— Jeszcze pomyślałbym, że obracasz się w nieodpowiednim towarzystwie. — Zwrócił się do Laurenta po tym jak on starał się przybliżyć mu charakter relacji łączonej ze swoim nietaktownym znajomym. Patrząc na to co wcześniej ten blondyn mu powiedział to miał pełne podstawy aby tak właśnie pomyśleć, jednak zadawanie się z kimś, kto go obrażał (nazywając rzeczy po imieniu) to coś zupełnie innego, niż zadawanie się z osobami, które były gotowe zniszczyć mu życie.
— Ludzie są skomplikowani. — Stwierdził ze spokojem w głosie. Oni byli skomplikowani - stanowiło to punkt wyjścia wszystkiego. Wpływało to na wszystko, co było między nimi na przestrzeni miesięcy, jeśli nie lat. Philip lubił proste i klarowne sytuacje, dlatego na przestrzeni praktycznie całego swojego życia preferował identyczne układy, jak ten który ich łączył przed Beltane, a który w ostatnich miesiącach wyewoluował w jakiś trudny do określenia twór. — Doceniam to, że się postarasz. — Docenienie przez niego starań ze strony Laurenta mogło stanowić całkiem skuteczną zachętę aby one dały faktyczny efekt. Jednego był pewien - do każdej kłótni trzeba było obu stron.
— Wiesz co myślę? Musisz znaleźć dla siebie swoje miejsce w tym świecie. — Przedstawił mu swój punkt widzenia na tę sprawę, choć nie wdawał się za bardzo w szczegóły swojego toku rozumowania. Nawet jeśli on na przestrzeni lat od swoich rodziców dostawał wszystko, czego praktycznie zapragnął i od najmłodszych lat rodzice popychali go ku karierze sportowej, o której sam marzył jako dziecko nie dostrzegając wszystkich jej minusów, tak nigdy się od niego nie odwrócili. Mimo to przez lata nabrał przekonania, że nie dało się zapracować na coś, co powinno być bezwarunkowe i jeśli najbliżsi nie byli w stanie tego zapewnić to nie należało się płaszczyć przed nimi aby to otrzymać. Należało zacząć dla siebie - nie dla nich albo nawet bez nich. — Wiem, jak to jest. Dla wielu to jest bardzo istotne. Z pewnością masz dla kogo trzymać się stałego lądu. — Starał uśmiechnąć się pokrzepiająco podczas wypowiadania tych słów. Nie mówił akurat o sobie - stanowiło to wypadkową tego wszystkiego, co stało się między nimi na przestrzeni ostatnich miesięcy. Niczego sobie nie obiecywali i nie byli sobie nic winni. Jeśli Laurent wyciągnie odpowiednie wnioski to miał szansę zmienić swoje życie na lepsze i być z niego naprawdę zadowolony.
— W takim razie idź do łazienki. Drobiazg. — Zachęcił do tego Laurenta. Przygryzł delikatnie dolną wargę, rozważając to, czy powinien dołączać do niego pod prysznicem. Byłaby to pewne oszczędność czasu biorąc pod uwagę na porę, aczkolwiek to mogłoby zostać źle odebrane przez Laurenta. Byłaby to również kolejna niewłaściwa decyzja, którą podjąłby pomimo powiązanych z nią konsekwencji. Psidwaki, do których podszedł Laurent, zaczęły znowu dopominać się od niego pieszczot radośnie machając ogonami i popiskując, nadstawiając się do głaskania i drapania za uszami. Uniósł w uśmiechu kącik ust. Dzięki temu że Laurent zabezpieczył swoją biżuterię będzie spokojniejszy, nie martwiąc się o psy ani o należące do niego przedmioty.