06.01.2024, 08:45 ✶
Coś w tym było. Alastor w sumie wyglądał na takiemu, któremu ta jego stała czujność chodzi po głowie cały czas, a jak nie chodzi, to siedzi gdzieś skryta w kącie, trzyma za kolana i nerwowo kołysze się w przód i w tył. Z resztą, gdyby tak nie było, to przeczyłoby to samej istocie tego jego powiedzonka.
Longbottom nie posiadała złudzeń co do tego, co o niej wyznawczy Czarnego Pana myśleli, natomiast Atreus był niezwykle ciekawy tego, jak malował się w ich oczach. Wywarł w ogóle do tej pory jakieś wrażenie? Na pewno, chociaż jeśli miał być szczery (ale tylko tak przed samym sobą) to niezbyt wiedział czym. Ten który był świadkiem jego świetnych popisów pojedynkowych trafił za kratki. Jego kolega zwiał, ale nie doświadczył niestety wszystkiego, co Bulstrode miał do zaoferowania, więc to się nie liczyło.
Pewnie by się uśmiał, gdyby uświadomił sobie, że wystarczyło zapytać kolegów ze szkolnej ławki lub korytarza, co tam sobie o nim myśleli. Ale Atreus z jakąś zaciętością i maniakalnym uporem odmawiał wszelkich przypuszczeń w ich kierunku. Znał i wiedział o plotkach, jakie mogły krążyć o ich rodzinach, jako całości, ale kiedy przychodziło do takiego Staszka czy Louvaina, to zamykał to swoje trzecie oko i uśmiechał się jak idiota.
- Wielu kłóciłoby się, że kto był skazany na kogo - zauważył, uśmiechając się przy tym pobłażliwie, bo jakkolwiek nie kochał Lorraine, tak romantycznie jak i platonicznie, to potrafiła się rozgadać tak samo dobrze, jak czasem Brenna. Szczególnie, jeśli chodziło o te książki, kiedy robiła całe streszczenie fabuły, chcąc przekonać rozmówcę do sięgnięcia po daną pozycję, jakby od tego zależało czyjeś życie. Znaczy, że dobrały się w sumie świetnie w tym Szpitalnym Skrzydle. Znaczy, że w sumie to powinny mu dziękować za dobrze towarzystwo.
- A widzisz, mam wrażenie, że tu popełniasz błąd, bo gdyby faktycznie zarzucała ci tak okropną głupotę jak bohaterom tej książki, to raczej przedstawiłaby ci to w taki sposób, że ciężko byłoby to zrozumieć - popukał się palcem w skroń, boleśnie świadomy, że pewnie miliony razy Malfoy powiedziała mu coś prosto w twarz, a on tego nie załapał, bo zbyt zajęty był innymi ważnymi rzeczami.
- Daj znać czego się dowiesz - mruknął tylko, do bólu świadomy, że ona zwyczajnie jakimś cudem zabierze się za to szybciej i również szybciej otrzyma odpowiedź od wszelkich zainteresowanych.
- Chwała wszystkim patronom archiwów i bibliotek. Dobra, chowam to - rzucił, składając naprędce to, co im zostało i wpychając teczki do szafy, próbując je tam jako tako ułożyć, chyba po to żeby przynajmniej stwarzać pozory, że nie chciał robić im tutaj większego bałaganu. Ściągnął swoją różdżkę z półki i teatralnym gestem wskazał Longbottom wyjście.
Longbottom nie posiadała złudzeń co do tego, co o niej wyznawczy Czarnego Pana myśleli, natomiast Atreus był niezwykle ciekawy tego, jak malował się w ich oczach. Wywarł w ogóle do tej pory jakieś wrażenie? Na pewno, chociaż jeśli miał być szczery (ale tylko tak przed samym sobą) to niezbyt wiedział czym. Ten który był świadkiem jego świetnych popisów pojedynkowych trafił za kratki. Jego kolega zwiał, ale nie doświadczył niestety wszystkiego, co Bulstrode miał do zaoferowania, więc to się nie liczyło.
Pewnie by się uśmiał, gdyby uświadomił sobie, że wystarczyło zapytać kolegów ze szkolnej ławki lub korytarza, co tam sobie o nim myśleli. Ale Atreus z jakąś zaciętością i maniakalnym uporem odmawiał wszelkich przypuszczeń w ich kierunku. Znał i wiedział o plotkach, jakie mogły krążyć o ich rodzinach, jako całości, ale kiedy przychodziło do takiego Staszka czy Louvaina, to zamykał to swoje trzecie oko i uśmiechał się jak idiota.
- Wielu kłóciłoby się, że kto był skazany na kogo - zauważył, uśmiechając się przy tym pobłażliwie, bo jakkolwiek nie kochał Lorraine, tak romantycznie jak i platonicznie, to potrafiła się rozgadać tak samo dobrze, jak czasem Brenna. Szczególnie, jeśli chodziło o te książki, kiedy robiła całe streszczenie fabuły, chcąc przekonać rozmówcę do sięgnięcia po daną pozycję, jakby od tego zależało czyjeś życie. Znaczy, że dobrały się w sumie świetnie w tym Szpitalnym Skrzydle. Znaczy, że w sumie to powinny mu dziękować za dobrze towarzystwo.
- A widzisz, mam wrażenie, że tu popełniasz błąd, bo gdyby faktycznie zarzucała ci tak okropną głupotę jak bohaterom tej książki, to raczej przedstawiłaby ci to w taki sposób, że ciężko byłoby to zrozumieć - popukał się palcem w skroń, boleśnie świadomy, że pewnie miliony razy Malfoy powiedziała mu coś prosto w twarz, a on tego nie załapał, bo zbyt zajęty był innymi ważnymi rzeczami.
- Daj znać czego się dowiesz - mruknął tylko, do bólu świadomy, że ona zwyczajnie jakimś cudem zabierze się za to szybciej i również szybciej otrzyma odpowiedź od wszelkich zainteresowanych.
- Chwała wszystkim patronom archiwów i bibliotek. Dobra, chowam to - rzucił, składając naprędce to, co im zostało i wpychając teczki do szafy, próbując je tam jako tako ułożyć, chyba po to żeby przynajmniej stwarzać pozory, że nie chciał robić im tutaj większego bałaganu. Ściągnął swoją różdżkę z półki i teatralnym gestem wskazał Longbottom wyjście.
Koniec sesji