07.01.2024, 01:43 ✶
Znajdował się na rozdrożu dwóch swoich osobowości. Jedna z nich chciała mówić: „nie, proszę, uspokój się, wszystko będzie dobrze, tylko opuść strzelbę...”, ale ta druga dobrze wiedziała, że nie może tego powiedzieć. To nie był czas i miejsce dla trzęsącego się Flynna Bella, na nic się tu zda dramatyczny jąkała - tym czego potrzebowała sytuacja był Crow - nim więc spróbował się stać i z żalem przyznał, że napięcie się i głęboki oddech wystarczyły, aby poczuł napływającą do wewnątrz pewność siebie. Nie była tak czysta, jak u znanych mu z niej szaleńców - nigdy nie cechowały go odwaga ani brawura, ale był pewny tego, że potrafił je należycie dobrze udawać w chwilach, kiedy nie czuł się bezpiecznie. I wiedział, że to durne - bo większość ludzi reagowała strachem i załamaniem głosu właśnie w sytuacjach, kiedy życie zaprowadziło ich pod stryczek, a zaczynał się jąkać dopiero w towarzystwie ludzi, których nie musiał się bać.
Teraz gardę trzymał wysoko.
Wyciągnął do przodu otwartą dłoń, a później powoli zaciskał jej palce, rzucając na strzelbę translokacyjną inkantację - jej lufa zaczęła wyginać się do góry, zupełnie tak, jakby ktoś próbował nadać kształt rozgrzewanemu metalowi.
- Do zwrotu dla tej pani - odezwał się o wiele żywiej i głośniej, niż to robił do tej pory - nieco maniakalny ton skojarzyć można było z pierwszym dniem po jego powrocie, kiedy się jeszcze zachowywał jak skończony pajac - dwie setki galeonów i ileś ty tam funtów jej zapierdolił. - Splunął na podłogę wozu, nie opuszczając ręki. Drugą natomiast, jego wiodącą, chwycił za trzymany przy pasku łańcuch i najwyraźniej planował go zerwać.
Widział, jak zdenerwowany goblin szarpie się z drzwiami, a później pakuje palce do gęby i zaciska zęby na tych swoich obleśnych paznokciach. Chyba próbował wyliczyć wszystkie za i przeciw, ale kiedy metal tegoż łańcucha zabrzęczał, zaczął jęczeć dobradobradobra i pochylił się w dół, żeby podnieść jedną z desek podłogi.
- N-nie miałem pojęcia, że okradam cz-czarną wiedźmę... - mówił, grzebiąc drobną rączką w tej bezkresnej ciemności. Flynn zmrużył oczy, wciąż nie ruszając się z miejsca, ani nie opuszczając dłoni wykorzystywanej do rzucania zaklęć. - Wiesz przecież, gdybym wiedział, że t-to rewir Fontaine to bym postąpił inaczej.
I chociaż wóz wciąż pędził z nimi, a ptak chaotycznie przelatywał im nad głowami, presja najwyraźniej zadziałała. O ile to nie była kolejna sztuczka.
Teraz gardę trzymał wysoko.
Wyciągnął do przodu otwartą dłoń, a później powoli zaciskał jej palce, rzucając na strzelbę translokacyjną inkantację - jej lufa zaczęła wyginać się do góry, zupełnie tak, jakby ktoś próbował nadać kształt rozgrzewanemu metalowi.
- Do zwrotu dla tej pani - odezwał się o wiele żywiej i głośniej, niż to robił do tej pory - nieco maniakalny ton skojarzyć można było z pierwszym dniem po jego powrocie, kiedy się jeszcze zachowywał jak skończony pajac - dwie setki galeonów i ileś ty tam funtów jej zapierdolił. - Splunął na podłogę wozu, nie opuszczając ręki. Drugą natomiast, jego wiodącą, chwycił za trzymany przy pasku łańcuch i najwyraźniej planował go zerwać.
Widział, jak zdenerwowany goblin szarpie się z drzwiami, a później pakuje palce do gęby i zaciska zęby na tych swoich obleśnych paznokciach. Chyba próbował wyliczyć wszystkie za i przeciw, ale kiedy metal tegoż łańcucha zabrzęczał, zaczął jęczeć dobradobradobra i pochylił się w dół, żeby podnieść jedną z desek podłogi.
- N-nie miałem pojęcia, że okradam cz-czarną wiedźmę... - mówił, grzebiąc drobną rączką w tej bezkresnej ciemności. Flynn zmrużył oczy, wciąż nie ruszając się z miejsca, ani nie opuszczając dłoni wykorzystywanej do rzucania zaklęć. - Wiesz przecież, gdybym wiedział, że t-to rewir Fontaine to bym postąpił inaczej.
I chociaż wóz wciąż pędził z nimi, a ptak chaotycznie przelatywał im nad głowami, presja najwyraźniej zadziałała. O ile to nie była kolejna sztuczka.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.