Nie zamierzał się na pewno śpieszyć z prysznicem, bo z szukaniem swojego miejsca to już inna sprawa. Zamierzał się śpieszyć. Potrzebował się troszkę pośpieszyć, żeby droga, po której idzie, nie była taka grząska. Żeby się w niej nie zapadał, nie tonął, nie potykał na dziurach. To jednak w swoim czasie. W określonym - nie teraz, kiedyś, później. Nigdy pod tym prysznicem. Z prysznicem już nie zamierzał gnać. Zamknięte drzwi za jego plecami ustanowiły jakąś barierę, która mogła odgonić go od pokuszenia i niepewności. Koniec końców jak powinien się teraz wobec Philipa zachowywać zostawało jasno określone i ustawione, to Philip pokazał mu linię. Miał za nią grzecznie stać. Nie przekraczać krańcem buta, a tym bardziej nie przekraczać rękoma. Twoje miejsce miało określoną przestrzeń, gdzie powinieneś się znajdować. Nadwyrężanie zaufania Philipa, który mu je ukazał było ostatnim, czego chciał. Tak. Tak było dobrze i tak powinno być - uspokoiła go ta myśl. Przypomnienie sobie, że przecież blondyn z jakiegoś powodu nie chciał intymnego zbliżenia, więc nie powinien w ogóle insynuować czegoś, co mogłoby je zawierać. Szczególnie, że naprawdę nie zależało mu dokładnie na tym, żeby się z nim przespać. Nie w tym znaczeniu.
Resztki tych niespokojnych myśli zmyła już z niego sama woda. Ulga. Uwielbiał wodę w każdym wydaniu i mógł spędzać godziny w basenie, wannie czy pod prysznicem nie odczuwając takiego problemu jak zmarszczona skóra. Że to już, że za dużo. Nie. Każda ilość wody była dobra. Szczególnie w chwilach, kiedy byłeś zmęczony, znużony, kiedy nie byłeś czegoś pewny. Tu i teraz ten prysznic był naprawdę zbawieniem przy tym ciężkim dniu. Miał się spokojnie umyć, ubrać z powrotem w swoje ciuchy, poprosić Philipa co najwyżej o jakąś koszulę, bo nie tak do końca przemyślał nocleg. Nie założył w sumie, że Philip będzie taki chętny otworzyć swoją propozycję. Miło, spokojnie... lecz nie. Między nimi chyba po prostu nie mogło być spokojnie.
Nie obejrzał się nawet, kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. Nie zamykał ich nawet, bo ostatnie, czego mógłby się wstydzić przed nim to swojego ciała. Nawet jeśli teraz było udekorowane bliznami. To był dom Philipa i nagość nie stanowiła między nimi tabu. Co jednak sprawiło, że prawie podskoczył, to dźwięk otwieranej kabiny i jego głos za sobą. A potem był dotyk, który sprawiał, że Laurent się spiął. Klarowność intencji? Dla Lauenta wydawały się klarowne, tylko zupełnie nie w tym sensie, w jakim zamierzał je przedstawić Philip.
- P-Philipie..? - Miał jakąś sprzeczność sygnałów. Na policzkach miał już zarysowane rumieńce od ciepłej wody, ale nadal się nie obrócił, chociaż szerzej otworzył trochę oczy w uczuciu niepokoju. Ten dotyk był elektryzujący. Tylko o co chodziło? Najpierw mówione jest jedno, potem robione co innego? Nie rozumiał. I bardzo się bał, że źle te intencje odczyta i coś znowu się spierdoli.