22.11.2022, 21:28 ✶
Śmiech urwał się nagle; ucichł tak, jakby jego właścicielka nie była zadowolona z bycia rozrywką dla zamieszkujących archiwum pająków. Skosiła wzrokiem chłopaka, a potem omiotła spojrzeniem pomieszczenie, jakby faktycznie przez krótką chwilę doszukiwała się ośmionożnych słuchaczy.
- Grupa docelowa odbiorców mojego poczucia humoru, czyli ja, już została osiągnięta. Cała reszta publiki to tylko osoby postronne, które uczestniczą w moim przedstawieniu na gapę - oświadczyła prawie że poważnie, lecz jedno spojrzenie na zlękniętą twarz Erika wystarczyło, by zaśmiała się ponownie. - Niemniej masz rację, dziękuję. I właśnie z tej wdzięczności nie powiem ci, co takiego złego powiedziałeś, zaś ze względu na sympatię nie wykorzystam tego przeciwko tobie. - Składając tę obietnicę poklepała Longbottoma po udzie, delikatnie i ledwie dwukrotnie, żeby nie wystraszyć go czasem na dobre. Bawiła się pysznie ze świadomością, iż własnoręcznie wprowadziła go w stan, w którym dopatrywał się drugiego dna we wszystkim, co robiła i mówiła. Niemniej nie chciała, żeby wynieśli go z Departamentu nogami do przodu lub, co gorsza, prosto do Lecznicy Dusz.
- Nigdy nie moczyłam ani mojej papeterii, ani tym bardziej siebie w herbacie, ale zobaczę, co da się zrobić. - Uśmiech nie schodził z twarzy panny Malfoy, choć przysięgi, które mu składała, wydawały się nie tyle ironiczne, ile zupełnie absurdalne. Brzmiała tak, jakby flirt był językiem ojczystym, którym operowała sprawniej niż angielskim. Kipiała pewnością siebie, co sprawiało, że każde słowo opuszczające jej usta brzmiało przekonująco. Prawdopodobnie nie zdołałaby wmówić mu, że białe jest czarne, ale na pewno udałoby się jej sprawić, że zwątpiłby w swój osąd choćby na sekundę lub dwie.
- Makabryczne? Może i tak, ale rzeczywistość już taka jest - wyznała z wymuszonym smutkiem w głosie, kręcąc głową z dezaprobatą wobec świata. - Wszyscy jesteśmy zdolni do bestialstwa, a to czy się do niego posuniemy, to dwie różne kwestie. - Ni stąd, ni zowąd, w środek fantazjowania o domniemanych przestępstwach wrzuciła prawdę objawioną; słowa uleciały z Eden tak nonszalancko, jakby oświadczyła mu, że zaraz będzie padać, po czym bez większego przejęcia wróciła do wypełniania krzyżówki. Wyraz twarzy miała przy tym dość enigmatyczny, więc niełatwo było ocenić, czy mówiła to na poważnie, czy nie. Malfoyówna była osobą pełną niedopowiedzeń i urwanych myśli.
- Myślę, że nawet jeśli by się jej śpieszyło, odstraszyłaby wszystkich swoim wiekuistym gadaniem - przyznała bez pardonu, gdy wspomniał o zamążpójściu swojej siostry. - Całe szczęście jest dosyć ładna - dodała, bardziej pod nosem niż na głos, ale też wcale nie wydawała się tym speszona. Podrapała się po karku, wyglądając tak, jakby nie powiedziała nic dziwnego, po czym wróciła do gapienia się na zdjęcie skazanego mężczyzny.
- Nie będziesz mi żałował? - zapytała, unosząc brew. Zadziorny uśmiech ponownie wrócił na twarz Eden, jakby szykowała się na drugą rundę zabawy w kotka i myszkę. - Wiesz, że znowu to robisz? Znowu używasz słów bez pokrycia przy kimś, kto może go nie tylko zażądać, a i zwyczajnie je od ciebie wyciągnąć. - Przybliżyła się do niego, spojrzała na niego od dołu; mimo wysokiego wzrostu Eden, Longbottom wciąż nad nią górował, więc nie było tu mowy o patrzeniu nań z góry. Uśmiechnęła się rozbawiona, świdrując go wzrokiem tak, jakby chciała siłą woli wyczytać jego prawdziwe intencje. Może nie był taki niewinny? Może świetnie grał nieświadomego, głupiego brygadzistę? A jeśli nie, to może był pijany? Niespełna rozumu?
