05.01.2024, 15:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.01.2024, 11:42 przez Brenna Longbottom.)
- Spytałabym, czy karty mogą być złośliwe, ale pewnie odpowiedź brzmiałaby tak - podsumowała Brenna, sięgając znów po swój kubek, by upić jeszcze kilka łyków herbaty. Wuj czasem mówił o swojej talii tak, jakby miała nie tylko wolną wolę, ale także charakter i cóż, kto wie - może tak było?
Niewiele rzeczy w ich świecie było absolutnie niemożliwych.
Obserwowała, jak rozkładał talię, z pewną ciekawością, bo właściwie nigdy dotąd nie patrzyła na to z bliska. Nie interesowała się tarotem i raczej nie poszukiwała rad – o, często szukała u kogoś wiedzy, konkretnej umiejętności, ale bardzo rzadko porady, co robić. Obojętnie, czy chodziło o pytanie ludzi, czy kart.
Nie dała po sobie poznać, jak bardzo jego pytanie zbiło ją z tropu.
- Nie - odparła po prostu, posyłając mu uśmiech. I to była nawet szczera odpowiedź, bo wierzyła we własne słowa i w to, że nie pozwoliła sobie na zakochanie. Zależało jej, lubiła go, i może była od tego zakochania o krok, nawet teraz, gdy więź została zerwana, ale chroniły ją przed tym, póki co przynajmniej, własny upór i świadomość, że chłopak, na którym zaczynało jej zależeć za bardzo mniej więcej od momentu, gdy zaproponował jej samobójstwo, by uciec z wizji, właściwie nie istniał. Zachowywał się wobec niej w ten, a nie inny sposób, bo kierowała nim magia i nic z jego strony nie było prawdziwe. Magia, której już nie było i Brennie pozostało po prostu posłuchać głosu rozsądku. Powtarzającego: wylecz się z niego, nigdy nie był twój. Wciąż przecież pamiętała paskudne uczucie, jakie towarzyszyło wszystkim "zdradom" i smak płatków kwiatów w ustach.
Może to podpowiadał jej paź kielichów.
By wreszcie dorosła. Nie była nastolatką, która mogła sobie pozwalać na nieodwzajemnione zauroczenia w popularnych chłopcach i potem płakanie nad złamanym sercem. Może posłuchanie kart będzie łatwiejsze niż posłuchanie samej siebie.
(A dochodziło jeszcze i to, że pewnie do pewnych rzeczy nie przyznałaby się ani przed Morpheusem, ani przed samą sobą.)
Omal nie dodała, że pewne rzeczy po prostu nie są dla niektórych, ale ugryzła się w język. Te słowa, wypowiedziane przez Franka, zbyt długo dźwięczały jej w głowie, a wuj pewnie zareagowałby na nie tak, jak ona w przypadku bratanka.
I właściwie cieszyła się, że przyszła do wuja teraz, a nie parę dni wcześniej. Gdyby zobaczył tę kartę, zajrzał w jej przyszłość i dojrzał ją u Lety z Atreusem… Brenna podejrzewała, że co nieco sobie by dopowiedział, a znając plotki na temat Bulstroda, zareagowałby tak samo jak Mav. Albo gorzej i spróbował dać jej na przykład szlaban.
Niewiele rzeczy w ich świecie było absolutnie niemożliwych.
Obserwowała, jak rozkładał talię, z pewną ciekawością, bo właściwie nigdy dotąd nie patrzyła na to z bliska. Nie interesowała się tarotem i raczej nie poszukiwała rad – o, często szukała u kogoś wiedzy, konkretnej umiejętności, ale bardzo rzadko porady, co robić. Obojętnie, czy chodziło o pytanie ludzi, czy kart.
Nie dała po sobie poznać, jak bardzo jego pytanie zbiło ją z tropu.
- Nie - odparła po prostu, posyłając mu uśmiech. I to była nawet szczera odpowiedź, bo wierzyła we własne słowa i w to, że nie pozwoliła sobie na zakochanie. Zależało jej, lubiła go, i może była od tego zakochania o krok, nawet teraz, gdy więź została zerwana, ale chroniły ją przed tym, póki co przynajmniej, własny upór i świadomość, że chłopak, na którym zaczynało jej zależeć za bardzo mniej więcej od momentu, gdy zaproponował jej samobójstwo, by uciec z wizji, właściwie nie istniał. Zachowywał się wobec niej w ten, a nie inny sposób, bo kierowała nim magia i nic z jego strony nie było prawdziwe. Magia, której już nie było i Brennie pozostało po prostu posłuchać głosu rozsądku. Powtarzającego: wylecz się z niego, nigdy nie był twój. Wciąż przecież pamiętała paskudne uczucie, jakie towarzyszyło wszystkim "zdradom" i smak płatków kwiatów w ustach.
Może to podpowiadał jej paź kielichów.
By wreszcie dorosła. Nie była nastolatką, która mogła sobie pozwalać na nieodwzajemnione zauroczenia w popularnych chłopcach i potem płakanie nad złamanym sercem. Może posłuchanie kart będzie łatwiejsze niż posłuchanie samej siebie.
(A dochodziło jeszcze i to, że pewnie do pewnych rzeczy nie przyznałaby się ani przed Morpheusem, ani przed samą sobą.)
Omal nie dodała, że pewne rzeczy po prostu nie są dla niektórych, ale ugryzła się w język. Te słowa, wypowiedziane przez Franka, zbyt długo dźwięczały jej w głowie, a wuj pewnie zareagowałby na nie tak, jak ona w przypadku bratanka.
I właściwie cieszyła się, że przyszła do wuja teraz, a nie parę dni wcześniej. Gdyby zobaczył tę kartę, zajrzał w jej przyszłość i dojrzał ją u Lety z Atreusem… Brenna podejrzewała, że co nieco sobie by dopowiedział, a znając plotki na temat Bulstroda, zareagowałby tak samo jak Mav. Albo gorzej i spróbował dać jej na przykład szlaban.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.