Nie wiedział, gdzie wrzucał Brenne. Była gdzieś pomiędzy, ale nadal pozytywnie. Lubił jej towarzystwo bo była szczera, nie była też osobą, którą jego brat wrzuciłby na kandydatkę na żonę. Wiedział, że nie przepadał za Longbottomami, a przecież nie był, aż tak zdesperowany, aby zmuszać go do mariażu z jedną z nich, prawda? PRAWDA? Kolejna sprawa, że Brenna nie dawała o sobie zapomnieć, nie było dnia, aby nie wysłała mu listu, nie było dnia, aby nie pochwaliła się swoimi osiągnięciami, a targanie go po lasach było jedną z przyjemności w jego życiu, bo nawet jeśli wmawiał wszystkim, że nie chce ludzi, że ich nienawidzi czasami czuł się samotny. Taka Brenna była idealną odskocznią od samotności. Głośno też raczej nie nazywał jej przyjaciółką, ale dla normalnych osób właśnie taki tytuł dostałaby w tej relacji, prawda?
W końcu dziennikarz sobie poszedł, Brenna załatwiła tę sprawę po mistrzowsku i nie musiała zamykać Vinca w areszcie za bójkę na ulicy. Zacznijmy od tego, że wtedy dowiedziałaby się zapewne o jego prawdziwym imieniu. Nie wiedział jak takie rzeczy działają, ale raczej w bazie danych widniał jako ten przeklęty Eros. To była jedyna rzecz jaka sprawiała, że miał ochotę bratu i ojcu skręcić kark. Najgorsze, że póki ojciec żył nie mógł nawet tego imienia zmienić – powinność wobec rodziny, wstyd przed pracownikami Ministerstwa, bo już tam pracowało też jego pokolenie ze szkoły. To wszystko na siebie się nakładało.
Zabrał od Benny paczkę z ciastkami, jedno wepchnął sobie do buzi, a gdy skończyła opowiadać swoje historie wcisnął jej jedno do buzi wracając do karmienia jej ciastkami. Musiał odreagować. Okropnie był wściekły, więc po chwili oddał jej paczkę z ciastkami i wyciągnął papierosa z kieszeni wciskając go do buzi i zaciągając się nim z lubością wręcz.
– To byłoby ciekawe. Tyle lasek pod chatą i każda by się zawiodła – zarechotał rozbawiony bagatelizując jej słowa. Nikt normalny by tego nie zrobił, nie? Nie chciał też, aby jego brat się o tym dowiedział. – Dobrze, że mój brat nie jest aż tak zdesperowany, aby się do tego posunąć – prychnął. – Ci dziennikarze często tak latają i zadają pytania przypadkowym ludziom? – zapytał. – Nie dasz mi zapomnieć o Lincolnie, nie? – zaciągnął się dymem i po chwili wypuścił go z ust.