Prawda była taka, że zawsze wygląda dobrze, nie ważne od tego czy akurat miała na sobie sukienkę wyjściowa czy najzwyklejszy strój, w którym paradowało się po własnym mieszkaniu. Jedno jednak trzeba było przyznać - widok uśmiechniętej Stelli naprawdę napawał optymizem. To było po prostu zaraźliwe i nie dało się przejść obok tego obojętnie. Ona mogłaby nim przegonić nawet najczarniejsze chmury czy wielką ulewę, powodując, że ponownie zagościłoby słońce.
Stanley pokiwał przecząco głową na słowa dotyczące pojawienia się księcia z bajki. Bo ani on był z bajki, ani był z niego książę. Gdyby powiedziała 'Borgina z Horyzontalnej' to mógłby się z tym pewnie zgodzić, a tak? Było to jednak mimo wszystko miłe, podnosiło samoocenę, budowało człowieka na duchu.
Kiedy musnęła jego policzek, a chwilę później przyjęła kwiaty, wystawił prawe ramię tak aby mogła się za nie złapać - Księcia mówisz, tak? A wiesz co się robi z księżniczkami? - zapytał retorycznie, nie potrzebując nawet odpowiedzi Avery bo i tak zamierzał jej wyjaśnić - Porywa się - odparł z pewną dumą w głosie, chociaż nie wiedział czemu tak było. Może dlatego, że to on mógł ją porwać, a nie nikt inny?
Na krótki moment zawiesił się również na parze z dzieckiem, a to wystarczyło aby wybić go z rytmu - Eeem... - zaciął się, próbując sobie przypomnieć o ktore spotkanie, Stella, mogła pytać. Chodziło jej o 'spotkanie' w Szkocji czy te dzisiejsze? Nie mieli przecież czasu się zobaczyć od kiedy powrócił z północy kraju, a raczej to on nie miał bo praca jego wybranki była dużo bardziej elastyczna pod tym względem. Oczywiście obydwa poszły dostatecznie, jeżeli nie dobrze, więc nie ważne o które pytała, odpowiedź była taka sama - A całkiem dobrze. Może nie jestem piękną blondynką aby swoją urodą upiększyć spotkanie... - przyznał, spoglądając w jej kierunku - Ale na pewno szybko pisze, bo lata klepania raportów nie poszły na marne - parsknął pod nosem na swoją super umiejętność - Dziadek głównie rozmawiał, a ja to spisywałem w jeden, spójny dokument i nawet starałem się pisać ładnie - podkreślił jeżeli ktoś miałby czelność podważyć jego intencje albo co gorsza, próbował oskarżyć o sabotowanie umowy.
Ruszył powolnym krokiem w kierunku kwitnących róż - czyli tak naprawdę gdziekolwiek. Planu nie było - mieli się przejść, pooddychać świeżym powietrzem i nacieszyć oczy tym do czego była zdolna przyroda.
- Na przyszłość zapamiętam żeby zawsze umawiać się tutaj, więc jakby mi coś wypadło to nie będziesz przecież zła - stwierdził, mając oczywiście z tyłu głowy ten felerny w skutkach Marsz Charłaków. Pozwolił sobie również kątem oka spojrzeć na reakcję Stelli bo był bardzo ciekaw jak na to zareaguje. Zezłości się, a może korzystając z dobrego humoru, pokręci tylko głową z dezaprobatą na taką myśl?
- Niedługo powinno słońce zacząć powoli zachodzić i będzie jeszcze piękniej - zakomunikował jakby był jakimś przewodnikiem. W teorii mógłby nim być ale jego wiedza pozwalała mu opisywać te wszystkie kwiaty w jeden sposób - to róża, to róża i to też jest róża... chyba?. Nie było to za dużo informacji odnośnie danej rodziny ale zawsze coś - Jak się czujesz w ogóle ostatnimi czasy? Ładniejsza pogoda trochę pomaga? - zapytał z czystej troski. Kiedy jeszcze żyła Anne to wspominała swojemu synowi, że powinno się korzystać z dobroci lata, wychodząc na spacery czy inne aktywności, chociaż młodszy Stanley miał to całkowicie w poważaniu. Teraz jednak mógłby podziękować za taką radę, zwłaszcza jeżeli rzeczywiście miałaby spełniać swoje zadanie.
- Odnalazłem ostatnio dobrą znajomą z czasów szkolnych - rzekł, spoglądając na jeden z okazów róży - Gdybyś potrzebowała jakichś eliksirów czy specyfików na problemy ze snem to pewnie mógłbym coś załatwić. Nawet bez konieczności wizyty w Mungu po receptę - zaproponował Stelli, wszak sam skorzystał ze starych znajomości i zakupił remedium na bezsenność na następny kwartał. Lek działał jak należy, a przespanie całej nocy było jak najpiękniejsza rzecz, którą człowiek mógł przeżyć. To też dało się zauważyć w lepszym humorze, większej ilości energii czy chęci do działania.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972