Gdyby zaprotestował, babka kazałaby go jeszcze siłą zaciągnąć do gabinetu. Albo nie wiadomo co innego głupiego przyszłoby jej do głowy. Już i tak widocznie nadwyrężył jej cierpliwość, skoro dnia poprzedniego wysłała wyjca.
Wnętrze domu także nie uległo zmianie, jak jego otoczenie na zewnątrz. Wszystko stało na swoich miejscach. Nicholas nie spieszył się za bardzo i szedł za skrzatem, co jakiś czas zerkając gdzieś w bok. Jakby rozglądał się w kierunku pewnych miejsc, postaci, dekoracji, chcąc zarejestrować coś nowego, może i podejrzanego? Na pewno było cicho. Nic dziwnego. Posiadłość jest bardzo duża. Był to dzień pracujący. A kiedy każdy dorósł, udał się w swoją drogę rozwoju w karierze i być może zakładaniu rodziny.
W końcu znaleźli się przed drzwiami wejściowymi do gabinetu. Skrzat korzystając ponownie ze swojej magii, otworzył je i oznajmił o jego przybyciu. Nicholas wchodząc do środka, nawet nie spojrzał na wycofującego się skrzata a chłodne spojrzenie skierował na babkę, która się odezwała dźwiękiem swojego głosu, który dzwonił mu resztę dnia wczorajszego. Przeniósł wzrok na siedzącego na fotelu ojca.
- Ojcze.Przywitał się z rodzicem, skinąwszy mu także głową. Pewne zasady dobrego wychowania, dyscypliny i szacunku jeszcze posiadał.
- Delilah…
Choć łączyły ich więzi przez ojca, tak nie był dzieckiem aby nazywać ją nadal ”babcią”. To była kobieta, która o ile potrafiła dobrze trzymać ich ród, tak momentami prosiło się o skręcenie jej karku. Okazja się nadarzyła, ale Nicholas nie zrobi tego przed ojcem, który obserwował.
Widząc, że wstaje i obchodzi biurko, już wyjął rękę w geście.
- Nie wstawaj…
Niby to z troski, ale raczej nie chciał się zniżać do całowania ją w policzek na powitanie. Kobieta to jednak uczyniła i oczekiwała należytego przywitania. A że Nicholas był znacznie wyższy… Musiał się pochylić. Pocałować ją w policzek i wyprostować z powrotem. Usłyszeć słowa krytyki na swój temat, dotyczący jego figury, narzucając stwierdzenie jakby nie dbał o siebie. Wymuszając tym samym zostanie na obiedzie. Brew mu drgnęła. "Trzeba było nie brać dnia wolnego…" - stwierdził w myślach. Przenosząc to spojrzenie na ojca, panując nad swoim zachowaniem, okazywaniem cierpliwości i opanowania w danej sytuacji. Bycia uprzejmym i chętnym do wysłuchania problemu. Tarcza zewnętrzna, trzymająca to, co kisiło się w jego wnętrzu.
- Co jest tak pilnego, że mnie wezwaliście?
Pytanie skierował do ojca. Ale też poważny swój wzrok z ojca przekierował w stronę babki, zajmując wolny fotel. Na razie niczym nie częstował się. Przeszedł od razu do sprawy, licząc na szybkie jej załatwienie i możliwy powrót do siebie jeszcze przed tym narzuconym obiadem. Nie był pewny, czy pamiętała o jego żywieniowych ograniczeniach.