Murtagh czekał przez kilkanaście minut w fotelu, po czym stwierdził, że nie chciał z nią rozmawiać wciąż odziany w ubranie do pracy. Domyślał się, że zebranie się może zająć jej trochę czasu, więc on sam również miał czas na przygotowanie się. Skierował więc swoje kroki do łazienki, zdejmując koszulę i spodnie. Przy lustrze umył i nawilżył brodę, po czym wziął krótki, odświeżający prysznic i przebrał się czarną koszulę i czarne, jeansowe spodnie. Wrócił na swoje miejsce w salonie, spoglądając na zegarek i wzdychając.
Kiedy po raz pierwszy ją spotkał, jego serce zabiło szybciej. Na pierwszy rzut oka wyglądała dokładnie jak Diana, chociaż gdy się dokładniej przyjrzeć można było łatwo dostrzec zasadnicze różnice. Obe jednak były drobne, blondwłose i zwiewne, niczym babie lato ślizgające się na sierpniowym wietrze. Wmówił sobie, że przy niej będzie mu dobrze. Że będzie jak Diana, że będzie ją kochał. Nie mógł jednak przestać porównywać jej w myślach do utraconej ukochanej, przez co im więcej różnic dostrzegał, tym bardziej zaczynał rozumieć, że Sandie nigdy nie zdobędzie jego serca. Próbował, zwracał jej uwagę na to jak się ubiera, jakie ma hobby, z kim się spotyka - wszystkie jego próby nie mogły jednak zamienić tulipana w różę. Kiedy więc to zawiodło, i on zaczął się od niej dystansować. Kolacje w drogich restauracjach, piękne prezenty i romantyczne wieczory ustąpiły miejsca pustemu mieszkaniu, zdawkowym wymówkom a w końcu Murtagh stwierdził, że nie wystarczy mu bycie jej mężczyzną, zapragnął stać się jej właścicielem.
Ten pierwszy raz, kiedy zaprowadził ją do Rose Noire, dosypał jej magicznego proszku do drinka i zaprosił do zabawy z nim i dwoma innyni mężczyznami, coś między nimi złamał. Zaufanie, którego już nigdy miał nie odzyskać, ale sam go już nie potrzebował. Nie oddała mu jednak pieniędzy, które wsunął do jej torebki, kiedy wracali spowrotem do jego mieszkania. Przez kolejne tygodnie udawali, że nic się nie wydarzyło, aż Murtagh znów zaproponował jej wyjście do klubu. Tym razem niczego jej nie dosypał, a klient sam zabrał ją na górę. Niedługo później Sandie zakupiła mieszkanie na Nokturnie, gdzie zaczęła przyjmować klientów - być może dlatego, że chciała mieć jak najmniej wspólnego z Rose Noire a może nie chciała już mieszkać z nim? On sam nie zaprotestował, gdy któregoś dnia zostawiła swoje klucze do Apartamentu na blacie w kuchni - bez wyjaśnienia i bez żadnej notki. Zamiast tego pojawił się w jej mieszkaniu, wręczając jej bransoletkę jako prezent i posiadł ją, zupełnie jakby była to zapłata za "podarunek". Od tego czasu przychodziła kiedy tego pragnął, a gdy nie chciał jej widzieć - mogli oboje udawać, że nawet się nie znają.
Usłyszał otwierane drzwi i ten dźwięk wyrwał go z rozmyślań. Nie otworzył jednak oczu, ani nie poruszył się z fotela w salonie. Zamiast tego przysłuchiwał się jej cichym krokom, delektował zapachem, który do niego dotarł kiedy się zbliżyła. Czy miała przy sobie różdżkę? Czy myślała, że śpi? Z jakiegoś powodu ekscytowała go myśl, że pozornie jest przy niej bezbronny - jego własna różdżka leżała odłożona na podstawkę na szafce, a on siedział z zamkniętymi oczami w fotelu, oddychając powoli - zupełnie jakby był pogrążony w śnie. Był ciekawy, co dziewczyna zrobi. Czy nienawidziła go na tyle, by go zaatakować? A może po prostu odwróci się i będzie chciała wyjść? Wiedział, że wtedy zdąży bez problemu dopaść do niej i pochwycić ją w ramiona, odbierając jej pozory kontroli.
@Sandie Bell
“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight Murtagh Macmillan, Secrets of London