Nora wiedziała tyle co nic o tym stojącym przed płotem mężczyźnie. Czy chciała poznać jego historię? Czemu nie, należała do tych osób, które chętnie dałyby swoje ciepło wszystkim którzy tego potrzebowali, a coś w jego oczach mówiło jej o tym, że może to być to, czego potrzebuje. Nie miała pojęcia, czy ta znajomość w ogóle się utrzyma, los zupełnie przypadkiem skrzyżował ich drogi akurat w tym momencie, a panna Figg zawsze przyjmowała to, co dawało jej przeznaczenie. Może była to wcale nie najgorsza odskocznia od dosyć brutalnej codzienności, z którą przyszło jej się mierzyć.
- Zapamiętam ją, choć akurat tam prawie nikt nie ma wstępu. - Może nie do końca była to prawda, bo często to własnie tam dochodziło do tych najpoważniejszych rozmów, których nikt z zewnątrz nie mógł usłyszeć, ale tym póki co nie zamierzała się dzielić, w końcu byli dla siebie nikim.
- Z dwoja złego lepiej, żebyś zmacał krzewy niż wszedł do kuchni. - Najwyraźniej była gotowa na takie poświęcenie. Cóż złego może się stać? Najwyżej będzie musiała posadzić nowe. Norka podczas tej krótkiej rozmowy była zdecydowanie mniej zestresowana niż wczoraj, kiedy nie do końca wiedziała, jak powinna się zachować.
Dosyć długo zajęło mu odpowiedzenie na jej zaproszenie. Jakby w jego głowie dochodziło w tym czasie do wielu procesów myślowych, przez moment zastanawiała się z czego wynika to wahanie. Może ktoś, gdzieś teraz na niego czekał? Zgodził się jednak zjeść ciastka, więc aż tak mu się nie spieszyło. Cieszyło ją to, bo wreszcie będzie się mogła pochwalić swoim kunsztem kulinarnym o którym mu wczoraj opowiadała. Nie sądziła, że dojdzie do tego tak szybko.
- Moja. - Odpowiedziała z dumą w głosie, kiedy o to zapytał. Bardzo długo pracowała na to, żeby móc otworzyć to miejsce. Kosztowało ją to wiele wyrzeczeń, jednak w końcu spełniła swoje największe marzenie. Zajęło jej to lata pracy. - Bogaczką dopiero będę. - Mruknęła tym razem bardziej do siebie, bo nie uważała się za kogoś majętnego. Nie mogła sobie pozwolić na wiele błahych rzeczy przez to, że inwestowała w Norę. Jeśli chodzi zaś o wycieczkę do Francji, to może i było ją na to stać, ograniczeniem w tym przypadku było coś zupełnie innego, ktoś o kim Flynn jeszcze nie wiedział.
Figg ruszyła w stronę drzwi, żeby wpuścić go do środka, z tym wilkinowym koszyczkiem pod ramieniem. - Witam na włościach. - Powiedziała z uśmiechem, kiedy znalazła się tuż przed wejściem.