06.01.2024, 10:39 ✶
Reakcja Ślizgona była dla niej dużym zaskoczeniem. Najpierw zbladła, otwierając usta z zaskoczenia, gdy tak stał przed nią i ją wyzywał. Może faktycznie się zagalopowała w niektórych słowach, ale żeby zaraz od szmat i dziwaków? Olivia ściągnęła gniewnie brwi i wykrzywiła usta w grymasie złości, ale nie zaszczyciła chłopaka odpowiedzią. Nie miała zamiaru dać mu tej satysfakcji - szkoda tylko, że Ślizgon faktycznie okazał się Ślizgonem i to wszystko to była... Jakaś chora gra? Zakład? Nikogo tu nie było, ale nagle zaczęła podejrzewać, że sam ten kamień jakimś cudem w jej stronę posłał.
Mógł ją wyzywać do woli, mógłby spróbować ją nawet uderzyć, a za te kilka lat, gdyby się spotkali, to by o tym nie pamiętała. Louvain zrobił jednak coś dużo gorszego. Szlama. Nie chodziło nawet o to, że przestrzelił, bo Olivia była czystej krwi. Chodził o sam fakt, że Lou był Z TYCH - z tych, którzy gardzili innymi, którzy używali tej obelgi w stosunku do innych osób. Niebieskie oczy Olivii pociemniały gniewnie. Gardziła takimi ludźmi.
- Wiesz co, gówniarzu? Spierdalaj, a jeśli jakimś cudem nikt ci tego jęzora za kilka lat nie wyrwie, to możesz liczyć na to, że ja spróbuję! - krzyknęła jeszcze za nim, zaciskając dłonie w pięści. Jej ręka odruchowo powędrowała do kieszeni w stronę różdżki, ale Quirke w porę się opamiętała. Odprowadziła chłopaka tylko wzrokiem, żeby upewnić się, że ten nie będzie nic kombinować, a potem prychnęła, wściekła, i zostawiła rośliny w cholerę. Ruszyła w stronę pokoju wspólnego Krukonów, zastanawiając się co do chuja, czemu Hogwart przyjmował tak okropne osoby do szkoły? Czemu w murach zamku musiała być przestrzeń i na nich? Czy takie kurestwo wychodziło z ludzi z wiekiem, czy może było obecne niemal od narodzin, wyssane z mlekiem matki?
Mógł ją wyzywać do woli, mógłby spróbować ją nawet uderzyć, a za te kilka lat, gdyby się spotkali, to by o tym nie pamiętała. Louvain zrobił jednak coś dużo gorszego. Szlama. Nie chodziło nawet o to, że przestrzelił, bo Olivia była czystej krwi. Chodził o sam fakt, że Lou był Z TYCH - z tych, którzy gardzili innymi, którzy używali tej obelgi w stosunku do innych osób. Niebieskie oczy Olivii pociemniały gniewnie. Gardziła takimi ludźmi.
- Wiesz co, gówniarzu? Spierdalaj, a jeśli jakimś cudem nikt ci tego jęzora za kilka lat nie wyrwie, to możesz liczyć na to, że ja spróbuję! - krzyknęła jeszcze za nim, zaciskając dłonie w pięści. Jej ręka odruchowo powędrowała do kieszeni w stronę różdżki, ale Quirke w porę się opamiętała. Odprowadziła chłopaka tylko wzrokiem, żeby upewnić się, że ten nie będzie nic kombinować, a potem prychnęła, wściekła, i zostawiła rośliny w cholerę. Ruszyła w stronę pokoju wspólnego Krukonów, zastanawiając się co do chuja, czemu Hogwart przyjmował tak okropne osoby do szkoły? Czemu w murach zamku musiała być przestrzeń i na nich? Czy takie kurestwo wychodziło z ludzi z wiekiem, czy może było obecne niemal od narodzin, wyssane z mlekiem matki?
Koniec sesji