Philip uwielbiał takie poranki. Powolne i leniwe. Przywykł do budzenia się w pustym łóżku, przez to że nie chciał zastać w nim swoich kochanek albo kochanków. Przywykł do tego, że kiedy otwierał oczy to Laurenta już nie było w jego łóżku. Teraz było inaczej, Laurent przespał całą noc wtulony w niego i tak również się obudził w jego objęciach. Pogrążonemu w głębokim, zasłużonym śnie Philipowi wyraźnie nie śpieszyło się do otwarcia oczu i rozpoczęcia tego dnia, jakby pozostawał świadom, że to oznaczało powrót do rzeczywistości. Nie uniknie tego, jednak mógł odwlec ten moment w czasie. Pod wpływem delikatnego ruchu Laurenta, tego przeciągnięcia i tego, że mocniej wcisnął głowę w jego ramię, chowając nos w jego szyi zamruczał przez sen - nie był to pomruk niezadowolenia, wręcz przeciwnie. Spokojny oddech młodszego mężczyzny delikatnie łaskotał jego skórę.
— Dzień... dobry, Laurie... — Wymruczał sennie, reagując na dźwięk jego głosu. Uśmiechnął się ciepło, wręcz błogo i zarazem nieco... nieprzytomnie. Nie wiedział, która godzina, ale teraz nie miał ochoty opuszczać granic tego łóżka. Najpewniej z czasem się to zmieni. Nie wyglądał jak ktoś, kto wstał lewą nogą, jak ktoś, kto miał zrobić Laurentowi jakikolwiek problem z powodu tego, co zaszło między nimi w nocy. To wyszło od niego, więc tym razem mógł mieć pretensje tylko do siebie zamiast do Laurenta. — Dobrze spałeś? — Zdecydował się zadać mu to pytanie, dla uzyskania pewności co do tego. Nie zamierzał go skąd wyrzucać, ale też nie mógł zatrzymać go wbrew jego woli. Jeszcze za wcześnie było na to, aby on był w stanie rozmawiać na jakiekolwiek poważne tematy. O ile nie zostałby postawiony przed faktem dokonanym. Wówczas nie byłby w stanie tego uniknąć.
— Tak szybko? Obawiam się, że to może być trochę trudne... jak spaliśmy Błysk musiał zabrać twoje ubrania do prania, ale nie jestem pewien czy zdążył je wysuszyć. Poza tym... najpewniej robi dla nas śniadanie. Jest w tym niezrównany. Nie będziesz musiał jeść wczorajszych tostów. — Zapytał z zaskoczeniem. To było dla nich typowe, ale Laurent mógł mu poświęcić jeszcze parę chwil zanim wskoczy do kominka w salonie i uda się do New Forest. Podnosząc się nieznacznie na łokciach dostrzegł, że na tamtym krześle już nie spoczywały należące do Laurenta ubrania. Nie zamierzał wypuścić go bez śniadania, które również powinno mu smakować.