Vespera nigdy nie kierowała się emocjami, raczej wolała wszystko po tysiąckroć analizować, a często też radziła się swoich braci, aby wszystko odpowiednio zrobić. Teraz jednak jej stan sprawiał, że z każdym dniem jej umysł zachodził mgłą, niby w jej łonie rozwijało się życie, drugi mózg, a czuła się tak jakby straciła całą swoją bystrość. Nie przyznawała się do tego głośno, ale ciąża wydawała się jej być chorobą, a nie stanem upragnionym jak większość kobiet wokół niej, które urodziło już swoje potomstwo. Czuła na tę myśl wręcz wściekłość.
– A myślisz, że to na rękę rozpowiadać każdemu, co zrobiła jego była żona? Myślisz, że chciał szkodzić Malfoyom informując ciebie o zaistniałej sytuacji? Sam nie powiedziałbyś takich rzeczy nikomu, bo jest to niewygodne – zwróciła mu uwagę.
Nie patrzyła już na Chestera. Jej wzrok błądził, gdzieś po salonie raz po raz zauważając jakieś drobne przedmioty przesunięte nie tak jak powinny. Pewnie dzieci Augustusa maczały w tym palce. Nie rozumiała dlaczego jej brat nie znalazł sobie mieszkania, albo domu, aby tam wychować swoje potomstwo. To nie było miejsce dla dzieci. Poczuła dziwny skurcz w żołądku, gdy o tym pomyślała.
Vespera nigdy nie pozwoli sobie na to, aby Perseus zostawił ją samą z wychowaniem dziecka, nie będzie jedyną, która będzie wstawać w nocy do płaczącego bobasa. Black sam nie chciał, aby ona usuwała dziecko, a mogła to zrobić. Nie żywiła do tego płodu wtedy żadnych uczuć. To dopiero Black nadał tej sytuacji inny wymiar, inny stan i zaczynała czuć się z tym coraz lepiej, jej głowa zaczynała się przyzwyczajać. Na pewno nie pozwoli sobie na to, aby być jeszcze bardziej wykończoną niż teraz, bo wiedziała, że to spowoduje u niej nienawiść do tego dziecka, a tego nie powinna czuć za żadne skarby.
Miała ochotę prychnąć, ale tego nie zrobiła. Wiedziała, że takie zachowanie nie było godne, nie było odpowiednie i czuła, że nie ważne jak bardzo ojciec wmawiał jej, że jest jego ukochaną córką to nie mogła się posunąć do takiej zniewagi. Gdy już wypoczęła po nudnościach podniosła się w końcu z miejsca.
– Nie, w czym miałaby mi pomóc? – zapytała starając się nie brzmieć kąśliwie, ale czasami mężczyźni, nawet jej własny ojciec wydawali się być tak dziwnie nieporadni w stosunku do ciąży, że nawet to ją irytowało. Była zmęczona, miała ciężki dzień w pracy, a teraz ciężką rozmowę z upartym ojcem. – Będę się już zbierać jeśli pozwolisz. – odparła i na chwilę się zawahała – Jeśli będziesz miał ochotę… możesz mnie odwiedzić – dodała w końcu. Nie ruszyła się z miejsca jakby czekając na zgodę, czy może odejść.