06.01.2024, 02:11 ✶
Też nic złego w tym nie widział, ale na pewno widział w tym coś dziwacznego. Powoli docierało do niego, że jego życie się zmieniło - czy już bezpowrotnie? Nie przeszkadzało mu to, że zmiękł już zupełnie, ale znał smutną prawdę o tym, jak niepostrzeżenie potrafiła wkraść się do twojego życia brudna przeszłość. Nie mógł tak po prostu opuścić gardy. Żeby mogła przestać istnieć jego gorsza strona, musieliby zrównać z ziemią cały Londyn. Tę przesłodzoną pączkarnię też.
- Możesz mówić do mnie, jak chcesz, ale mam dla ciebie dobrą radę: nigdy nie wpuszczaj mnie do kuchni. - Mrugnął do niej, wciąż wsparty o płot, po czym pozwolił sobie zażartować. - Teraz mam ochotę przeskoczyć ogrodzenie tylko po to, żeby zmacać ci krzewy. - Powiedział to spokojnie, innym tonem niż podczas widowiska randkowego - był wciąż wyluzowany, a głupkowaty charakter nie pozwalał mu na nie rzucenie czymś durnym raz na jakiś czas, ale nie zamierzał przekraczać wyrysowanej im przez nią granicy. Nie była taka, niezbyt taktownym byłoby narzucać się jej w jakikolwiek sposób... i zanim ktoś zapyta - od kiedy do diabła on w ogóle rozważał bycie taktowym - jego dziwiło to jeszcze bardziej. Kompletnie nie rozumiał, co robiła z jego psychiką jej obecność. Czy teraz zacznie regularnie się myć i nosić spodnie w kant? Nienie, ta wizja była już zbyt odległa od jego normalności, coby ją w ogóle brać pod uwagę, nie zdziwiłoby go jednak gdyby jej aura wymusiła na nim jeszcze inne nietypowe zachowanie.
Ciastka?
- Spoko. - Odpowiedział po długiej przerwie spędzonej na wpatrywanie się w nią w milczeniu, zupełnie jakby potrzebował jakiejś niebotycznej ilości czasu na wyliczenie czy może wejść do środka budynku znajdującego się dwa kroki stąd, czy jednak musi pędzić do Fantasmagorii przekazać Arii krem do twarzy, czy coś tam.
Nawet odwrócił się w kierunku drzwi, ale... Tak się im przyjrzał i tym razem naprawdę się nad czymś mocno zastanowił. To było nowe miejsce na mapie Pokątnej, był tego całkowicie pewny. Ile ona musiała mieć pieniędzy, skoro kupiła lub wynajęła sobie lokal z ogrodem w takim miejscu...? I dlaczego ktoś, kto posiadał takie fundusze, cieszył się na wycieczkę do Francji? Nie było jej na to stać w innych warunkach? Była zadłużona?
- I to jest twoja cukiernia, tak? Kuźwa, nie wiedziałem, że trafiłem na jakąś bogaczkę... - Przyznał. Trochę cicho, ale słyszalnie dla niej, nawet jeżeli ruszył już w kierunku wejścia.
- Możesz mówić do mnie, jak chcesz, ale mam dla ciebie dobrą radę: nigdy nie wpuszczaj mnie do kuchni. - Mrugnął do niej, wciąż wsparty o płot, po czym pozwolił sobie zażartować. - Teraz mam ochotę przeskoczyć ogrodzenie tylko po to, żeby zmacać ci krzewy. - Powiedział to spokojnie, innym tonem niż podczas widowiska randkowego - był wciąż wyluzowany, a głupkowaty charakter nie pozwalał mu na nie rzucenie czymś durnym raz na jakiś czas, ale nie zamierzał przekraczać wyrysowanej im przez nią granicy. Nie była taka, niezbyt taktownym byłoby narzucać się jej w jakikolwiek sposób... i zanim ktoś zapyta - od kiedy do diabła on w ogóle rozważał bycie taktowym - jego dziwiło to jeszcze bardziej. Kompletnie nie rozumiał, co robiła z jego psychiką jej obecność. Czy teraz zacznie regularnie się myć i nosić spodnie w kant? Nienie, ta wizja była już zbyt odległa od jego normalności, coby ją w ogóle brać pod uwagę, nie zdziwiłoby go jednak gdyby jej aura wymusiła na nim jeszcze inne nietypowe zachowanie.
Ciastka?
- Spoko. - Odpowiedział po długiej przerwie spędzonej na wpatrywanie się w nią w milczeniu, zupełnie jakby potrzebował jakiejś niebotycznej ilości czasu na wyliczenie czy może wejść do środka budynku znajdującego się dwa kroki stąd, czy jednak musi pędzić do Fantasmagorii przekazać Arii krem do twarzy, czy coś tam.
Nawet odwrócił się w kierunku drzwi, ale... Tak się im przyjrzał i tym razem naprawdę się nad czymś mocno zastanowił. To było nowe miejsce na mapie Pokątnej, był tego całkowicie pewny. Ile ona musiała mieć pieniędzy, skoro kupiła lub wynajęła sobie lokal z ogrodem w takim miejscu...? I dlaczego ktoś, kto posiadał takie fundusze, cieszył się na wycieczkę do Francji? Nie było jej na to stać w innych warunkach? Była zadłużona?
- I to jest twoja cukiernia, tak? Kuźwa, nie wiedziałem, że trafiłem na jakąś bogaczkę... - Przyznał. Trochę cicho, ale słyszalnie dla niej, nawet jeżeli ruszył już w kierunku wejścia.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.