Dziewczynka spoglądała na Yaxley niepewnie. Gerry nie wiedziała dlaczego, sądziła, że może wzbudzać zaufanie, szczególnie w tym stroju. - Możesz mi wszystko powiedzieć. - Nachyliła się nawet przed dzieciakiem, żeby zrównać się do jego poziomu. To powinno pomóc, nie patrzyła na nią z góry. Próbowała robić co mogła, chociaż na dzieciach znała się tyle, co wcale. Nigdy za nimi nie przepadała, nie miała instynktu macierzyńskiego, a ponoć kobiety w jej wieku już dawno powinny go mieć. Na całe szczęście, bo jeszcze by jej coś głupiego przyszło do głowy. Była psią matką, w Lithę przyniosła do domu kolejnego szczeniaka, to powinno jej wystarczyć na kolejne dziesięć lat życia.
Usłyszała ruch gdzieś za sobą, momentalnie wstała, złapała różdżkę w dłoń, bo nie miała pojęcia dlaczego ktoś się tutaj znalazł, a żyli w takich czasach, że lepiej uważać. Zapewne też usłyszał szloch dziewczynki, jednak jak zawsze wolała założyć najgorsze. Zasłoniła swoją sylwetką dziewczynkę, żeby nie dać jej zranić, jeśli stojący przed nią mężczyzna miał złe zamiary. Przyglądała mu się przez dłuższą chwilę, twarz wydawała się jej być znajoma, zmrużyła oczy, żeby połączyć ją z jakimiś danymi osobowymi, szło jej to jednak bardzo trudno, Vincent mógł zauważyć po jej twarzy, że w głowie odbywa się właśnie jakiś bardzo mocno absorbujący proces.
- Właśnie próbuję to ustalić. - Odpowiedziała po chwili na jego pytanie, za to nie znalazła odpowiedzi na to, co ją nurtowało. Za cholerę nie mogła sobie przypomnieć kto przed nią stoi, chociaż wiedziała, że zna tę twarz. No nic, może przypomni jej się chwilę przed snem, czy coś, bo na pewno nie zaśnie jeśli nie pozna odpowiedzi.
- MÓJJJ koteczek - Dziewczynka postanowiła im się wtrącić do rozmowy i pokazała ręką na parapet, który znajdował się jakieś dwa metry nad ziemią. - Uciekł mi, nie mogę go zdjąć.
Geraldine przeniosła spojrzenie na ten nieszczęsny parapet i zaczęła szacować, czy da radę tam wejść, nie powinna mieć z tym problemu, bo sama miała 188 centymetrów wzrostu. Powinna się po prostu podciągnąć, tyle, że nie mogła wystraszyć kota, a ta sukienka była strzałem w kolano, cóż ewentualnie zaświeci dupą, nie byłby to pewnie pierwszy raz.