Uśmiechnął się bezczelnie słysząc to pytanie, niemal cwaniacko. Spojrzał kątem oczu na Flynna. W końcu to fakt - nie mieli okazji się poznać w "naturalnym środowisku". Nie mieli wspólnych znajomych, nie posiadali takich miejsc publicznie, gdzie by się pokazywali. Zresztą Cain by nawet nie chciał. Miał reputację do utrzymania, na której mu zależało - na pewnym wizerunku, którego mógł się łapać i trzymać fałszywą maskę przed sobą jak tarczę. Albo i kilka masek. Przy Fleamoncie był inny, tak. Zupełnie inny, bo nikomu innemu nie przekazywał takich paczek emocjonalnych, jakie jemu. Nikt mu również takich nie oferował.
- To zależy, kto mi jak bardzo podpadł. Jak możesz sobie wyobrazić - nie byłem najbardziej lubianym dzieckiem w szkole. - Prychnął śmiechem. To, że nie jest się najbardziej lubiany nie znaczyło, że było się samotnym jak król na planszy szachowej, kiedy wybijesz mu każdego obrońcę. Nie wspominał szkoły źle. Gdyby miała go dobijać samotność to pewnie byłoby inaczej. Zawsze poczuwał się do roli obrońcy tych biednych, gnojonych dzieciaków. Był teraz niby dużym chłopcem, a to, żeby kogoś ciągnąć za fraki z kłopotów (niekoniecznie za jego zgodą) nadal krążyło mu we krwi. Nawet jeśli niekiedy sam był sobą rozdrażniony, że nie potrafił zapomnieć, odpuścić. Żeby nie mieszać się jednak we wszystkie problemy, na jakie się natknie. - Monopoly? - Uniósł jedną brew z uśmieszkiem pod nosem. - Dopiszę do listy zajęć.
On uważał, że jest za młody, żeby opowiadać o sobie cztery minuty, a Cain miał wrażenie, że miał za dużo przeżyć, żeby wiedzieć, o czym właściwie mówić. Gdyby tak opisać te wszystkie dziwne przygody, mniej i bardziej istotne, gdyby skupić się na elementach, które postawiły go w tym miejscu, cóż. A gdyby sam miał o sobie opowiadać? Cztery minuty? Musiałby bardzo się wysilić, żeby to wszystko zawęzić, wybrać pewne fakty... nie był pewien, czy jego mózg by się nie wysypał podczas tych poszukiwań.
- Obudził się z żarcikami. - Nawiązał do tego notatnika i tego, żeby wszystko zapisywał, bo jeszcze zapomni. - Nie musisz. - Też mi pomysł, że MUSI... co by Flynn MUSIAŁ... hmm... Miałby kilka pomysłów, ale to raczej w łóżku. Chociaż w ich relacji też. Były przecież takie rzeczy, których by nie tolerował. Rzeczy, które sprawiłyby, że zamiast dobrze się bawić to mijaliby się bez słowa, albo z gniewnymi spojrzeniami. Pewnie nie spotykaliby się wcale, żyjąc teraz w dwóch różnych życiach. Ale nauka przyszła. A jak. I wraz z nią zaczął rosnąć jego uśmiech. Kąciki ust wędrowały mu samoistnie do góry. - No... jeśli próbujesz mnie zachęcić do rzucania tobą to jesteś na bardzo dobrej drodze. - I do zostawienia tej gry w pizdu, bo były gry o wiele bardziej interesujące, które można było czynić dłońmi, ustami i nogami. - Zmieniam zdanie, jednak MUSISZ mnie uczyć. - Ułożył dłoń na jego kolanie, opierając drugim łokciem na blacie stołu.
- Phahaha... nie żebym wątpił w twój świetny tyłek, ale... jesteś nie do podrobienia z tą bajerą. - Pokręcił głową, niby to krytycznie, ale tak naprawdę niczego nie krytykował. Za to dobrze się uśmiał. Okej, może jednak ta gra nie była taka zła. Nie była taka zła z Flynnem, w którego nie musiał wbijać swoich pazurów, żeby przeprowadzić tutaj sekcję zwłok na żywym człowieku. Opróżnił do końca swoją lampkę. Rozlał teraz on im to wino, dopełnił te kieliszko-lampki. Dobre było. Przynajmniej jemu smakowało, w przeciwieństwie do tych nazywanych "winami z wyższej półki". W przypadku Flynna żył pewną ułudą. Kłamstwem. Wyobrażał sobie tę stabilność, której potrzebował. Której wino nie dawało i na pewno na nich nie miało sprowadzić. Mimo to - wyobrażał sobie. W końcu najlepsze kłamstwo to to, które wmówisz samemu sobie. - O na Merlina... - Mruknął, patrząc na kartę. - Mój idealny dzień... to śniadanie do łóżka rano, może być z Flynna, niekoniecznie przyniesione przez niego... - drgnęły mu kąciki ust. - Kurwa, poszlibyśmy do kina. Na jakiś chujowy film. Żarlibyśmy słodki popcorn. - Albo landrynki. - Potem park, bo to ładny dzień. Plenerowy seks, może w jeziorze? Hm... Wieczorem klub i zabawa do białego rana. I nic by się nie działo. Nic by nie wybuchało. Nie byłoby żadnego bólu. To byłby bardzo normalny dzień. Z tobą.