- Jak już się jej dorobię, czuj się zaproszony - rzuciła, odsuwając się wreszcie na tyle, by nie czuł się już niekomfortowo. - W końcu też jesteś ode mnie młodszy, prawda? - zapytała, zaciskając usta; jakby próbowała nie parsknąć śmiechem.
- Grupa docelowa odbiorców mojego poczucia humoru, czyli ja, już została osiągnięta. Cała reszta publiki to tylko osoby postronne, które uczestniczą w moim przedstawieniu na gapę - oświadczyła prawie że poważnie, lecz jedno spojrzenie na zlękniętą twarz Erika wystarczyło, by zaśmiała się ponownie. - Niemniej masz rację, dziękuję. I właśnie z tej wdzięczności nie powiem ci, co takiego złego powiedziałeś, zaś ze względu na sympatię nie wykorzystam tego przeciwko tobie. - Składając tę obietnicę poklepała Longbottoma po udzie, delikatnie i ledwie dwukrotnie, żeby nie wystraszyć go czasem na dobre. Bawiła się pysznie ze świadomością, iż własnoręcznie wprowadziła go w stan, w którym dopatrywał się drugiego dna we wszystkim, co robiła i mówiła. Niemniej nie chciała, żeby wynieśli go z Departamentu nogami do przodu lub, co gorsza, prosto do Lecznicy Dusz.
- Nigdy nie moczyłam ani mojej papeterii, ani tym bardziej siebie w herbacie, ale zobaczę, co da się zrobić. - Uśmiech nie schodził z twarzy panny Malfoy, choć przysięgi, które mu składała, wydawały się nie tyle ironiczne, ile zupełnie absurdalne. Brzmiała tak, jakby flirt był językiem ojczystym, którym operowała sprawniej niż angielskim. Kipiała pewnością siebie, co sprawiało, że każde słowo opuszczające jej usta brzmiało przekonująco. Prawdopodobnie nie zdołałaby wmówić mu, że białe jest czarne, ale na pewno udałoby się jej sprawić, że zwątpiłby w swój osąd choćby na sekundę lub dwie.
- Makabryczne? Może i tak, ale rzeczywistość już taka jest - wyznała z wymuszonym smutkiem w głosie, kręcąc głową z dezaprobatą wobec świata. - Wszyscy jesteśmy zdolni do bestialstwa, a to czy się do niego posuniemy, to dwie różne kwestie. - Ni stąd, ni zowąd, w środek fantazjowania o domniemanych przestępstwach wrzuciła prawdę objawioną; słowa uleciały z Eden tak nonszalancko, jakby oświadczyła mu, że zaraz będzie padać, po czym bez większego przejęcia wróciła do wypełniania krzyżówki. Wyraz twarzy miała przy tym dość enigmatyczny, więc niełatwo było ocenić, czy mówiła to na poważnie, czy nie. Malfoyówna była osobą pełną niedopowiedzeń i urwanych myśli.
- Myślę, że nawet jeśli by się jej śpieszyło, odstraszyłaby wszystkich swoim wiekuistym gadaniem - przyznała bez pardonu, gdy wspomniał o zamążpójściu swojej siostry. - Całe szczęście jest dosyć ładna - dodała, bardziej pod nosem niż na głos, ale też wcale nie wydawała się tym speszona. Podrapała się po karku, wyglądając tak, jakby nie powiedziała nic dziwnego, po czym wróciła do gapienia się na zdjęcie skazanego mężczyzny.
- Nie będziesz mi żałował? - zapytała, unosząc brew. Zadziorny uśmiech ponownie wrócił na twarz Eden, jakby szykowała się na drugą rundę zabawy w kotka i myszkę. - Wiesz, że znowu to robisz? Znowu używasz słów bez pokrycia przy kimś, kto może go nie tylko zażądać, a i zwyczajnie je od ciebie wyciągnąć. - Przybliżyła się do niego, spojrzała na niego od dołu; mimo wysokiego wzrostu Eden, Longbottom wciąż nad nią górował, więc nie było tu mowy o patrzeniu nań z góry. Uśmiechnęła się rozbawiona, świdrując go wzrokiem tak, jakby chciała siłą woli wyczytać jego prawdziwe intencje. Może nie był taki niewinny? Może świetnie grał nieświadomego, głupiego brygadzistę? A jeśli nie, to może był pijany? Niespełna rozumu?
- Jak już się jej dorobię, czuj się zaproszony - rzuciła, odsuwając się wreszcie na tyle, by nie czuł się już niekomfortowo. - W końcu też jesteś ode mnie młodszy, prawda? - zapytała, zaciskając usta; jakby próbowała nie parsknąć śmiechem.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~