05.01.2024, 14:23 ✶
Jeżeli Brenna miała być jedyną myślącą istotą w okolicy, to byli skazani na zagładę. Bo owszem, myślała sporo, czasem nawet aż za dużo, ale niekoniecznie w każdym wypadku były to myśli rozsądne, w dodatku zdarzało się jej całkiem to myślenie wyłączać.
Sprout pobladł lekko, gdy Stanley poinformował go, że nie doszło do żadnego skaleczenia, zranienia się o gwóźdź czy ostre narzędzie. Sam będąc… no, może nie zielarzem, ale po prostu synem zielarki, który w Hogwarcie z zielarstwa uzyskał W, nie wpadł w pierwszej chwili, że większość ludzi jednak niekoniecznie rozpoznaje od razu wredne, gryzące roślinki.
– Tentakula? Ugryzła cię tentakula? Obwiąż to szybko, tylko powyżej ugryzienia! – powiedział, wpychając mu w zdrową dłoń chusteczkę.
Brenna tymczasem podeszła bliżej, nie dowierzając do końca własnym uszom.
Tentakula użarła Borgina?
To było prawie jak wcześniejsza gwiazdka.
Nie pozwoliła sobie jednak na uśmiech. Zamiast tego pochyliła się lekko nad ręką, którą Sprout kazał obwiązać – pewnie po to, by trucizna się nie rozprzestrzeniła – rzecz jasna tej nie dotykając. Gdyby dotknęła Borgina, potem ona musiałaby zedrzeć sobie ręce aż do krwi myjąc je, a on musiałby napaść na jakiś sklep z papierosami, bo pewnie nie starczyłoby mu z pensji na kupienie tylu paczek, ile by potrzebował.
– Zaczęło zielenieć – oceniła, wewnętrznie rozdarta pomiędzy chęcią zapewnienia, że zajmą się tym później i piękną wizją Stanleya, który pod wpływem tej trucizny padnie martwy gdzieś w storczykach, a pomiędzy odruchem nakazującym jednak w takiej sytuacji działać. Nie wspominając już o tym, że jeżeli Brygadzista im umrze tutaj na służbie, to wszyscy inni dostaną ochrzan. Ona dostanie zaś ochrzan podwójny, tak dodatkowo od Caspiana ze względu na więzy powinowactwa, żeby przypadkiem nie pomyślała sobie, że może liczyć na taryfę ulgową. – Sprout, jak bardzo trująca jest ta trucizna?
Nie znała się na tym, ale zieloność sugerowała jakąś truciznę. Pytanie, czy była to trucizna z gatunku „poboli i przestanie” (ale niech najpierw go boli, tak potężnie, dobrze?) czy „zaraz padnie martwy, trzeba będzie sprzątnąć trupa”.
– Nie jestem pewien, jaki to gatunek, nie znam się na nich aż tak, ale… no… w wypadku tentakuli zaleca się natychmiastowe zażycie antidotum. Inaczej z ręką nie będzie dobrze.
Może nie zdążą?
Taka zdradziecka myśl zagościła gdzieś w głowie Brenny... Jeżeli nie zdążą to przecież nie jej wina, prawda?
– Pan Evans ma szafkę pełną eliksirów, są poopisywane, chłopcy sprawdzali, czy nic stamtąd nie znikło. Skoro je hoduje, pewnie ma antidotum. Nie powinniśmy ich niby ruszać, ale to stan wyższej konieczności – powiedziała z pewną rezygnacją, bo o tej porze większość aptek była zamknięta, musieliby więc albo w te pędy gnać do Munga – a po otruciu tentakulą teleportacja mogła nie wyjść, poza tym musiałaby iść z nim, a wtedy spędziliby razem tak dużo czasu – albo zabrać coś z szafki zielarza. Ostatecznie w sytuacji, gdy narażone było życie (albo ręka), przepisy pozwalały na pewne rzeczy, niedopuszczalne w innych sytuacjach.
@Stanley Andrew Borgin
Sprout pobladł lekko, gdy Stanley poinformował go, że nie doszło do żadnego skaleczenia, zranienia się o gwóźdź czy ostre narzędzie. Sam będąc… no, może nie zielarzem, ale po prostu synem zielarki, który w Hogwarcie z zielarstwa uzyskał W, nie wpadł w pierwszej chwili, że większość ludzi jednak niekoniecznie rozpoznaje od razu wredne, gryzące roślinki.
– Tentakula? Ugryzła cię tentakula? Obwiąż to szybko, tylko powyżej ugryzienia! – powiedział, wpychając mu w zdrową dłoń chusteczkę.
Brenna tymczasem podeszła bliżej, nie dowierzając do końca własnym uszom.
Tentakula użarła Borgina?
To było prawie jak wcześniejsza gwiazdka.
Nie pozwoliła sobie jednak na uśmiech. Zamiast tego pochyliła się lekko nad ręką, którą Sprout kazał obwiązać – pewnie po to, by trucizna się nie rozprzestrzeniła – rzecz jasna tej nie dotykając. Gdyby dotknęła Borgina, potem ona musiałaby zedrzeć sobie ręce aż do krwi myjąc je, a on musiałby napaść na jakiś sklep z papierosami, bo pewnie nie starczyłoby mu z pensji na kupienie tylu paczek, ile by potrzebował.
– Zaczęło zielenieć – oceniła, wewnętrznie rozdarta pomiędzy chęcią zapewnienia, że zajmą się tym później i piękną wizją Stanleya, który pod wpływem tej trucizny padnie martwy gdzieś w storczykach, a pomiędzy odruchem nakazującym jednak w takiej sytuacji działać. Nie wspominając już o tym, że jeżeli Brygadzista im umrze tutaj na służbie, to wszyscy inni dostaną ochrzan. Ona dostanie zaś ochrzan podwójny, tak dodatkowo od Caspiana ze względu na więzy powinowactwa, żeby przypadkiem nie pomyślała sobie, że może liczyć na taryfę ulgową. – Sprout, jak bardzo trująca jest ta trucizna?
Nie znała się na tym, ale zieloność sugerowała jakąś truciznę. Pytanie, czy była to trucizna z gatunku „poboli i przestanie” (ale niech najpierw go boli, tak potężnie, dobrze?) czy „zaraz padnie martwy, trzeba będzie sprzątnąć trupa”.
– Nie jestem pewien, jaki to gatunek, nie znam się na nich aż tak, ale… no… w wypadku tentakuli zaleca się natychmiastowe zażycie antidotum. Inaczej z ręką nie będzie dobrze.
Może nie zdążą?
Taka zdradziecka myśl zagościła gdzieś w głowie Brenny... Jeżeli nie zdążą to przecież nie jej wina, prawda?
– Pan Evans ma szafkę pełną eliksirów, są poopisywane, chłopcy sprawdzali, czy nic stamtąd nie znikło. Skoro je hoduje, pewnie ma antidotum. Nie powinniśmy ich niby ruszać, ale to stan wyższej konieczności – powiedziała z pewną rezygnacją, bo o tej porze większość aptek była zamknięta, musieliby więc albo w te pędy gnać do Munga – a po otruciu tentakulą teleportacja mogła nie wyjść, poza tym musiałaby iść z nim, a wtedy spędziliby razem tak dużo czasu – albo zabrać coś z szafki zielarza. Ostatecznie w sytuacji, gdy narażone było życie (albo ręka), przepisy pozwalały na pewne rzeczy, niedopuszczalne w innych sytuacjach.
@Stanley Andrew Borgin
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.