07.01.2024, 02:36 ✶
Flynn był już trochę zmęczony. Nie dało się ukryć, że jego umiejętności szybko stały się podstawą występów, a on sam musiał przykładać się do nich za każdym razem, jeżeli mieli uniknąć tragicznego, przewidzianego w marzeniach sennych Maeve nieszczęścia. Z tego też powodu nie zdążył się nawet przebrać - ściągnął górną część kostiumu, dolną pozostawił nienaruszoną, ale składała się przecież ze zwykłych, skórzanych spodni - problemem nie był dziwaczny wygląd, lecz oblepiający go pot. Poszedłby się pewnie wymyć, bo nawet on (a czyściochem nie był, zaufajcie mu) nie mógł wytrzymać sam ze sobą, ale wtedy dojrzał pędzące w jego kierunku skośne oczy i...
Skośne oczy oznaczały kłopoty.
Napiął się mimowolnie, wracając myślami do Ścieżek, na których podobne Maeve Azjatki musiał widzieć dosyć regularnie, bo Fontaine lubiła trzymać się z innymi kobietami. Nie mógł dostrzec z daleka konkretnych rysów twarzy (w dodatku wszyscy Chińczycy wyglądali dla niego tak samo - nie miał pojęcia, w jaki sposób Furfur ich tak dobrze rozróżniała, być może to obycie z ich urodą?), ale to nie miało znaczenia - jeżeli to była jedna z Changów, to mógł spodziewać się absolutnie kurwa wszystkiego i totalnie nie powinno go tu być. Niestety dziewczyna przewidziała jego wewnętrzną potrzebę szybkiej ucieczki i ruszyła za nim w pogoń. On myślał, że to kolejny krok w stronę śmierci, ona... no cóż, dla niej to była tylko zabawa, ale w sumie skąd miała wiedzieć, że Crow nie był już Crowem, tylko jakimś zabawiaczem lokalnej dziatwy?
- Co tam pierdolisz? - Zapytał z rozwagą w głosie. Udawał, że nie był już w połowie drogi do wozu z kostiumami, w którym zamierzał zaszyć się do końca dnia i udawać, że nie istnieje. - Aaaa, nie możesz znaleźć toalet? Tam są - wskazał jej palcem na namiot z napisem „gabinet luster” i odwrócił się na pięcie, po czym zaczął iść bardzo, bardzo szybko. No, tak szybko jak mógł iść człowiek, którego mięśnie wolały niemożebnie od skakania na dojebanie wielkiej trampolinie.
Skośne oczy oznaczały kłopoty.
Napiął się mimowolnie, wracając myślami do Ścieżek, na których podobne Maeve Azjatki musiał widzieć dosyć regularnie, bo Fontaine lubiła trzymać się z innymi kobietami. Nie mógł dostrzec z daleka konkretnych rysów twarzy (w dodatku wszyscy Chińczycy wyglądali dla niego tak samo - nie miał pojęcia, w jaki sposób Furfur ich tak dobrze rozróżniała, być może to obycie z ich urodą?), ale to nie miało znaczenia - jeżeli to była jedna z Changów, to mógł spodziewać się absolutnie kurwa wszystkiego i totalnie nie powinno go tu być. Niestety dziewczyna przewidziała jego wewnętrzną potrzebę szybkiej ucieczki i ruszyła za nim w pogoń. On myślał, że to kolejny krok w stronę śmierci, ona... no cóż, dla niej to była tylko zabawa, ale w sumie skąd miała wiedzieć, że Crow nie był już Crowem, tylko jakimś zabawiaczem lokalnej dziatwy?
- Co tam pierdolisz? - Zapytał z rozwagą w głosie. Udawał, że nie był już w połowie drogi do wozu z kostiumami, w którym zamierzał zaszyć się do końca dnia i udawać, że nie istnieje. - Aaaa, nie możesz znaleźć toalet? Tam są - wskazał jej palcem na namiot z napisem „gabinet luster” i odwrócił się na pięcie, po czym zaczął iść bardzo, bardzo szybko. No, tak szybko jak mógł iść człowiek, którego mięśnie wolały niemożebnie od skakania na dojebanie wielkiej trampolinie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.