Czy świat był niesprawiedliwy dla młodych, których serca unosiły się w ulotnych zrywach aby niedługo później upaść, obijając się i łamiąc niczym delikatna porcelana? A może jednak bardziej nieprzychylnie spoglądał na starych, którym z rzadka dane było już cokolwiek czuć, gdy ich posklejane na powrót po tysiąckroć serca ledwie tliły się wątłymi emocjami? Czasem Aydaya miała poczucie, że choć młodzi i starzy czuli inaczej, to dla żadnego z nich świat uczuć nie był łaskawy. Ona sama miała szczęście trafić na męża, który ją kochał. Mimo wszystkich przeciwności, ułomności i potknięć, wciąż trwał przy niej, wciąż pożądał jej ciała i duszy. A to nie było w jej świecie wcale takie oczywiste.
Aydaya uśmiechnęła się do swojego syna szeroko, i machnęła teatralnie dłonią na jego słowa. Wiedziała, że jest zbyt wcześnie, wiedziała, że właśnie nakryła go w dość intymnej sytuacji - zapewne go zawstydzając przed stojącą przed nim dziewczyną - lecz jej umysł nie potrafił przeniknąć przez twarde mury świata, który sobie zbudowała i dostrzec tego, że wyrządzała mu krzywdę. W jej opinii i przekonaniu właśnie zapobiegła potencjalnemu mezaliansowi a Laurent powinien się cieszyć, że zastała go tutaj ona, nie zaś jego ojciec, który zapewne na taki widok nie zareagowałby wcale entuzjastycznie.
- Ależ mój drogi, czas to pieniądz a domyślam się, że twe minuty są bardzo drogie... - zaczęła, czyniąc dość nieoczywistą aluzję do tego, co podejrzewała, że robił aby zdobyć pieniądze na budowę rezerwatu - ... więc uznałam, że mając wolną chwilę wpadnę wcześniej. - wytłumaczyła się, bez cienia skruchy w głosie. Jeszcze by tego brakowało, żeby musiała się tłumaczyć przed własnym dzieckiem z odwiedzenia go w miejscu pracy! Niedorzeczność.
Następnie jej wzrok zogniskował się na Olivii, która choć starała się trzymać dzielnie w jej obliczu, to widać było, że była obecnością Aydayi onieśmielona. To nieco ją udobruchało. Tak właśnie powinny zachowywać się w jej towarzystwie młode dziewczęta, uznając jej niezaprzeczalną wyższość nad nimi. W gruncie rzeczy wcale nie trudno było sobie zjednać kobietę - ot nieco pochwał, zaabsorbowanie i adoracja jej osoby i próżność pani Prewett zostawała mile połechtana. Domyślała się, że dziewczynę łączyło z jej synem coś więcej niż kontakty biznesowe. Jaka jednak była natura i zaawansowanie tego mariażu dusz i czy została odzwierciedlona cielesnym zbliżeniem - tego chciała się dowiedzieć. A w tym celu nie mogła spłoszyć Olivii, musiała wydać jej się sympatyczna i dobroduszna, tak żeby dziewczyna poczuła się w jej towarzystwie swobodnie, niczym przy starszej koleżance, nie zaś matce swojego... No właśnie.
- Ależ moja kochana Olivio, przyjaciele mojego syna mogą mówić mi po imieniu. Nie ma sensu bawić się w etykiety. Co więcej, nalegam, żebyś nie opuszczała naszego towarzystwa tak szybko. Widzisz, Laurent tak niewiele wpuszcza mnie do swojego życia, że nawet nie wiedziałam, że ma tak uroczą, uprzejmą i miłą koleżankę. - w jej głosie pobrzmiał ból rodzica, który bezskutecznie próbuje zaistnieć w życiu swojego dziecka. Aydaya kłamała jak z nut. A może sama wierzyła w to co mówiła? Z nią nigdy do końca nie było wiadomo. - Proszę, opowiedz mi coś o sobie kochana. Jak poznałaś Laurenta? Czy dobrze mniemam, że twój tata pracuje w Ministerstwie? Musisz być z niego bardzo dumna. Może na to nie wyglądać, ale bardzo szanuję ludzi, którzy dochodzą do sukcesu ciężką pracą i determinacją. - Och, czyżby? Szkoda, że jej własny syn nigdy tego od niej nie usłyszał.
![[Obrazek: 95d2a6be96822749cf05e777388d9bf25c7c9f8e.gif]](https://64.media.tumblr.com/cb39096f22490449ce8b7bd8a9e92dcf/e8cefd97277fd265-37/s540x810/95d2a6be96822749cf05e777388d9bf25c7c9f8e.gif)
"Istota nadziemska,
bo przecież żadnej innej nie pokochałby Edward Prewett."
— Laurent Prewett