23.11.2022, 00:01 ✶
Alice spojrzeniem prześlizgnęła się po twarzach licytujących kolację z Erikiem Longbottomem uruchamiając swoją pamięć, przy takich kwotach żadna osoba nie była anonimowa. Musiały się pojawić na stronach kronik towarzyskich, zasobność skrytki w Gringocie zapewniała rozpoznawalność. Pokiwała powoli głową na słowa kuzynki. Widząc rozbawienie przy rosnących kwotach walczących o najważniejszy fant tego wieczoru, poczuła nieco nieswojo, jakby cel tego całego spędu stał się drugorzędny, a ona stała się świadkiem rozrywki obrzydliwe bogatych i czystych - wyślizgnęła się na wierzch, na moment, myśl, która na co dzień dryfowała sobie gdzieś głęboko. W kasynie bywały wieczory, gdy i takie kwoty na raz były rzucane na stół, ale tam nikt nie udawał, że chodzi o dobroczynność. Tutaj były kaprysem, który zdecyduje o losie podopiecznych fundacji.
- Znam niecodzienne rodzinne konfiguracje i przeróżne sposoby na robienie sobie na przekór, ale nie są one warte kamienicy - nawet nie skończyła zdania, gdy kwota została przebita na dwadzieścia tysięcy galeonów - trzypiętrowej przy Pokątnej i z oranżerią na dachu.
Dopiła resztkę swojego wina i gestem przywołała kelnera z tacą, z której ściągnęła dla siebie kolejny kieliszek, spojrzała na towarzyszki czy może chcą również wziąć dla siebie lub wymienić sobie napitek na świeży.
- Jeszcze chwilę temu bym stawiała, że ostateczne starcie nastąpi między rodzeństwem, - zwróciła się do Astorii, - ale teraz myślę, że zgodnie podzielą sobie pięknego, jak kamienica na Pokątnej, Longbottoma na pół albo moja wyobraźnia dała się ponieść czerwonemu winu - uśmiechnęła się blado, ale dla niej nastrój zrobił się dziwny.
- Chyba sami gospodarze się przestraszyli własnego sukcesu, może boją się oskarżeń ich fundacji o pranie pieniędzy?
Skinęła na wyszeptane słowa Astorii i dodała: - ponoć ekskluzywne restauracje licytują trufle lub najlepsze tuńczyki, to można się wczuć w jego położenie - Alice już nie precyzowała czy chodziło jej o Erika czy rybę. Dyskretnie starła się rozejrzeć po zgromadzonych czy tylko ona się czuła skonsternowana.
- Znam niecodzienne rodzinne konfiguracje i przeróżne sposoby na robienie sobie na przekór, ale nie są one warte kamienicy - nawet nie skończyła zdania, gdy kwota została przebita na dwadzieścia tysięcy galeonów - trzypiętrowej przy Pokątnej i z oranżerią na dachu.
Dopiła resztkę swojego wina i gestem przywołała kelnera z tacą, z której ściągnęła dla siebie kolejny kieliszek, spojrzała na towarzyszki czy może chcą również wziąć dla siebie lub wymienić sobie napitek na świeży.
- Jeszcze chwilę temu bym stawiała, że ostateczne starcie nastąpi między rodzeństwem, - zwróciła się do Astorii, - ale teraz myślę, że zgodnie podzielą sobie pięknego, jak kamienica na Pokątnej, Longbottoma na pół albo moja wyobraźnia dała się ponieść czerwonemu winu - uśmiechnęła się blado, ale dla niej nastrój zrobił się dziwny.
- Chyba sami gospodarze się przestraszyli własnego sukcesu, może boją się oskarżeń ich fundacji o pranie pieniędzy?
Skinęła na wyszeptane słowa Astorii i dodała: - ponoć ekskluzywne restauracje licytują trufle lub najlepsze tuńczyki, to można się wczuć w jego położenie - Alice już nie precyzowała czy chodziło jej o Erika czy rybę. Dyskretnie starła się rozejrzeć po zgromadzonych czy tylko ona się czuła skonsternowana.