Ze strony Laurenta nie nastąpił żaden sprzeciw... mógłby uznać że zgoda również nie nastąpiła. Nie zamierzał zrobić niczego, czego Laurent sam by nie chciał. Zwracał na to uwagę, na każdą nawet najmniejszą reakcję swojego kochanka, starając się usłyszeć przebijające się przez szum lejącej się wody westchnięcia. Jednocześnie nasłuchiwał jakiegokolwiek wyrazu sprzeciwu. Nic takiego nie miało miejsca, dlatego nie zamierzał wypuszczać ze swoich objęć tego mężczyzny, wciąż obsypując pożądliwymi pocałunkami skórę jego szyi.
Wypuścił już z drugiej dłoni tę kostkę mydła, starając się też odsunąć ją stopą aby jeden z nich nie poślizgnął się na niej w pewnym momencie spędzania czasu pod prysznicem, kiedy zajęci sobą nie będą myśleć o wszystkim innym. Przesunął tę dłoń na pierś kochanka, przez jego brzuch zmierzając ku jego lędźwiom z zamiarem zagwarantowania mu rozkoszy, której obaj poszukiwali.
Zdrowy rozsądek pozostawił za drzwiami kabiny prysznicowej, bo jak przekraczał próg łazienki to jeszcze starał się utrzymywać jego pozory. Dla niego ta noc będzie inna pomimo, że wyglądała jak wszystkie poprzednie. Była pod wieloma względami lepsza, pomimo tamtych zgrzytów, i może taka być jeśli rano nie obudzi się w pustym łóżku a sam Laurent pozostanie na śniadanie. Teraz nie myślał o cenie, jaką przyjdzie mu zapłacić za tę noc, o jej wszystkich nieprzewidzianych następstwach. Wszystkim tym, z czym będzie musiał się zmierzyć. Ze sobą samym.
Nie zamierzał uciekać przed dotykiem swojego kochanka, którego prześlizgujące się dłonie po jego ciele rozpalały jego bardziej jego zmysły, wywoływały intensywne dreszcze. Nie oparł się tej zachęcie, podążając za nim we wskazanym przez niego kierunku. Przyciągnął go namiętnego pocałunku, wplątując na moment palce w jego włosy. Oznaczył kolejnymi jego szyję i barki, drażniąc przy tym dotykiem złaknione go ciało kochanka.
— To... było wspaniałe. — Wymruczał z pewnym trudem, z przyśpieszonym oddechem do wciąż obejmującego go w pasie Laurenta, któremu pomimo że ta ściana gwarantowała większą stabilność, to jeszcze sam go podtrzymywał. Pocałował go zachłannie. Serce waliło mu jak szalone, boleśnie tłukąc się o żebra. Zdecydowanie powinni stąd wyjść. Powinni doprowadzić się do względnego porządku i powinni iść już spać... jeśli tylko uznają, że na to już właściwa pora.