22.11.2022, 20:24 ✶
- Ależ nie szkodzi. Tyle się działo, na prawdę, że też jestem temu samemu winna - odpowiedziała na przepraszający uśmiech tym samym. Obie zaniedbały nieco tę znajomość, ale Dora nie miała z tego tytułu żadnych pretensji. Każda z nich miała swoje życie i nawet jeśli na Fernah nie czyhał żaden Burke, to była przekonana że w życiu Paprotki również działo się dużo, tak samo jak i w jej własnym. - W takim razie mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko temu, bym dotrzymała ci towarzystwa - uśmiechnęła się do niej wesoło. Sama pojawiła się na balu sama, o ile tak można było nazwać całą tę sytuację. Jako należąca do domowników, nie czuła się w obowiązku znajdowania sobie jakiejś randki, nie mówiąc już o tym, że nikt jej w tym temacie nie przychodził do głowy. Mogły więc dotrzymać towarzystwa sobie.
- Tak, widziałam. Co prawda przelotnie. Heather chyba nawet coś licytowała, ale nawet nie próbowałam się z nimi przywitać, bo wokół niej zawsze jest dużo zamieszania. Mam na myśli dziennikarzy, oczywiście. Widziałam, że ktoś już robił im zdjęcia - rzuciła, mimowolnie podążając wzrokiem za gestem głowy Fernah i rozglądając się po sali, na moment też przysłuchując się aktualnemu stanowi prowadzonej licytacji. Zgromadzeni bogacze walczyli chętnie i jakże agresywnie, podbijając kwotę coraz to wyżej. Wręcz niedorzecznie. Ciekawa była, jak sam zainteresowany znosił wołane za niego sumy, wątpiła bowiem, by Longbottom był za handlem ludźmi, a w szczególności swoją osobą.
- Jak to co, Erika - odpowiedziała, nieco zdziwiona tym, że ta informacja gdzieś się w głowie Paprotki zagubiła. Z drugiej strony, chyba faktycznie jeśli bardziej koncentrowało się na czymkolwiek innym jak licytacji, to ciężko było uwierzyć w to, co działo się dookoła. Odchrząknęła. - Właściwie to kolację z Erikiem, jeśli mam być dokładna.
- Tak, widziałam. Co prawda przelotnie. Heather chyba nawet coś licytowała, ale nawet nie próbowałam się z nimi przywitać, bo wokół niej zawsze jest dużo zamieszania. Mam na myśli dziennikarzy, oczywiście. Widziałam, że ktoś już robił im zdjęcia - rzuciła, mimowolnie podążając wzrokiem za gestem głowy Fernah i rozglądając się po sali, na moment też przysłuchując się aktualnemu stanowi prowadzonej licytacji. Zgromadzeni bogacze walczyli chętnie i jakże agresywnie, podbijając kwotę coraz to wyżej. Wręcz niedorzecznie. Ciekawa była, jak sam zainteresowany znosił wołane za niego sumy, wątpiła bowiem, by Longbottom był za handlem ludźmi, a w szczególności swoją osobą.
- Jak to co, Erika - odpowiedziała, nieco zdziwiona tym, że ta informacja gdzieś się w głowie Paprotki zagubiła. Z drugiej strony, chyba faktycznie jeśli bardziej koncentrowało się na czymkolwiek innym jak licytacji, to ciężko było uwierzyć w to, co działo się dookoła. Odchrząknęła. - Właściwie to kolację z Erikiem, jeśli mam być dokładna.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.