej pomocy, który polegał na: a) założeniu plasterka lub b) zawołaniu przełożonego aby to on podjął odpowiednią decyzję co do następnych kroków jakie powinni podjąć. To było takie proste i oczywiste.
Sprout nie zrobił jeszcze niczego złego, chociaż w głowie Borgina już się szykował akt oskarżenia w jego kierunku, między innymi o celowe uprzykrzanie życia czy brak próby pomocy rannemu funkcjonariuszowi służb bezpieczeństwa. Zapewne dałoby się jeszcze kilka paragrafów do tego dorzucić na upartego... ale miał szansę. Miał możliwość, aby odkupić swoje winy i po prostu zostać księciem na białym koniu, ratując umęczoną duszę Stanleya - wydając ekspertyzę odnośnie ugryzienia Tentakuli, nie pozbawiając go życia jakby pewnie niektórzy chcieli... Niektórzy o inicjałach BL.
- Tak Brenno. Problem jest w tym, że te przebrzydłe badyle, nazywane przez jakichś chorych ludzi kwiatami, gryzą obywateli - zdradził Longbottom powód tego całego rabanu, a on sam ponownie przyjrzał się swojej ranie. Na pierwszy rzut oka nie wygląda przecież tak źle. Ot, zwykłe ugryzienie, czyż nie? Na pewno się samo zagoi. A już na pewno do wesela - w końcu nie mówiło się tak bez kozery!
- Ja rozumiem, że ugryzienie powinno boleć i w ogóle... Ale... - spojrzał to raz na Brennę, raz na swoją ranę. Poprosić o pomoc? Czy może nie poprosić? zastanawiał się, niejako robiąc małą wyliczankę w tej kwestii - Mogłabyś zerknąć na to...? Rzucić okiem. Każda ocena może być na wagę złota - wytłumaczył się od razu. Stanley chciał, aby to nie brzmiało, że prosi ją o pomoc, a o ekspertyzę. Nie POMOC - bo kto to widział prosić "ją" o pomoc?
Może gdyby losy świata potoczyły się inaczej, a Lord Voldemort sprzedawałby drożdżówki to mogliby sobie koegzystować w tym społeczeństwie z Longbottom. A tak? No cóż, bywało ciężko ale ich piękne, odwzajemniane uśmieszki wszystko rekompensowały.
@Brenna Longbottom
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972