Słysząc jego narzekanie na frazeologię i słownictwo, Murtagh pozostał poważny. Uniósł tylko jedną brew w lekkim zdziwieniu i wzruszył ramionami.
- Skąd wiesz, że nie jebię?- zapytał, drocząc się nieco z Alexem, bo przecież obaj wiedzieli, że wśród wszystkich osobliwych preferencji Macmillana - to nie było jedną z nich. Jemu w sumie wcale nie przeszkadzało określenie "burdeltaty", bo brzmiało bardziej łagodnie, sympatycznie i opiekuńczo. "Alfons" kojarzyło mu się tylko ze zmuszaniem dziewcząt do sprzedawania swojego ciała i liczeniem kasy. I chociaż było to dokładnie to czym parał się mężczyzna, to wcale nie czuł się fajnie, kiedy ktoś mu to wytykał. - Zresztą doprawdy, akurat ciebie nie posądzał bym o dbanie o decorum. - dodał, subtelnie sugerując, żeby Mulciber się z łaski swojej odpierniczył od jego języka a bardziej martwił swoimi własnymi ekscesami.
W spokoju wysłuchał instrukcji obsługi łapacza snów, bo też szczerze powiedziawszy były to dla niego nowe informacje. Wiedział o nich tyle, że "łapały sny", cokolwiek to miało znaczyć. I chociaż zapewne był obecny na lekcji Wróżbiarstwa w Hogwarcie na której to omawiali, to bardziej niż prawdopodobne było, że akurat wzdychał do Diany albo zwyczajnie był kompletnie niezainteresowany tematem. Szczerze powiedziawszy zapisał się na te zajęcia tylko i wyłącznie dlatego, że Mulciber też na nie chodził a ich domy miały te lekcje akurat łączone. Była to więc dla nich okazja do nadrobienia zaległości w plotkach i rozmowie - Mulciber zdawał egzaminy dzięki swojemu darowi, a Macmillan dzięki Mulciberowi.
Z lekkim zaskoczeniem stwierdził, że jeśli ozdóbka faktycznie będzie działała tak jak to sprzedawał przyjaciel, to może okazać się nawet dość przydatna. Murtagh ostatnimi czasy miewał sporo koszmarów, więc z pewnością zapełnienie łapacza nimi nie powinno nastręczać trudności. Z wdzięcznością pokiwał głową i powiesił ozdobę u wezgłowia łóżka. Niech spełnia swoją rolę.
Wytłumaczenie Alexa wcale go jednak nie uspokoiło. Wszyscy się starzeli, w każdej sekundzie swojego życia - od narodzin aż do śmierci. Był to naturalny proces, który nigdy do tej pory nie zaprzątał żadnemu z nich głowy. Coś więcej musiało się zmienić, skoro Mulciber powziął tak definitywne postanowienie o które nie pokusił się nigdy wcześniej.
- Dobra, na trzeźwo z tobą nie rozmawiam. - oznajmił i nie czekając na Alexa przeszedł z gabinetu do salonu, gdzie sięgnął do barku i nalał sobie burbonu. Spojrzał pytająco na przyjaciela i nalał również jemu, jeśli wyraził taką chęć. Dopiero kiedy wypił kilka łyków i opadł na kanapę, zabierając ze sobą butelkę i stawiając ją na stoliku kawowym - domyślał się, że na jednej dolewce się nie skończy - odezwał się znów do Alexa.
- Okay, a teraz powiesz mi co ci strzeliło do tego popierdolonego łba. Obaj wiemy, że jeśli naprawdę powodem jest to że "się starzejesz" to odpadniesz po tygodniu. Więc jeśli to ma się udać, to lepiej żebyś miał jakiś kurewsko dobry powód, który da ci siłę wyjść z tego gówna. - powiedział, patrząc mu w oczy poważnie. Jeśli Alexander naprawdę chciał z tego wyjść, to on będzie tuż przy nim przez cały czas odwyku i pomoże mu jak będzie mógł. Nawet jeśli trzeźwy Alex to dużo bardziej wkurwiający i błyskotliwy Alex. Nawet jeśli będzie to oznaczało, że będzie musiał się bardzo pilnować przy każdym spotkaniu z Lorettą. Kobiety przychodzą i odchodzą, a przyjaźń między nimi pozostanie czymś dla niego cennym do końca życia.
“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight Murtagh Macmillan, Secrets of London