Norka miała to do siebie, że bez problemu potrafiła poprawić humor swoim najbliższym. Czy to jakimś słodkim przysmakiem, czy swoją obecnością. Taką już miała aurę, co uważała za swój ogromny sukces, nie miała pojęcia z czego to wynika, może taka po prostu była? Starała się nie dzielić swoimi troskami, tylko słuchać innych, pomagać im, nie uważała, aby jej problemy powinny trapić kogokolwiek poza nią. Nie było to do końca zdrowe, bo przez to trzymała wszystko bardzo głęboko w sobie i rzadko kiedy się tym dzieliła, no, ale coś za coś.
- Jeśli mam być szczera, to ja najbardziej lubię takie zwykłe, najlepiej prosto z krzaka. - Norka wbrew pozorom wcale nie przepadała za słodyczami. Uwielbiała łączyć smaki, tworzyć nowe cudowności, jednak z jedzeniem... bywało różnie. Kiedy czuła się zestresowana to zajadała to zazwyczaj toną ciastek, ale był to jedyny moment, gdy to robiła.
- Jest to jakiś pomysł, chociaż właściwie, może lepiej, jak będziemy robić każdą czynność wspólnie? To wydaje się mieć większy sens. - Jeśli razem zrobią szypułki, to będą mogły później wszystkie razem pokroić i cyk wrzucić je do gara z cukrem.
- Wiesz, to rozsadzenie to nie jest wcale głupi pomysł, nie musiałybyśmy ich kroić, od razu byłyby rozdrobnione, czyli gotowanie też byłoby krótsze. - Jak zawsze widziała głównie pozytywy ewentualnego nieszczęścia, uśmiechnęła się przy tym do Ave. Naprawdę cieszyła się, że są tutaj we dwie.
- Ja też większość wakacji spędziłam u babci Lizzy w Dolinie, to tam poznałam Erika i Brennę, znaczy zostałam ich wrzodem na tyłku i jestem do dzisiaj. - Podeszła do jednej z szafek, z której wyciągnęła dwa niewielkie noże, w miarę bezpieczne do odkrajania szypułek, wolałaby, żeby żadnej z nich nie stała się przy tym krzywda, a znała swoje możliwości. - Czy dać nam od razu szklanki na wino od wujka? - Wolała zapytać Ave co o tym myśli, wszak pora jeszcze była wczesna, chociaż przy winie praca na pewno będzie im szła zdecydowanie sprawniej.