12 czerwca 1972, klubokawiarnia "Nora Nory", południe
Stanley Andrew Borgin, Stella Avery & Maeve Mulciber Chang
Stanley Andrew Borgin, Stella Avery & Maeve Mulciber Chang
Czy istniało lepsze uczucie, niż świadomość, że miało się wolny poniedziałek? Pewnie tak, chociaż w tym momencie nie miało to najmniejszego znaczenia, ponieważ należało cieszyć się chwilą. Z brakami kadrowymi w Ministerstwie, ciężko było ugrać nawet jeden cały dzień bez służby. Niektóre chore osoby - których Stanley wolał nie wymieniać z imienia i nazwiska - robiły po 8, 10, 16 nadgodzin. Czy to było to zdrowe podejście? Nie. Czy należało brać z nich przykład? Jeżeli chciało się podlizać przełożonym to tak, a tak to nie. A co na to Borgin? Tyle, że zostawiając robotę w niedzielę, zainteresuje się nią dopiero we wtorek.
Stanley postawił sobie jeden cel - pomóc Stelli powrócić do pełni życia. Nie mogła przecież ciągle siedzieć zamknięta w czterech ścianach. Fakt - była to jej swego rodzaju ostoja bezpieczeństwa i spokoju, ale trzeba wychodzić ze strefy komfortu i walczyć z tym co los nam zgotował. Zdawał sobie sprawę z tego, że może to być mozolne i ciężkie zadanie, trochę jak z oswajaniem dzikiego zwierzęcia ale liczył, że koniec końców uda się to osiągnąć albo chociaż wypracować jakiś kompromis. Była młoda, miała całe życie przed sobą, a smucenie się z powodu śmierci siostry było wskazane ale nie mogło zawalić całego życia drugiej osobie. Trzeba było wziąć się w przysłowiową garść, chociaż w życiu by się chyba nie odważył aby powiedzieć to Stelli prosto w twarz.
W imię zasady - małymi krokami do celu, zaczął zapraszać Avery w miejsca z ograniczoną ilością ludzi. Najpierw padło na ogród różany, teraz na kawiarnię. Godzina też nie była wybrana bez celu - 12, samo południe. O tej porze większość społeczeństwa pracuje i to też było widać po ilości klienteli w klubokawiarni "Nora Nory", która mieściła się przecież w samym sercu Pokątnej, gdzie zawsze był natłok ludzi.
I tak sobie właśnie siedzieli w rogu tego przybytku, popijając w przypadku Borgina herbatę. Na talerzu był kawałek jakiejś szarlotki czy innego ciasta, którego głównym składnikiem były jabłka. Co by jednak nie mówić, było bardzo dobre - wręcz można by zaryzykować stwierdzenie, że "jak u mamy". Stella oczywiście mogła sobie zamówić to na co miała ochotę, chociaż gdyby sam miał jej coś wziąć to zapewne byłaby to jakaś kawa i ciasto czekoladę, którego była przecież oddaną fanatyczkom... czy można się dziwić? W końcu miała zaledwie sześć lat, a dzieci bardzo lubiły ten słodycz.
Kiedy została podana szarlotka, Stanleyowi od razu przypomniało się Yule i ciasto babci. Korzystając więc z okazji, postanowił podzielić się krótką historią, której był jednym z prowodyrów - Kilka lat temu... Jeżeli dobrze pamiętam to na święta? Chyba tak, mniejsza o to. Byliśmy u dziadków. Cała dzieciarnia, więc oczywiście byłem ja - wskazał dłońmi na siebie - Ale teraz chociażby mój kuzyn Anthony. Wiadomo jak to bywa. Łebki, w głowach fiu bździu, za dużo nie było, więc wszystkie pomysły były dla nas genialne. Chcieliśmy poćwiczyć trochę magię pod nieobecność dziadków... No i niestety kształtowanie nam nie poszło tak jak powinno i już myśleliśmy, że to koniec. Zaraz cały dom pójdzie z dymem i będzie chryja jak nie wiem co - pokiwał przecząco głową na to wspomnienie - Ale na całe szczęście była tam też nasza starsza kuzynka Geraldine, która od razu zadziałała. Ugasiła to w mgnieniu oka, a na koniec jeszcze nie wspomniała o niczym nikomu. Udało się to jakoś zatuszować i dopiero na którychś tam świętach z kolei przyznaliśmy się we trójkę do tego - wziął mały łyk herbaty - Znaczy myśleliśmy, że się udało to zatuszować ale dziadek powiedział, że zauważył... Tylko nie chciał robić zbędnej afery o to - zaśmiał się bo mimo wszystko było to śmieszne z perspektywy czasu. Nie zmieniało to też faktu, że gdyby nie czuja uwaga Yaxleyówny to z rodowej rezydencji Borginów nie zostałoby za dużo, a może wręcz tylko wspomnienia.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972