Nie ważna jaka była metoda, ważne że przynosiła odpowiednie rezultaty - tej właśnie zasady trzymał się Stanley. Jak widać, działała i nawet mógłby zaryzykować stwierdzenie, że została zaakceptowana przez Richarda.
Borgin pokiwał raz jeszcze głową na zgodę. Rozumiał ciężką sytuację w jakiej się znaleźli ale on naprawdę chciał poznać rodzinę Mulciberów - swoją rodzinę. Rozumiał całkowicie drugą stronę bo dla nich to też musiał być wielki szok, chociaż na razie tylko dla wujka, który poznał prawdę. Stanley wątpił, widząc jego reakcję, że ktokolwiek o tym wiedział. Dodatkowo, wszystko wskazywało, że to raczej na ich barki spadła konieczność zapoznania się z resztą rodziny bo Robert nie bardzo się kwapił do tego.
Jego ojciec popełnił jeden błąd - zniknął, a wręcz uciekł od Czarnego Pana. Tego się nie robiło. Nie zdradzało, nie wystawiało... bo to zawsze się źle kończyło i dlatego właśnie powinni się wspierać. Informować. Dzielić się tym, co udało im się dowiedzieć. Oczywiście wszystko szyte cienką nitką zaufania, wszak znali się dosłownie chwile.
- Fakt. To brzmi dużo poważniej i takie właśnie jest - zgodził się - Może to też być tylko fałszywy alarm... Ale wolę dmuchać na zimno - dodał jeszcze w tej kwestii. Ciężko było dowiedzieć się czegoś więcej w tej kwestii. Zapytanie Chestera czy Louvaina nie wchodziło w rachubę. Oni byli niejako oficerami Lorda Voldemorta i zapewne przekazaliby mu wieści odnośnie tego, że ktoś wypytuje o Roberta. W tym momencie nawet fakt przyjaźni z Lou nie miał żadnego znaczenia.
- Po Beltane wszystko się utrudniło. Nie jest ładnie i kolorowo, a wojna weszła na całkowicie inny poziom. Ludzie przestają sobie wzajemnie ufać bo każdy może być Śmierciożercą... I nie można im się dziwić - wyjaśnił - Ciągle jest wiele zagadek i niewiadomych po ataku na sabat, a to już minął grubo ponad miesiąc - dopalił swojego papierosa. Ministerstwo było trochę bezradne, a przynajmniej dawało takie wrażenie. To dało się bez problemu dostrzec wśród nastrojów panujących na tamtejszych korytarzach, a kto jak kto, ale funkcjonariusze służb bezpieczeństwa wiedzieli o tym najlepiej.
- Wielka szkoda - stwierdził ale skłamał w żywe oczy. Nie była to żadna strata. Każdy doświadczony auror był dla nich jak wrzód, a chcąc czy nie chcąc, Richard był aurorem z przeogromnym doświadczeniem. Niby mógłby być przydatnym informatorem, pomocnikiem Chestera gdyby udało się go zwerbować do ich sprawy - A Juliusem nie ma co się przejmować... Na pewno się wyjaśni. Przecież to, że jedna osoba z rodziny zrobiła coś złego, nie może skreślić jej pozostałych członków, czyż nie? - zapytał retorycznie ale znał de facto odpowiedź - Wiadomo, że jakaś łatka zostanie przypisana.. ale na to już nie mamy wpływu - próbował doszukać się jakichś pozytywów ale ciężko było. Nie ważne jak reszta rodziny by się starała to odrobienie reputacji może stanowić problem. Może powinni się od tego odciąć? Napisać do prasy jakąś notę potępiającą jego działania? Uznać, że był chory psychicznie? Albo, że w ogóle nie był tak naprawdę częścią tej rodziny?
Stanley bardzo chciałby powiedzieć, a najlepiej to wszystko ale nie bardzo mógł. Nie miał pojęcia gdzie była ta nieustalona granica - Obawiam się, że już i tak powiedziałem za dużo... A naprawdę... Nie chciałbym mieć żadnych problemów - przejechał dłonią po twarzy, wstając i zaczynając krążyć po pokoju. Walczył sam ze sobą, rozważając wszystkie za i przeciw - Umm... To ludzie bardzo wpływowi, posiadający swoje uszy chyba wszędzie... - mówił powoli, cedząc słowa. Może i samych Śmierciożerców nie było bardzo wielu ale ludzi, którzy ich wspierali, było już na pęczki. Ci co nie brali udziału w walce na pierwszym froncie, działali na zapleczu - zbierali informacje, dotowali pieniądze czy szykowali kryjówki. To była najprawdziwsza mafia ale z inną otoczką - Jakby chcieli i znali miejsce jego pobytu... To mogą go sprzątnąć w ułamku sekundy. A wątpię, że przyszliby w pojedynkę bo jest to zbyt niebezpieczne... - zatrzymał się, wbijając swój wzrok w wuja - Robert może nie jest już najmłodszy ale na pewno potrafi czarować... Ale czarną magię nie obchodzi jak dobrze potrafisz czarować. Ona zabija wszystkich tak samo, bez wyjątków - przełknął ciężko ślinę - Więcej nie wiem - skwitował. W końcu ze spotkania w Kromlechu wyszli dużo wcześniej, nie wiedząc co Czarny Pan przekazał tym, którzy chcieli zostać jego najwierniejszymi pomocnikami. Czy to chodziło o Roberta? A może o kogoś innego? Nie wiedział ale czuł, że spełnił swój obowiązek wobec rodziny... wobec ojca.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972