05.01.2024, 20:21 ✶
Nie miała zamiaru pytać wuja o rady miłosne i zupełnie nie musiał się tym przejmować. Nie tylko dlatego, że nawet jeżeli mieszało jej to w głowie, to były przecież ważniejsze sprawy, ale też ponieważ... to był wuj. Brenna milczała jak zaklęta wobec przyjaciółek, brata i kuzynek, nie było więc mowy, aby roztrząsała coś w rozmowie z Morpheusem.
A jego zawód...
Cóż, długie, szczęśliwe życie? Będzie miała farta, jeżeli dożyje do najbliższego Sylwestra. Nie liczyła na wiele więcej.
- Kłopoty finansowe chyba nie mają tu racji bytu, więc mogłoby chodzić jeszcze ewentualnie o skąpstwo - zażartowała Brenna, chociaż utrata kontroli w relacjach brzmiała dużo bardziej prawdopodobnie. I wcale nie chodziło tylko o więzi. Także w pewnym sensie o Danielle, o niepewność, co do tego, na ile może ufać dawnym przyjaciołom i na kim w ogóle można polegać. Niepewność, czy to nie było hasło, które właściwie wisiało teraz nad nimi wszystkimi?
Po części dlatego nigdy nie pytała dotąd kart o radę. Mogły powiedzieć głównie to, co już wiedziała.
Upiła kolejny łyk herbaty, a potem odstawiła niemal pusty kubek, spoglądając na kolejne karty. Zdawały się wieszczyć rzeczy mało przyjemne, ale właściwie Brenna nie spodziewała się niczego przyjemnego. Utrata kontroli nad sytuacją pasowała zaiste doskonale, bo czuła, że nie kontroluje niczego, a jednocześnie wiedziała, że kontrolować to powinna.
I że tego braku kontroli nikomu nie powinna okazywać.
Może dlatego nijak nie skomentowała słów wuja, czekając po prostu na ciąg dalszy.
A jego zawód...
Cóż, długie, szczęśliwe życie? Będzie miała farta, jeżeli dożyje do najbliższego Sylwestra. Nie liczyła na wiele więcej.
- Kłopoty finansowe chyba nie mają tu racji bytu, więc mogłoby chodzić jeszcze ewentualnie o skąpstwo - zażartowała Brenna, chociaż utrata kontroli w relacjach brzmiała dużo bardziej prawdopodobnie. I wcale nie chodziło tylko o więzi. Także w pewnym sensie o Danielle, o niepewność, co do tego, na ile może ufać dawnym przyjaciołom i na kim w ogóle można polegać. Niepewność, czy to nie było hasło, które właściwie wisiało teraz nad nimi wszystkimi?
Po części dlatego nigdy nie pytała dotąd kart o radę. Mogły powiedzieć głównie to, co już wiedziała.
Upiła kolejny łyk herbaty, a potem odstawiła niemal pusty kubek, spoglądając na kolejne karty. Zdawały się wieszczyć rzeczy mało przyjemne, ale właściwie Brenna nie spodziewała się niczego przyjemnego. Utrata kontroli nad sytuacją pasowała zaiste doskonale, bo czuła, że nie kontroluje niczego, a jednocześnie wiedziała, że kontrolować to powinna.
I że tego braku kontroli nikomu nie powinna okazywać.
Może dlatego nijak nie skomentowała słów wuja, czekając po prostu na ciąg dalszy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.