07.01.2024, 14:11 ✶
- Pewna siebie? Ja po prostu obiektywnie oceniam nasze możliwości - oświadczyła Kyra z udawaną powagą, a potem pochyliła się ku Heather, by kolejne słowa wypowiedzieć konspiracyjnym tonem. - Wiesz co? Zaparkujemy nieprawidłowo parę mioteł pod stadionem, więc wyrobisz sobie normę i przy okazji wpadniesz na mecz - zaproponowała żartobliwie. Chociaż kto wie, czy to faktycznie był żart? Kyra dość lekko podchodziła do życia, zdarzało się jej robić głupoty, mimo tego, że była od Wood parę lat starsza, a i chociaż nie była głupia, to na pewne rzeczy patrzyła dość wąsko i lubiła wygłupy.
Może naprawdę zamierzała zaparkować rząd mioteł w złym miejscu.
- Tak żeby być szczerym, babom czasem odbija bardziej - stwierdziła, odsuwając się i szczerząc do Heather zęby w uśmiechu. - Jak miałam dwadzieścia lat, to tak mi odjebało na punkcie jednego gościa, że omal nie rzuciłam quidditcha, bo uważał, że go nie jest zajęcie dla kobiet. Chodziłam z nim do opery i do teatrów, zamiast na imprezy, tak całkiem dobrowolnie. I nie używał na mnie żadnych zaklęć - parsknęła z rozbawieniem, bo teraz nie mieściło się jej w głowie, że omal nie zrezygnowała z rozpoczynanej wtedy kariery tylko dlatego, że nie podobało się to jakiemuś chłopakowi. - Czy ja wiem - mruknęła, już trochę poważniej, spoglądając w stronę zawodnika i jego dziewczyny. - To znaczy, wiesz, ja się nie znam na tej całej czarnej magii, ale on nie sprawia wrażenia, jakby no, ktoś mu zrobił pranie mózgu i wydawał polecenia jak na tym... no... imperiusie, czy jak się to zwie. Po prostu zapatrzony na nią jak w obrazek, i powtarza wszystko, co padnie z ust tej paniusi. Na moje: oszalał po prostu z miłości. Tak jakoś od maja.
Po tych słowach przewróciła oczyma, nieco teatralnie, jakby chciała pokazać, co myśli o tym całym oszaleniu z miłości.
– Mam nadzieję, że się babą niedługo znudzi. Ale trza przyznać, że dużo chłopaków się za nią ogląda – dodała, zerkając znowu w kierunku tamtej dwójki i rzeczywiście: dziewczyna Asha przyciągała spojrzenia.
Może naprawdę zamierzała zaparkować rząd mioteł w złym miejscu.
- Tak żeby być szczerym, babom czasem odbija bardziej - stwierdziła, odsuwając się i szczerząc do Heather zęby w uśmiechu. - Jak miałam dwadzieścia lat, to tak mi odjebało na punkcie jednego gościa, że omal nie rzuciłam quidditcha, bo uważał, że go nie jest zajęcie dla kobiet. Chodziłam z nim do opery i do teatrów, zamiast na imprezy, tak całkiem dobrowolnie. I nie używał na mnie żadnych zaklęć - parsknęła z rozbawieniem, bo teraz nie mieściło się jej w głowie, że omal nie zrezygnowała z rozpoczynanej wtedy kariery tylko dlatego, że nie podobało się to jakiemuś chłopakowi. - Czy ja wiem - mruknęła, już trochę poważniej, spoglądając w stronę zawodnika i jego dziewczyny. - To znaczy, wiesz, ja się nie znam na tej całej czarnej magii, ale on nie sprawia wrażenia, jakby no, ktoś mu zrobił pranie mózgu i wydawał polecenia jak na tym... no... imperiusie, czy jak się to zwie. Po prostu zapatrzony na nią jak w obrazek, i powtarza wszystko, co padnie z ust tej paniusi. Na moje: oszalał po prostu z miłości. Tak jakoś od maja.
Po tych słowach przewróciła oczyma, nieco teatralnie, jakby chciała pokazać, co myśli o tym całym oszaleniu z miłości.
– Mam nadzieję, że się babą niedługo znudzi. Ale trza przyznać, że dużo chłopaków się za nią ogląda – dodała, zerkając znowu w kierunku tamtej dwójki i rzeczywiście: dziewczyna Asha przyciągała spojrzenia.