Zawsze była zorganizowana. Każdy wieczór kończyła przemyśleniem planu na kolejny dzień, a każdego poranka przypominała go sobie, rozpisując w swoim dzienniku konkretne punkty z ułożonego sobie wcześniej programu dnia. Pobudka, dotarcie do pracowni, przygotowanie konkretnej liczby świec i kadzideł. Niegdyś wyliczyła nawet, ile świec w ciągu tygodnia wychodzi wadliwych. Nie było to wiele, wszak starała się skupić swoją uwagę jak mogła, odganiając wszystko, co mogłoby zakłócić jej koncentrację. Zawsze kończyła pracę przygotowaniem materiałów i narzędzi na kolejny dzień, aby nie marnować czasu. Mimo to nic w pracy z klientem nie może być idealne. Zawsze pozostaje ten moment, ta nieznana, która pojawia się w ciągu dnia w nieoczekiwany sposób i wywraca plany do góry nogami. Dla jednych dodawało to adrenaliny i pozwalało żyć, dla innych przysparzało cierpienia, bo tak idealnie ułożony plan sypie się. O minutę, dwie, godzinę. Powinnaś być odpowiednio zorganizowana. Byłam. Po prostu... Nie, nie ma żadnego po prostu. Przełknęła ślinę z resztkami pierwszego kęsa, jaki wzięła do buzi. Mimo wszystko kontynuowała wypowiedź, skoro ojciec jej pozwolił.
Z głową zawieszoną już w stronę stołu, z oczami bezwiednie patrzącymi na dekorację talerza, wsłuchiwała się w wypowiedź ojca, zapamiętując każde słowo. Musiała przyznać, że nawet nie tyle zachowanie ojca było dla niej męczące, co fakt, że musiała zawsze zachować stuprocentowe skupienie. Wychwytując i analizując kierowane do niej zdania. Kiwnęła dwukrotnie głową. Raz na wieść o podróżach i drugi, gdy ojciec ponownie powtórzył jej na temat nieprzeszkadzania Henreccie. Rozumiem, mam się z nią nie kontaktować. Nie żeby Margaret nagle chciała się zaprzyjaźniać z Henriettą, ale chciałaby odwdzięczyć się jej dobrym gestem za jej pomysł wyjazdu. Z pewnością zrobiłoby się jej miło, wiedząc, że ktoś o nią dba i stara się jej pomóc w ciężkim okresie choroby, a młoda wróżbitka nie liczyła na to, że Robert wykaże się czułością wobec swojej żony. Próżno też szukać byłoby tej czułości wynikającej z dobroci serca u Margaret, lecz ta chociaż starała się zrozumieć zachowania ludzi i ich potrzeby natury emocjonalnej. Poza tym kobieta ponoć zawsze lepiej zrozumie kobietę, choć zdania są tutaj podzielone. A może po prostu nie chce, abym ingerowała w jego lepszą relację z żoną... Jeszcze mogę je pogorszyć. Jakie intencje by nie były, przekaz był jasny, a ona nie zamierzała w to ingerować. - Rozumiem. Liczę po prostu na to, że szybko się jej poprawi. - Skończyła, choć w zasadzie to ojciec skończył tę rozmowę, ona tylko sobie dopowiedziała z jedno zdanie raczej dla samej siebie.
Zaskoczyło ją natomiast drugie pytanie. Z oczywistych względów pierwsze, co przeszło jej przez myśl, to fakt, czy Margaret widziała coś niepokojącego w kontekście biznesu. Nikt podejrzany się nie kręcił. Nie było też sytuacji, jaką zapamiętałaby jako dziwną. Zresztą zdała już pełen raport z miesiąca, co jeszcze może dodać? Chyba że... No tak. Wymsknęło się jej, że coś widziała. Tylko to nie było w ogóle istotne, ale wiedziała, że jak nic nie powie, to wyjdzie na kogoś, kto coś ukrywa. - Nie wiem, czy Ciebie to zainteresuje ojcze. O ile pytasz w kontekście przyszłości... - Dopowiedziała, nieco ciszej, spoglądając na reakcję ojca i szukając jego aprobaty, czy jest w ogóle sens kontynuowania tego tematu. Szczerze mówiąc to nawet go nie chciała podejmować. Nie ma nic smutniejszego od tego, że ktoś całkowicie nie podziela twoich zainteresowań. Szczególnie ktoś, kto powinien być tak bliski. Z drugiej strony jak nie teraz, to kiedy? Być może Henrietta naprawdę go zmieniła na lepsze... - Nie zajmowałam się przesadnie wróżbiarstwem w ostatnim miesiącu. Chciałam skupić cały swój czas na rzeczach przyziemnych i funkcjonowaniu biznesu. Po ostatnich wydarzeniach zresztą bałam się zerkać w przyszłość. Czasami lepiej nie wiedzieć, co nas czeka. - Zaczęła od swojej standardowej śpiewki, uwłaczając sztuce wróżbiarstwa. - Ale... to może głupie i dziecinne, ale kiedyś, z dwa tygodnie temu, pojawiła mi się cesarzowa w rozkładzie. Znak dobry dla rodzin, szczególnie kobiet. Symbol opieki, lepszych relacji z bliskimi, zacieśniania więzi z otoczeniem. I tak... widząc Wasz wyjazd, wujka Richarda w domu i... - Ciebie. - Być może ta karta oznaczała nowy, lepszy start. Dla nas wszystkich. - Tęskniła za matką. Bardzo. Henrietta nigdy jej nie zastąpi nikogo bliskiego, ale przecież nie musi być tak źle jak było do tej pory. - Nie chciałeś nigdy wiedzieć ojcze, co Cię czeka?