Nicholas nie protestował, więc Ikra mógł wypełnić swoje zadanie. Skłonił się raz jeszcze przed wnukiem pani domu, po czym ruszył w stronę drzwi wejściowych. Te zaś otworzyły się przed nimi odpowiednio wcześniej. Magia skrzatów? Możliwe. Wysoce prawdopodobne. Travers mógł dostrzec, jak stworzenie porusza prawą ręką.
Przestronny hol prowadził prosto do sporych rozmiarów, jasnego salonu. Widoczne były stąd również schody, dzięki którym można było dostać się na pierwsze oraz drugie piętro. Nie były to jedyne schody w ogromnej posiadłości, ale na ten moment to właśnie one interesowały Nicholasa oraz towarzyszącego mu skrzata. Przy ich pomocy najszybciej mogli dostać się do gabinetu zajmowanego przez Delilah.
Posiadłość, choć zamieszkiwana przez całkiem sporą grupę krewnych, była cicha. Nikogo nie spotkali po drodze. Nikt Nicholasa nie zatrzymał. Nie próbował zagadywać. Być może wynikało to z prostego faktu - był przecież środek tygodnia. Ludzie pracowali. Zajmowali się swoimi sprawami.
Mogli też po prostu zostać pouczeni, aby nie chodzić Nickowi w drogę.
Kilka minut wystarczyło, żeby znaleźli się przed znajomymi, drewnianymi drzwiami koloru brązowego. Masywnymi, ciężkimi. Porządnie wykonanymi. Ikra otworzył je tym samym sposobem, co drzwi wejściowe. Skłonił się nisko.
- Pan Nicholas już jest. - poinformował, przerywając tym samym Nevanowi i Delilah. Rozmawiali o czymś, ale Nicholasowi nie było dane się zorientować, co było tej rozmowy tematem. Pomieszczenie było odpowiednio zabezpieczone. Wyciszone. Kiedy drzwi zostały otwarte, momentalnie zamilkli.
- Doskonale. Zostaw nas samych. - znajomy głos babki dotarł do uszu Nicka na chwilę przed tym, kiedy dane było mu zobaczyć znajomą twarz. Staruszka trzymała się wciąż całkiem nieźle. Tylko czy było to faktycznie czymś niespotykanym? Czarodzieje żyli dłużej niż mugole, to żadne novum.
Zgodnie z poleceniem pani domu, Ikra wycofał się. Nick natomiast mógł wejść do środka. Pomieszczenie, w którym się znalazł, nie zmieniło się jakoś szczególnie. Na półkach znalazło się kilka nowych pamiątek z licznych podróży oraz książek. Na fotelach leżały nowe poduszki.. albo może tylko zmieniono poszewki? Poza tym na ścianach nadal widniała ta sama tapeta, a na podłodze dywan. Eleganckie, białe biurko niezmiennie stało niemalże na samym środku gabinetu. Ustawione w taki sposób, aby podczas pracy Delilah znajdywała się tyłem do okna.
- Nicholas. - kobieta podniosła się z zajmowanego dotąd miejsca. Ubrana w zieloną bluzkę, z wywiniętym kołnierzykiem, zawiązanym pod szyje kokardą, wyglądała tak samo jak w zeszłym roku. Kiedy widzieliście się przy okazji jej 76 urodzin. Tak samo upięte, siwe włosy. Ten sam uśmiech na twarzy. Prezentowała się tak, jakby o kilka razy za dużo skorzystała z usług Potterów. - Cieszę się, że ostatnia wiadomość poskutkowała. - z tymi słowy ominęła biurko, ruszając w Twoim kierunku. Wyciągnęła ręce, nadstawiła policzek. Oczekiwała takiego samego powitania jak zawsze.
Towarzyszący jej w Nevan, nie ruszył się natomiast z fotela. Po prostu się wam przyglądał, trzymając w ręku białą filiżankę w kwiaty. Popijał na spokojnie herbatę. Czekał?
- Okropnie wyglądasz, jesz ty cokolwiek w tym Londynie? - zapytała, kiedy wreszcie było jej dane cofnąć się o krok. Zmierzyła wnuka krytycznym spojrzeniem. - Zostaniesz dzisiaj na obiedzie. Nie przyjmuje odmowy. - zadecydowała. Nie pytała, po prostu wydała polecenie. Następnie wróciła na swoje dotychczasowe miejsce, wskazując wnukowi jeden z dwóch foteli. Jedyny, który na ten moment pozostawał wolny.
Sięgnęła po filiżankę. Podobnie jak Nevan, upiła łyk herbaty. Jeśli Nicholas miał chęć również się jej napić, na biurku znajdywała się jeszcze jedna filiżanka, talerzyk z kilkoma kostkami cukru, łyżeczka oraz porcelanowy dzbanek.