Obserwowałaś uważnie swojego kuzyna, gdy wyrzucał z siebie potok zmartwień sercowych. Nie sądziłaś, że mógłby przyjść do ciebie z takiego powodu, ale poczułaś ogromny ból, że musiał zmagać się z czymś takim. Sama kochałaś na zabój Hadesa, mogłabyś dla niego zabijać, palić miasta, niszczyć świat. Był jedyną osobą, obsesją, która wywoływała u ciebie takie emocje. I może byłaś okropnie zła, i może nie wahałaś się rzucać klątw na innych ludzi, bo źle na ciebie spojrzeli, ale nie byłaś w stanie nie kochać Hadesa, nawet teraz, gdy cię tak perfidnie porzucił, nawet teraz, gdy dwa lata się do ciebie nie odzywał.
Sytuacja Stanleya stała się dla ciebie ważna, stała się epicentrum dzisiejszego dnia, bo chciałaś mu pomóc. Niestety nie byłaś w stanie go pocieszyć, nie potrafiłaś mu powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ona zrozumie, ona cię zapewne tak samo kocha. Po pierwsze, nie znałaś tej dziewczyny. Po drugie, nie miałaś pewności, że ta dziewczyna zaakceptuje prawdę o twoim kuzynie. Po trzecie, nie chciałaś mu kłamać. Mogłaś, ale nie chciałaś. Czułaś powinność na wymyślenie rozwiązania tej zagadki.
Gdy wspomniał o czymś mocnym do picia pokiwałaś powoli głową milcząc, nie mówiąc nic, tylko paląc tego śmierdzącego papierosa, który tak przyjemnie rozchodził się po płucach. Nie był on czymś takim jak opium, ale i tak dawał ukojenie. Weszłaś na zaplecze, gdzie z witrynki wyjęłaś dwie czyste jak łza szklanki oraz karafkę z ognistą whisky. Schłodziłaś ją zaklęciem, ponieważ nigdy nie przepadałaś za tym trunkiem. Był specyficzny, ale jeśli Stanley wyrazi chęć na picie ciepłej whisky nie miałaś problemu, aby zdjąć owe zaklęcie. Wróciłaś do niego, postawiłaś na biurku szklanki, a z karafki nalałaś wam obojgu alkoholu.
– Ciężka sytuacja, mój drogi – odezwałaś się powoli w głowie analizując raz po raz każde jego słowo. Zrobiłem wiele złego, sama nie byłaś święta, więc go rozumiałaś, ale twój Hades również nie był cnotliwą postacią w twoim życiu, był równie zarobaczony jak ty. Jego ukochana była wspaniałą, piękną, cudowną dziewczyną, była czymś wyrwanym z kontekstu. Jakbyś czytała zbiór opowiadań i nagle skleiłyby ci się dwie strony z różnych historii. Tak widziałaś to, co mówił do ciebie przeklęty Borgin. – Chcesz, abym dała ci radę, czy chcesz się tylko wygadać? – zapytałaś, bo w sumie nie chciałaś rozwiązywać jego problemów jeśli on nie chciał rozwiązania, ale jego rozpacz nawet poruszała ciebie. – Gdyby spróbować zakląć was w sen? Moment, w którym byś jej wszystko powiedział, sprawdził jak ona zareaguje na prawdę przeżyć we wspólnym śnie? Nie wiem jeszcze czy można tak zrobić, ale możemy nad tym razem popracować – odpowiedziałaś, a twój wzrok zrobił się delikatnie mętny jakbyś szukała w pamięci odpowiedzi, szukała czegoś, co sprawiłoby, że ta rzecz byłaby możliwa, szukałaś przedmiotu, zaklęcia, substytutu, który mógłby połączyć jego sen ze snem jego ukochanej.