08.01.2024, 10:29 ✶
Jej też by to już nie zdziwiło. Życie w magicznym świecie nie sprawiało, że takie rzeczy były normalne, ale... Łatwiej było nad nimi przejść do porządku dziennego. Runy? Da się złamać te pieczęcie. Klątwy? Je też się łamało. Magiczne zagadki? Na Merlina... To był chleb powszedni wielu osób. Nie znaczyło to jednak, że takie życie było mniej fascynujące, chociaż czasem Olivia zastanawiała się, czy nie podchodziłaby do tego wszystkiego z większym entuzjazmem, gdyby była mugolem. Albo nawet mugolakiem. Oni przecież większość dzieciństwa wychowywali się w świecie pozbawionym magii. Sam list i Hogwart były dla nich czymś tajemniczym, nowym. A dla czarodziejów? Kolejna rzeczywistość, dużo mniej tajemnicza.
Świat po raz kolejny zawirował i tym razem Olivia uderzyła kolanami o posadzkę. Niezbyt dobrze znosiła takie podróże, nawet jeśli te odbywały się w jej głowie. Błędnika nie obchodziło, czy naprawdę się przemieszczała, czy też nie. Wariował bez względu na wszystko. Jak kołowała na miotle to też czasem jej było niedobrze.
- Ała - powiedziała, czując fizyczny ból w ciele. Olivia podniosła się ostrożnie, rozmasowując kolana. Ciekawe jak tym razem wytłumaczy się z siniaków. Chwilę milczała, przysłuchując się cichej rozmowie, prowadzonej między duchem a żywym. Pieniądze - to była jasna motywacja. Ale Jasie wydawała się być zdeterminowana też z innego powodu, dużo bardziej szlachetnego. - Zrezygnowała z pieniędzy? Może dlatego zostawiła fiolkę przy swojej rzeźbie? Bo chce żeby ktoś złamał klątwę?
Olivia podeszła do schodów i nachyliła się nad obojgiem. O jaki naszyjnik chodziło? Utkwiła wzrok w Jasie i duchu.
- Gdyby tylko zostawili więcej wskazówek jak znaleźć ten naszyjnik... - Olivia spojrzała na Brennę. Może ona wiedziała coś więcej? Chociaż pewnie nie - Longbottom była sumą przypadków, ruda była święcie przekonana, że dziewczyna naprawdę przypadkowo natrafiła na ten posąg. [b]- Ale wiesz co? Też chciałabym mu pomóc. Jeżeli im się nie udało, a zakładam że nie, to pewnie ten duch wciąż tkwi w tej... piwnicy i nie może zaznać spokoju.
Świat po raz kolejny zawirował i tym razem Olivia uderzyła kolanami o posadzkę. Niezbyt dobrze znosiła takie podróże, nawet jeśli te odbywały się w jej głowie. Błędnika nie obchodziło, czy naprawdę się przemieszczała, czy też nie. Wariował bez względu na wszystko. Jak kołowała na miotle to też czasem jej było niedobrze.
- Ała - powiedziała, czując fizyczny ból w ciele. Olivia podniosła się ostrożnie, rozmasowując kolana. Ciekawe jak tym razem wytłumaczy się z siniaków. Chwilę milczała, przysłuchując się cichej rozmowie, prowadzonej między duchem a żywym. Pieniądze - to była jasna motywacja. Ale Jasie wydawała się być zdeterminowana też z innego powodu, dużo bardziej szlachetnego. - Zrezygnowała z pieniędzy? Może dlatego zostawiła fiolkę przy swojej rzeźbie? Bo chce żeby ktoś złamał klątwę?
Olivia podeszła do schodów i nachyliła się nad obojgiem. O jaki naszyjnik chodziło? Utkwiła wzrok w Jasie i duchu.
- Gdyby tylko zostawili więcej wskazówek jak znaleźć ten naszyjnik... - Olivia spojrzała na Brennę. Może ona wiedziała coś więcej? Chociaż pewnie nie - Longbottom była sumą przypadków, ruda była święcie przekonana, że dziewczyna naprawdę przypadkowo natrafiła na ten posąg. [b]- Ale wiesz co? Też chciałabym mu pomóc. Jeżeli im się nie udało, a zakładam że nie, to pewnie ten duch wciąż tkwi w tej... piwnicy i nie może zaznać spokoju.